fbpx
Za co Dylan dostał Nobla?
Październik 18, 2016
5 dowodów na bezużyteczność książek
Październik 25, 2016

Gdy przychodzi jesień, drzewa pozbywają się liści, dni są coraz krótsze i bardziej pochmurne, a dookoła pełno kałuż, często pojawia się w nas nostalgia i refleksyjny nastrój. Długie wieczory spędzane pod kocem, odgrzebywanie z nudów starych dokumentów czy zdjęć – wszystko to sprzyja wspominkom.

Powspominać i wrócić myślami do wydarzeń minionych lubi czasem każdy z nas. Często mamy też tendencję do idealizowania tego, co było, nadawania mu jakiegoś specjalnego znaczenia. Przeszłe kojarzy nam się z czymś lepszym, pełniejszym, bardziej przemyślanym. Byliśmy wtedy młodsi, świat był zawsze bardziej kolorowy niż obecnie. Tęsknota za przeszłością skłania też nas do klasyfikowania, nadawania ram, kategoryzowania. Lubimy mieć wspomnienia uporządkowane. Wszak jak mawiał Orwell:

Kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością.

Podobny moment – rozrachunku z własnym dorobkiem, pewnego podsumowania twórczości i tego, co udało się osiągnąć, towarzyszy niemal każdemu artyście. Niezależnie od tego, czy jest wciąż zaangażowany w procesy twórcze, czy już dawno odstawił swoją twórczość na półkę z podpisem „Historia”. Dla wielu z nas „przepracowanie” swojej przeszłości i  doświadczeń, to jedno z najważniejszych w życiu zadań. Nieuporządkowane wspomnienia, to często powód problemów tu i teraz. Stąd próby podsumowań, różne „zbiory twórczości” i „The Best Of”.

W ten trend, choć w kreatywny sposób, wpisuje się również Jack White. Artysta, który w opinii wielu słuchaczy przywrócił świetność tzw. „rockowi garażowemu” zakładając zespół The White Stripes, a następnie rozkręcając kolejne projekty jak choćby The Racounters. Jack jest aktywnym muzykiem od dobrych 20 lat i chyba właśnie z tego powodu postanowił jakiś czas temu zrobić sobie solidną przerwę od koncertowania. Zmęczenie nieustannymi trasami spowodowało, że skupił się na twórczości studyjnej. Nie tylko wydał kolejną płytę z grupą The Dead Weather, ale przygotował też swego rodzaju podsumowanie swojej dotychczasowej twórczości – dwupłytowy album „Acoustic Recordings 1998-2016”.

W wydawnictwie, które z miejsca powinno stać się zakupem obowiązkowym dla wszystkich fanów White’a ,dostajemy nagrania reprezentacyjne dla wszystkich okresów jego twórczości. Wydaje się, że to swoiste ukoronowanie kariery. Albo, w co ja mocniej wierzę, zamknięcie pewnego etapu, po którym możemy oczekiwać od Jacka rzeczy zupełnie nowych! Jednak, co niezmiernie ważne, nie mamy tu do czynienia z klasycznym „The Best Of” – na płycie brakuje takich przebojów jak „Seven Nation Army”, „Steady As She Goes” czy „I Don’t Know What To Do With Myself”. Mimo to, wspomnienia towarzyszące temu wydawnictwu wywołują wielkie emocje. Zobaczcie sami, jak Jack wykonywał dwa utwory z płyty w programie Jimmy’ego Fallona. Chwyta za serce!

Co jeszcze ważniejsze, nie są to nagrania w wersjach kanonicznych. White pokusił się o nagranie każdego z 26 utworów w wersji akustycznej. I choć większość aranżacji nie odbiega radykalnie od oryginałów, to jednak dzięki ucieczce w brzmienia akustyczne, White wprowadza słuchaczy w wyjątkowy klimat. Słuchając „Acoustic Recordings…” można poczuć się jak w USA, a dźwięki gitary i rozwibrowany głos Jacka niemalże pozwalają pooddychać tamtejszym powietrzem. Ta płyta to też świadectwo żelaznej konsekwencji artysty – choć dokumentuje blisko 20 lat twórczości i zmieniających się mód muzycznych, to jest niezwykle spójna, naznaczona charakterystycznym stylem. To cechuje tylko największych.

Przeszłość to też klucz do zrozumienia monumentalnej powieści „Ósme życie” Nino Haratischwili. Gruzinka mieszkająca w Niemczech dosłownie zatrzęsła tamtejszą sceną literacką wydając swoje dzieło. Jest nie tylko olbrzymie objętościowo, ale też przede wszystkim treściowo. Sam research i  zbieranie niezbędnych danych zajęły autorce blisko dwa lata! Mamy tu do czynienia z powieścią totalną, dokumentującą los rodziny na przestrzeni pokoleń, wybuchające w tym czasie wojny i zmieniającą  się jak w kalejdoskopie sytuacją polityczną. Historia jest o tyle skomplikowana, że akcja dzieje się w Gruzji – miejscu wyjątkowo doświadczonym przez dzieje, szukającym ciągle swojej tożsamości. Haratischwili mniej lub bardziej świadomie nawiązuje do korzeni prozy realistycznej spod znaku Balzaca czy Tołstoja.osme-zycie

Dostajemy od niej wszystko, czego powinniśmy oczekiwać od wielkiej, rasowej powieści. Pełną pasji opowieść o rodzinie, jej wzlotach i upadkach, historii, miłości i zdradzie. Autorka świetnie opowiada rozbudowaną historię rodu Jaszich, a cichym bohaterem całej sagi są kobiety. Te, które teoretycznie mają być podporządkowane mężczyznom, okazują się motorami napędowymi dziejów rodziny. Ich decyzje, intrygi i poświęcenie nadają bieg prawdziwej historii, rozgrywającej się niezależnie od skomplikowanych losów świata, choć nierozerwalnie z nimi związanej.

W całej powieści możemy doszukać się bardzo umiejętnie rozłożonych rozważań o konsekwencjach swoich czynów. Autorka pokazuje, że wbrew temu, co niektórzy chcieliby sądzić, nie da się uciec od historii i od przeszłości. Decyzje, które podjęliśmy kiedyś, zawsze mają wpływ na to, co robimy i gdzie jesteśmy dziś. Wydarzenia z przeszłości oddziałują na teraźniejszość i nie jesteśmy w stanie od tego uciec. Odpowiedzialność za historię jest więc odpowiedzialnością za współczesność. Aby podkreślić tę prawdę, Haratischwili wprowadziła też do powieści element magiczny – motyw receptury na niezwykłą czekoladę wynalezioną przez seniora rodu Jaszich. Czekolada, która jest tak pyszna, że doprowadza do zguby każdego, kto jej spróbuje. Staje się przekleństwem i przestrogą.

„Ósme życie” czyta się rewelacyjnie, choć tak jak zaznaczałem, jest olbrzymia objętościowo. Wartka akcja, wyraziści bohaterowie, fascynujące tło historyczne i delikatne zacięcie filozoficzne autorki sprawiają, że dla mnie to jedna z najlepszych książek tego roku.

O ile White swoim powrotem do przeszłości najwyraźniej zamknął pewien etap twórczości i szykuje się do jakiegoś spektakularnego skoku w nowe rejony, to Haratischwili stara się podkreślać wagę historii w życiu każdego z nas. Pisząc sagę Jaszich z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

PS. W moje ręce wpadł właśnie drugi tom „Ósmego życia”. Oczekujcie niebawem kolejnego tekstu poświęconego prozie Nino Haratischwili 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *