fbpx
Dwa pokoje – “To już.” RECENZJA
Listopad 14, 2016
Liverpool śladami The Beatles RELACJA
Listopad 29, 2016

Jeden z Twoich ulubionych dziennikarzy muzycznych, prawdziwy autorytet i wyrocznia, wydaje książkę. W dużej mierze jest to książka poświęcona Twojej pasji. Co więcej, pod tym samym tytułem co książka ukazuje się też płyta CD. Co w takiej sytuacji robi fan, czyli Ty? Jeszcze nie wiesz? Biegniesz do sklepu!

Dokładnie tak wyglądała moja reakcja na wieści, że o książkę pokusił się Jan Chojnacki. Nie ukrywam, to dla mnie ktoś więcej niż dziennikarz. To człowiek, dzięki któremu zapoznałem się z twórczością wielu wspaniałych muzyków i dzięki któremu wciąż odkrywam wiele nowych ścieżek muzycznych. Co tu dużo mówić, to również on był sprawcą części moich koncertowych wyjść (ach te konkursy!). Poza tym, to człowiek-orkiestra: dziennikarz, wydawca, producent, gospodarz koncertów, w przeszłości „opiekun” wielu zespołów i wykonawców. Nierzadko też ich kierowca. Dosłownie full serwis. Słuchaczom radiowej Trójki znany jest od dobrych 40 lat jako gospodarz „Bielszego Odcienia Bluesa”.

chojnacki_blues-z-kapustaGdy taka osobowość postanawia wydać książkę, wiedz, że będzie się działo. Nie może być inaczej, skoro niemalże od ukończenia pełnoletności Chojnacki otacza się muzykami z najwyższej półki. Najpierw jako słuchacz, potem jako aktywny członek społeczności związanej z kulturą, wreszcie jako dyrektor wytwórni muzycznej i gospodarz sceny na wielu bluesowych festiwalach. Nic dziwnego, że „Blues z kapustą” aż skrzy się od barwnych anegdot, wspomnień i ciekawych historii – związanych z legendami bluesa, ale też ze swojskim zespołem Mazowsze.  Chojnacki był uczestnikiem wielu dziwnych zdarzeń, kilku awantur oraz mniejszych i większych skandali. Mało kto chyba ma na koncie taki rozrzut stylistyczny jak on – od wzmiankowanego już Mazowsza, przez Johna Mayalla i Erica Claptona aż po Tadeusza Kantora. Tak tak, to tylko wierzchołek góry lodowej osobistości i ich humorów, z jakimi musiał mierzyć się Chojnacki. Musiał i chciał, bo praca to jego żywioł. Możliwość ciągłego przebywania z artystami, uczestnictwo w ich procesie twórczym, wreszcie sama świadomość, że jest się częścią czegoś wielkiego. Każdy z nas marzy o takim życiu jakie ma Jan Chojnacki .Jakby jeszcze tego było mało, Chojnacki potrafi świetnie opowiadać. To urodzony gawędziarz, który sprawia, że dwieście kilka stron mija dosłownie w okamgnieniu. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć krótką historię o locie przez ZSRR:

Raz nawet w czasie burzy przerzucono nas specjalnie wynajętym małym odrzutowcem Jakiem-40 z Tbilisi do Soczi. Potworne turbulencje, smród paliwa w kabinie pasażerskiej i zezowaty pilot w przekrzywionej peruce. Po wylądowaniu nikt nie klaskał.

Prawda, że piękne? Czysty absurd, do tego podany z wysoką klasą literacką. A co najlepsze, to wcale nie fikcja!

W „Bluesie z kapustą” mamy do czynienia tak naprawdę z sentymentalnym powrotem do przeszłości, bo to jej autor poświęca najwięcej czasu. Zajmuje nas opowieściami o radzieckich radioodbiornikach, magnetofonach, gramofonach, płytach winylowych i wszystkim tym, co mogło interesować młodego pasjonata muzyki w PRLu. Mamy też w książce prawdziwą plejadę gwiazd: B. B. King, Carlos Santana, czy wspomniani już John Mayall i Eric Clapton (darzony przez Chojnackiego wyjątkową estymą). Pojawia się nawet super popularna swego czasu grupa Boney M., z którą zdarzyło się Redaktorowi dzielić scenę.

„Blues z kapustą” to książka pisana przez fana gatunku, dla jemu podobnych. Każdy, kto ceni dokonania tuzów bluesa, tutaj odnajdzie się jak ryba w wodzie. Trochę gorzej będą mieli ci, którym do tej pory nie było zbyt po drodze z taką muzyką. Jest nieco hermetycznie i dla samych swoich. Dla mnie to była zaleta. Domyślam się jednak, że czytelnik, który sięgnął po książkę z ciekawości może mieć większe problemy ze zrozumieniem niektórych sytuacji i zależności.

Niezwykle trafny jest natomiast sam tytuł. Nie dość, że wśród bluesowych opowieści znajdziemy ukryty przepis na bigos, to niezły bigos jest też w treści! Spod pióra Jana Chojnackiego wyszła bowiem opowieść o bluesie, o nim samym, o gwiazdach muzyki i realiach PRL. Wszystkiego po trochu, dla każdego coś miłego. Niesamowity miks, który jednak ma swój nieodparty urok – głównie dzięki urzekającemu stylowi opowiadania autora. Narracja nie jest linearna, a wydarzenia, daty i miejsca zmieniają się płynnie, będąc tylko pretekstem do zabawnych wspomnień.

Ciekawym dodatkiem do książki, niewątpliwie ułatwiającym mi pracę, jest dwupłytowe wydawnictwo muzyczne o tym samym tytule. Chojnacki zebrał tam to, co w bluesie lubi najbardziej. Nie przystoi słuchać podczas lektury czegoś innego!

Jan Chojnacki i Wojciech Mann. Fot. Polskie Radio - Trójka

Jan Chojnacki i Wojciech Mann. Fot. Polskie Radio – Trójka

Na pierwszej płycie otrzymujemy kawałki w jakiś sposób ważne dla niego i audycji „Bielszy Odcień Bluesa”, na drugiej możemy często posłuchać nagrań nieoczywistych i rzadko publikowanych. Mamy choćby koncertową wersję „Modlitwy” Tadeusza Nalepy, czy „Sweet Home Chicago” w wykonaniu zespołu The Blues Band i naszego rodzimego Dżemu. Znajdziemy też od wielu, wielu lat nurtujący wszystkich słuchaczy „Bielszego…” – „Help Me Checkin’ Up On My Baby” grupy Wigwam, którego fragment wszedł na stałe do czołówki programu. Druga płyta, choć zawiera bardziej tradycyjny repertuar, to kryje też w sobie niespodziankę – cover „When I’m 64” The Beatles w wykonaniu tajemniczej grupy Baobab & The Vintage All Stars. To nie kto inny jak sam autor, Chojnacki Jan, który postanowił przy wsparciu przyjaciół wyśpiewać sobie ten utwór na 64. urodziny. Słuchacze Listy Przebojów Trójki być może skojarzą, że swego czasu cover ten okupował nawet jej pierwsze miejsce!

Jeśli miałbym zarekomendować książkowy debiut Jana Chojnackiego, zrobiłbym to bez wahania. Bez wahania najmniejszego wobec fanów bluesa, Trójki i samego autora, a z nieco większym wahaniem wobec czytelników, którzy tematy te dopiero co liznęli. Dla tych bardziej ciekawskich może to być piękny wstęp do przygody z bluesem. Natomiast bardziej opornym może być ciężko docenić gawędy Pana Jana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *