fbpx
Wszyscy jesteśmy kosmitami
28 sierpnia, 2016
Dobrze być ojcem
11 września, 2016

Bardzo Fajna Bajka

Dzięki uprzejmości znajomych w moje ręce trafiła ostatnio książka, po którą normalnie pewnie bym nie sięgnął. Nie dlatego, że podejrzewałem ją o niski poziom, tylko dlatego, iż skierowana jest raczej do czytelników młodszych ode mnie o dobrych kilkanaście lat.

Darowanemu koniowi nie zagląda się jednak w zęby, więc pełen entuzjazmu zabrałem się za „Bardzo Fajnego Giganta” (BFG) Roalda Dahla. Autor to nie byle jaki i pewnie doskonale znany nawet tym bardziej dojrzałym czytelnikom. Gdyby nie on, nie mielibyśmy chociażby „Charliego i Fabryki Czekolady”, genialnie zekranizowanej potem przez Tima Burtona. Szum wokół BFG również powstał przy okazji ekranizacji – nowe wydanie towarzyszy premierze filmowej adaptacji w reżyserii samego Stephena Spielberga!

 

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieszkały sobie Olbrzymy. Mieszkały w krainie, do której żaden człowiek nie miał nigdy wstępu. Była to kraina na krańcu świata, nienarysowana na żadnej, nawet najlepszej mapie. Nie było na niej dużo roślin, warzyw i owoców, dlatego Olbrzymy żywiły się przede wszystkim… ludźmi!

Wydaje się, że Spielberg tym filmem wykonał sentymentalny zwrot ku latom 80. Chciałoby się nawet zakrzyknąć: „Toż to ‘E.T.’ XXI wieku!”. Jest w tym trochę prawdy. Wszystko dlatego, że powieść Dahla świetnie się do ekranizacji w takim stylu nadaje. Pełna jest baśniowych odniesień i kolorów, a czytając, ma się ochotę po prostu w nich zanurzyć i poczuć ten niesamowity świat na własnej skórze.

Wśród nich mieszkał jednak Olbrzym szlachetny, choć najniższy spośród wszystkich. Wielki był jednak sercem. Nie jadał ludzi, a w zamian żywił się wstrętnymi szlamgórami i popijał je tłoczypianką. Miał dzięki temu naturalny instrument muzyczny – potężne świszczybąki, które zawstydziłyby niejedną orkiestrę. Olbrzym ten zwał się BFG, czyli Bardzo Fajny Gigant.

Czytelnik dostaje powieść, która aż skrzy się od inteligentnego humoru, zabawnego również dla dorosłych. Co więcej, by go w pełni docenić, musi zaakceptować i polubić wyjątkowy talent słowotwórczy autora. Tłoczypianka, szlamgóry czy świszczybąki to dopiero początek długiej listy słów zwariowanych. Warto też docenić aspekt dydaktyczny, który znów – inaczej będzie odbierany przez dzieci, a inaczej przez czytelników bardziej wyrobionych. Dahl bawiąc, uczy jednocześnie tolerancji, niemyślenia schematami i otwartości na innych. Przy okazji utwierdzamy się w przekonaniu, że dobro zawsze zwycięża. Jak to w bajce.

Bardzo Fajny, bo nie tylko nie zjadał ludzi, ale jeszcze pomagał dzieciom, takim jak Wy. Pomagał im smacznie spać, co wieczór wdmuchując do ich sypialni kolorowe sny i zamykając w szczelnych słojach ohydne koszmary. W tajemnicy zdradził mi, że jeśli będziecie grzeczne, to dziś odwiedzi również Was!

Zapewne za sprawą ekranizacji, książka niezmiennie kojarzy mi się z latami 80., więc wpadłem na szalony pomysł. „A może by tak sobie puścić Limahla?” – od tego pytania nie mogłem się uwolnić od momentu, gdy tylko sięgnąłem po książkę. Nie miałem wyboru, w dodatku na Spotify znalazłem zremasterowaną edycję płyty „Don’t Suppose”, zawierającą nieśmiertelny przebój „Never Ending Story”. Młodszym wyjaśniam, że był w latach 80. taki kultowy już teraz film o tym samym tytule, do którego Limahl zaśpiewał właśnie tę piosenkę. Absolutny klasyk i pendolino do czasów, gdy wszystko było trochę przaśne, bardzo kolorowe i zwariowane, a w muzyce szalały automaty perkusyjne zamiast żywych muzyków. Słodki głos Limahla i brzmienie charakterystyczne dla tamtej dekady od razu sprawiły, że poczułem się jak w domu. BFG wchodził dzięki temu jeszcze lepiej, a każda ze scen, która pojawiała się w mojej wyobraźni, smakowała bardziej. I choć po drugim przesłuchaniu płyty uświadomiłem sobie, że tak naprawdę oprócz „Never Ending Story” mało jest tam ciekawej muzyki, to jednak tkwi w tym jakaś moc, której chyba nikt nie jest w stanie zrozumieć. Kompletnie się nie dziwię, że ten klimat zafascynował ponownie również Spielberga. I choć może „Bardzo Fajny Gigant” nie jest tak dobra jak „E.T.” to z pewnością warto ją też zobaczyć po przeczytaniu książki.

Musicie jednak wtedy smacznie spać, bo inaczej BFG będzie musiał Was porwać! Nie żartuję! To właśnie przydarzyło się Sophie, jego najbliższej przyjaciółce. Nigdy by jednak nie zostali przyjaciółmi, gdyby w nocy Sophie grzecznie spała. Zobaczyła za oknem BFG i wtedy już było wiadomo – musi wrócić z nim do krainy Olbrzymów. Bo jak świat światem, tak żaden człowiek olbrzyma widzieć nie może. Był to początek naprawdę wielkiej przyjaźni, a rzeczy, których dokonali razem, do dziś wydają się niemożliwe. O tym jednak posłuchacie jutro, drogie dzieci. Dobranoc!

Ponieważ ktoś mi się wciął w tekst z bajką, to muszę się od niej odciąć i pożegnać osobno. Ode mnie, dla Was, na dobranoc „Never Ending Story” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.