fbpx
Brytyjska klasyka w najlepszym wydaniu
12 lipca, 2016
Miłosne uniesienia w rytmie punk
27 lipca, 2016

Książki muzyczne – 5 najlepszych powieści z muzyką w tle

W Polsce co miesiąc wydawanych jest mnóstwo książek. Jedne dobre, drugie złe, trochę genialnych. Większość zlewa się w szarą masę i przeciętnemu czytelnikowi trudno czasem odróżnić produkt godny uwagi od tego, który ma tylko (lub aż) dobrą reklamę. Dlatego postanowiłem, że od czasu do czasu będę Wam prezentował moje prywatne rankingi i zestawienia. Na dobry początek, jakżeby inaczej – zestaw książek, w których niepoślednią rolę odgrywa muzyka.

Do tego zestawienia wybrałem pięć tytułów. Mam nadzieję, że będzie to dla Was wybór w jakiś sposób zaskakujący
i inspirujący – dajcie znać, jak się Wam podoba. Kolejność przypadkowa, zbyt lubię każdą z książek, by którąś z nich stawiać zdecydowanie przed innymi:

„Vernon Subutex” – Virginie Despentes

Absolutnie punkowa, niepokorna i zachwycająca powieść. Vernon Subutex to były właściciel słynnego we Francji sklepu płytowego. Jest na topie, dopóki na topie jest kupowanie płyt. Nastanie ery Internetu, piractwo i załamanie koniunktury na rynku muzycznym sprawiły, że Subutex nagle zostaje bez pracy i stopniowo pogrąża się, lądując ostatecznie na bruku.

Sama lektura wbija w krzesło i nie pozwala z niego wstać dopóki nie dobrnie się do ostatniej strony,
a jeszcze większe wrażenie robi okraszona dobrą muzyką. Dopiero wtedy możemy sobie w pełni uświadomić beznadzieję, w jaką wplątał się Vernon i zastanowić się, czy zawsze błyskotliwe kariery muszą się kończyć tak brutalnie. Jak dla mnie – jedna z najlepszych książek wydanych w tym roku w Polsce. Czekam z niecierpliwością na drugi tom.

„Oberki do końca świata” – Wit Szostak

Pełna magii opowieść o odwiecznych pojedynkach: życia ze śmiercią i ludzi z upływającym czasem. Książka jakby nie z tego świata. Szostak, malując słowem piękne obrazy i prowadząc narrację w rytmie oberków, przenosi nas do coraz bardziej zapomnianego środowiska wiejskich muzykantów.

Bardzo intensywna, nasycona muzyką narracja sprawia, że od książki naprawdę trudno się oderwać. Czytałem jak zauroczony, nogi same chciały wycinać oberki i tylko świadomość własnej nieporadności ruchowej uchroniła mnie przed klęską w autobusie komunikacji miejskiej!

„Radio Armageddon” – Jakub Żulczyk

Druga powieść Jakuba Żulczyka. W momencie jej premiery był dopiero świetnie się zapowiadającym pisarzem młodego pokolenia. Co ważne, uchodził również za głos tego pokolenia. Pokolenia, które szuka własnej tożsamości, eksperymentuje, żyje na krawędzi, ale jednocześnie stara się być zauważone i docenione.

Bohaterowie powieści w tym właśnie celu zakładają zespół, tytułowe „Radio Armageddon”. To nic, że nie potrafią grać na instrumentach, że ich muzyka jest chaotyczna, pozbawiona ładu i składu. Liczą się emocje i prestiż jaki zyskują, możliwość wykrzyczenia swoich pretensji do świata. Do tego mają charyzmatycznego lidera – Cypriana, który jest osobą więcej niż tajemniczą.

Pamiętam, że w 2008 pochłonąłem pierwsze wydanie zauroczony sposobem narracji. W zeszłym roku Żulczyk przygotował nowe, skrócone i poprawione wydanie, które czyta się jeszcze lepiej.

„Beatlesi” – Lars Saabye Christensen

Opowieść o czwórce przyjaciół ze szkoły w Oslo, którzy zahipnotyzowani szalejącą na świecie beatlemanią postanawiają być jak ich idole – Czwórka z Liverpoolu. Zaczynają się podobnie zachowywać, ubierać, a nawet nazywać. Szybszym biciem serca reagują na nowe przeboje The Beatles, a ich fascynacja zespołem w pewnym momencie sięga zenitu – postanawiają założyć własny zespół.

To powieść nie tylko o muzyce, ale również o sile przyjaźni, dziecięcych marzeniach i tym, czym zazwyczaj takie marzenia się kończą: buncie, konfliktach, chęci zrewolucjonizowania świata. W Norwegii książka ma w wielu kręgach status kultowej, w Polsce ukazała się dopiero niedawno. Podobno to dzięki tej lekturze pisarzem został Karl Ove Knausgard. Tym bardziej warto po nią sięgnąć!

„Moja walka” – Karl Ove Knausgard

W Polsce ukazał się właśnie czwarty tom z cyklu (nie zdradzę już wielkiej tajemnicy, jeśli napiszę, że kolejny wpis będzie poświęcony właśnie tej książce). Dla mnie to fenomen – powieść autobiograficzna, w której Knausgard nie odkrywa żadnych wielkich prawd, a jednocześnie czyta się to fenomenalnie i z wypiekami na twarzy. Niby zupełnie zwykłe historie, ale chyba to też decyduje o ich sile. Każdy kiedyś znajdował się w podobnych sytuacjach, miał podobne przemyślenia i dylematy jak Karl Ove.

Bardzo ważnym wątkiem każdego tomu jest muzyka. Karl Ove jest namiętnym słuchaczem i krytykiem muzycznym. Snobuje się na muzykę, publikuje recenzje w lokalnych pismach, prowadzi własną audycję radiową muzyce poświęconą. Z lektury każdego tomu można by ułożyć fantastyczną playlistę pełną hitów mniej i bardziej oczywistych. Aż dziw, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł stworzenia składanek powiązanych z poszczególnymi tomami. Słuchałbym!

To tylko ułamek z wielkiego zbioru świetnych książek, przy lekturze których miłośnicy dobrej muzyki poczują się jak
w domu. Zachęcam Was do własnych poszukiwań – może kiedyś razem zbudujemy zestawienie o wiele większe i ciekawsze? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.