fbpx
Książki muzyczne – 5 najlepszych powieści z muzyką w tle
24 lipca, 2016
Sarny umierają przy jazzie
31 lipca, 2016

Miłosne uniesienia w rytmie punk

Za oknami Brexit, a ja po długiej przerwie sięgam do klasyki brytyjskiego punka – zespołów The Clash i Sex Pistols. Nie byłem nigdy wielkim znawcą i piewcą takiej muzyki, ale mam wrażenie, że historia zatacza koło i ci twórcy na nowo stają się aktualni.

Niemal w tym samym czasie ukazał się w Polsce kolejny (już czwarty) tom ultrapopularnego cyklu autobiograficznego „Moja Walka” Karla Ovego Knausgarda. Od razu po zakupie zabrałem się do lektury i szybko odkryłem, że nic tak dobrze nie sprawdza się w słuchawkach podczas czytania, jak właśnie punk!

Z Knausgardem to jest w ogóle ciekawa historia, bo tak jak wspominałem w poprzednim wpisie, każda z jego książek jest przesycona muzyką, która jest bardzo często integralną częścią opowieści. Dzięki rozległym zainteresowaniom autora możemy dowiedzieć się nie tylko, co grało się w różnych dekadach na dyskotekach i domówkach, ale także poznać klasykę światowego rocka. Z każdego tomu można by ułożyć świetną playlistę, która zadowoli nie tylko fanów pisarza.

Dlaczego jednak „Moja walka” tak dobrze współbrzmi z punkiem? Bo to w pewnym sensie powieść punkowa – niepokorna, drapieżna i szczera. Knausgard jednym z głównych bohaterów tego tomu mianował… przedwczesny wytrysk. Tak, to nie żart, ten poważny w gruncie rzeczy problem w końcu doczekał się swojego miejsca w literaturze.

Wróćmy jednak do początku. Jest końcówka lat 80., a osiemnastoletni Karl Ove po zakończeniu edukacji w szkole średniej postanawia, że sam zostanie nauczycielem. I to w dodatku na dalekiej i nieprzyjaznej północy Norwegii. Dzięki temu będzie miał środki i czas na oddawanie się swojemu głównemu zajęciu – pisaniu. Myli się jednak ten, kto by sądził, że będzie to życie nudne, w rytmie praca-pisanie-praca etc. Karl Ove nie stroni od towarzystwa, chętnie uczestniczy w imprezach. Korzysta z gościnności mieszkańców wsi, w której się zatrzymał. Cały czas dręczy go jednak jedna myśl, która z czasem stopniowo przeradza się w obsesję – choć jest już DOROSŁY, to jeszcze nigdy nie miał kobiety! Problem jest więcej niż złożony, bo nie chodzi tylko o nieśmiałość i brak wprawy w podrywie, ale też o kwestię wspomnianą w poprzednim akapicie. Bohater szarpie się, stara się bagatelizować swoje słabości i skupić na pracy. To jednak nie tyle problem fizjologiczny, co przede wszystkim psychologiczny. Mękom literackim towarzyszą męki egzystencjalne, tworząc niepodrabialny klimat tej opowieści.

To właśnie dlatego punk, a zwłaszcza punk w takim wydaniu sprawdza się tak dobrze. Przeboje typu „God Save The Queen”, „Rock in the Casbah” , „London Calling” czy wreszcie genialnie nawiązujący do problemów głównego bohatera „Should I Stay or Should I Go” to doskonali towarzysze lektury. Podobnie jak w punku, w czwartym tomie „Mojej walki” widać pewien chaos. U Knausgarda objawia się on na przykład dość swobodnym podejściem do chronologii. Wydarzenia ciągle się przenikają, opisowi teraźniejszości często towarzyszy kilkudziesięciostronicowa dygresja odsyłająca nas kilka lat wstecz.

Punk wyrósł na buncie przeciwko zastanemu systemowi. Młodzież nie chciała żyć jak ich rodzice i protestowała poprzez muzykę – głośną, prostą, uderzającą do głów. Podobnie przeciw typowemu schematowi dorastania buntuje się Karl Ove. Nie idzie na studia, nie zakłada rodziny i nie idzie do nudnej, biurowej pracy. Postanawia wywrócić swoje życie do góry nogami i zamieszkać w wiosce przy fiordach. Tam będzie mógł uciec od swoich problemów i oddać się jednemu z najmniej pewnych zawodów świata – pisaniu. W obu przypadkach małe znaczenie odgrywają też pieniądze (Karl Ove ma dość lekceważące podejście do zaciągniętych długów), zdecydowanie wyżej stawiany jest idealizm i frajda z tego, co się robi.

Celowo tym razem nie wybrałem konkretnej płyty do opisania – w tym przypadku idealnie sprawdzają się mocne, czadowe kompilacje. Zbierając wszystkie hity w jednym miejscu, osiągamy maksymalne skumulowanie emocji, które znajdują ujście podczas lektury. Tutaj, na zachętę – „Should I Stay or Should I Go”. A czy Karl Ove ostatecznie został, czy uciekł, dowiecie się czytając „Moją walkę”. Dla mnie to jeden z najlepszych powieściowych cykli XXI wieku. Mam nadzieję, że zarazicie się tym przekonaniem również Wy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.