fbpx
Jan Chojnacki – „Blues z kapustą” RECENZJA
Listopad 21, 2016
5 najlepszych pomysłów na prezent – książki
Grudzień 4, 2016

Z fanami Beatlesów jest trochę tak, jak z wyznawcami Allaha. Muzułmanie przynajmniej raz w życiu muszą odwiedzić Mekkę – święte miejsce i jeden z filarów swojej wiary. Dla fanów Fab Four takim świętym miejscem jest Liverpool – rodzinne miasto The Beatles i punkt startu ich wielkiej kariery. Jako ich wyznawca, wyjazd do Liverpoolu miałem od dawna na liście „rzeczy koniecznych”.

I stało się – dane mi było odwiedzić, zobaczyć, powąchać i posłuchać. Przez trzy dni pobytu w mieście udało mi się dotrzeć do wielu ważnych dla Beatlesów miejsc. Chciałbym namówić Was do tego samego. Gotowi na wycieczkę?

Liverpool Beatlesom zawdzięcza wiele. Gdyby nie oni, byłby prawdopodobnie jednym z wielu miast brytyjskich z dobrą drużyną piłkarską, poza tym nie wyróżniającym się niczym szczególnym. Dzięki nim natomiast miasto zyskało swoją tożsamość i stało się ważnym punktem na turystycznej mapie

liverpool-airport

Lotnisko w Liverpoolu

wielu melomanów. Trzeba przyznać, że korzysta z tego z dużym wdziękiem. Na ulicach roi się od nawiązań do Beatlesów, na ich cześć nazywane są kluby i puby, co i rusz można spotkać busik Magical Mystery Tour, a w porcie cumuje Żółta Łódź Podwodna. Liverpoolczycy cały czas wydają się być dumni z faktu, że to właśnie stąd wyruszyli w świat Beatlesi. Niemal każda zagadnięta osoba okazywała się fanem zespołu, cieszyła się, że jego magia wciąż przyciąga turystów.

Od Beatlesów nie ucieknie też nikt, kto przybywa do Liverpoolu samolotem. Tutejsze lotnisko nazwano imieniem Johna Lennona, a hala główna została ozdobiona cytatami z piosenek artysty. Przylatujących do miasta wita napis Above us only sky z „Imagine”, a przy zatoczce autobusowej stoi kolejna replika Żółtej Łodzi Podwodnej. Istne szaleństwo – takie rzeczy tylko w Liverpoolu! Jednak lotnisko to dopiero początek. Zaczynamy zwiedzanie!

Mendips i 20 Forthlin Road

Tutaj wszystko się zaczęło. To w tych domach mieszkali John Lennon i Paul McCartney. To tutaj ciocia Mimi z oślim uporem przypominała Johnowi o noszeniu okularów, a mama Mary szeptała mądre słowa małemu Paulowi. Obecnie oba domy są własnością National Trust – organizacji dobroczynnej zajmującej się opieką nad zabytkami w Wielkiej Brytanii.

Mendips – dom Johna Lennona

Dzięki temu można je też zwiedzać. Codziennie organizowane są wycieczki, które obejmują przejazd busikiem z centrum miasta i z powrotem oraz obsługę przewodników w obu domach (jak się zresztą okazało, przewodnicy to urocze, starsze małżeństwo – jedno z nich obsługuje zawsze dom Johna, drugie dom Paula).

Już sama podróż busem musiała sprawić przyjemność każdemu wielbicielowi grupy. Wesoły kierowca niemal od razu po starcie i szybkim przywitaniu włączył „Penny Lane”, zachęcając do głośnego śpiewania. Większość zwiedzających podchwyciła, ale jemu było ciągle mało. Dopiero po chóralnym odśpiewaniu „We Can Work It Out” zakrzyknął It’s getting better now!. W nagrodę dowiózł nas pod pierwszy z domów. Usytuowany przy 251 Menlove Avenue , zwany również Mendips. John Lennon mieszkał tutaj przez 18 lat ze swoją ciocią Mimi.

Do środka zostaliśmy wprowadzeni przez tylne, kuchenne wejście. Wszystko wygląda tak, jakby Mimi dopiero co skończyła gotować obiad i posprzątała przed naszym przyjściem. Meble i sprzęty domowe z epoki, na półkach stoją opakowania po żywności. Nie sposób nie ulec czarowi tego miejsca. Do tego co chwila raczeni byliśmy kolejnymi opowieściami i ciekawostkami. Mogliśmy zobaczyć salon, w którym pierwsze próby odbywał zespół The QuarryMen – praprzodek The Beatles, sypialnie Johna i Mimi, czy wreszcie ogródek. Przewodnik jak z rękawa sypał kolejnymi anegdotami, a my podziwialiśmy wnętrza. Okazało się nawet, że niektóre meble stojące w tej chwili w domu, to te same, których używali John i Mimi. Prawdziwa magia!

Następnie zostaliśmy przewiezieni kilka ulic dalej, pod adres 20 Forthlin Road – pod dom rodzinny McCartneyów. Wycieczka rozpoczęła się tym razem od salonu, który ma równie wielkie znaczenie

20 Forthlin Road - dom Paula McCartneya

20 Forthlin Road – dom Paula McCartneya

dla historii The Beatles co salon w domu Johna. Tam przy kominku pierwsze muzyczne próby odbywali nastoletni Paul i George Harrison. Stoi tam też pianino, na którym akompaniował całej rodzinie Jim McCartney  i gdzie uczył Paula śpiewania w harmonii. Podobnie jak w przypadku Johna, możemy podziwiać wiernie zrekonstruowaną sypialnię Paula. Stoi w niej nawet gitara identyczna jak ta, na jakiej Paul uczył się grać. Nie jest to jednak oryginał – ten jest cały czas w posiadaniu McCartneya. Mogliśmy zwiedzić również słynny ogródek na tyłach domu. Jego zdjęcie zdobi jedną z  ostatnich płyt Paula – „Chaos and Creation in the Backyard”.

Niestety, zarówno w domu Johna, jak i w domu Paula, nie można robić zdjęć. Możliwe było to tylko przed budynkami, z której to możliwości skrzętnie korzystałem. Wszystkim zainteresowanym odbyciem wycieczki polecam stronę National Trust. Znajdziecie tam wszystkie niezbędne informacje i zabukujecie termin:

https://www.nationaltrust.org.uk/beatles-childhood-homes

Strawberry Field i Penny Lane

Z domów Paula i Johna, zaledwie rzut beretem dzieli nas od kolejnych dwóch miejsc niezwykle znaczących dla każdego fana The Beatles. Miejsc, które dały nazwy dwóm utworom z płyty „Magical Mystery Tour”: „Strawberry Fields Forever” i „Penny Lane”.

Brama wejściowa do Strawberry Field

Brama wejściowa do Strawberry Field

Strawberry Field to działający w Liverpoolu od 1936 do 2005 roku sierociniec, zlokalizowany w pobliżu Mendips. Otoczony pięknym parkiem i schowany za malowniczą bramą działał na wyobraźnię Johna i zainspirował go do napisania „Strawberry Fields Forever”. Dziś, choć sierociniec już nie funkcjonuje, to zachowała się słynna brama, która stanowi stały punkt wycieczek poświęconych Beatlesom. Jest również regularnie przez nich ozdabiana nowymi, zabawnymi napisami, poświęconymi chociażby domniemanej śmierci McCartneya.

Kilka przystanków dalej trafiamy na Penny Lane – obecnie jedną z najsłynniejszych ulic w Liverpoolu, rzecz jasna za sprawą Beatlesów i Paula McCartneya. O ile nie mylą się kronikarze, „Penny Lane” to pierwszy utwór (wydany w 1967 r.) poświęcony konkretnej, realnej ulicy. Choć nie wyróżnia się niczym szczególnym, to pewnie jest to jedna z najlepiej znanych

Penny Lane nocą

Penny Lane nocą

nazw ulic na świecie. Co więcej, było to miejsce, gdzie młodzi John i Paul mogli się mijać na przystankach autobusowych, zanim się poznali i zaczęli razem tworzyć. Jako dzieci często jeździli  stamtąd do centrum miasta.

Tutaj też trafiliśmy na kolejny dowód miłości, jaką liverpoolczycy darzą Beatlesów. Wysiadając z autobusu nie bardzo wiedzieliśmy, w którą stronę iść. Razem z nami wysiadał pewien starszy pan, który chwilę wcześniej wesoło konwersował z panią kierującą autobusem. Zobaczywszy nasze niezdecydowanie, zapytał się dokąd idziemy. Gdy tylko usłyszał hasło „Penny Lane” natychmiast się rozpromienił i nie dość, że wskazał drogę, to jeszcze uciął sobie z nami wesołą pogawędkę. „Śmiało, zadaj mi dowolne pytanie o Beatlesów”, powiedział w pewnym momencie. Nie wymyśliłem żadnego, na którym mógłbym go zagiąć.

The Cavern Club

Czas, żebyśmy i my przenieśli się do centrum miasta. Z Penny Lane jedziemy prosto na Mathew Street. Wąską, niepozorną uliczkę zlokalizowaną w pobliżu portu i największej obecnie pętli autobusowej w Liverpoolu.

The Cavern Club

The Cavern Club

Właśnie na Mathew Street znajdował się klub Cavern – miejsce, dzięki któremu The Beatles na poważnie zaistnieli w świadomości liverpoolskich fanów rock’n’rolla.

Ciemna, ciasna i potwornie wilgotna sala, która zamieniała się w saunę podczas koncertów, do dziś jest przedmiotem kultu wśród fanów Fab Four. I choć klub funkcjonuje już w trochę inny sposób, to cały czas można tam poczuć klimat lat 60. Zmieniło się wejście i wystrój (na jednej z kamienic obok oznaczone jest oryginalne wejście), ale charakterystyczna, zaokrąglona sala z małą sceną wciąż tam jest. Na Mathew Street funkcjonuje obecnie też drugi lokal z Cavern w nazwie: The Cavern Pub. Nie trzeba chyba dodawać, że oba stale wypełnione są fanami Beatlesów i turystami żądnymi poczucia klimatu liverpoolskich klubów muzycznych.

Cała Mathew Street to tak naprawdę jeden wielki pomnik ku czci Beatlesów.

John Lennon na Mathew Street

John Lennon na Mathew Street

Oprócz „Cavernów” można spotkać tam opartego o ścianę Johna Lennona, wejść do baru Rubber Soul (notabene, w jego oknach są grafiki z filmu „Yellow Submarine”) czy posłuchać stale obecnych tu ulicznych grajków. Wykonują utwory z repertuaru The Beatles, to jasne.

Jest też klub The Grapes, do którego Beatlesi chodzili na drinka po koncertach w Cavern.

Kawałek dalej, już po wyjściu z Mathew Street, znajduje się hotel A Hard Day’s Night, biorący swoją nazwę od jednej z wczesnych płyt Beatlesów i filmu z nią związanego. W jego elewację wbudowano figury czterech postaci. Domyślacie się jakich? W sezonie świątecznym, który już się zaczął w Liverpoolu, są dodatkowo ubrane w elementy garderoby św. Mikołaja. Hotel z zewnątrz prezentuje się niezwykle okazale, jednak ten, kto już szykuje się do nocowania tam, niech powściągnie wodze fantazji. Nie dość, że nocleg w A Hard Day’s Night Hotel to rzecz z gatunku tych dość drogich, to pokoje trzeba rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Świadkowie mówią, że warto. Kolejny dowód magii Fab Four.

The Beatles Story

Idziemy dalej, w kierunku rzeki Mersey i Albert Dock. Nad samą rzeką ulokował się budynek, w którym mieści się The Beatles Story – muzeum poświęcone liverpoolskiej czwórce i ich muzyce.

Gitara George'a Harrisona

Gitara George’a Harrisona

To naprawdę imponujące, multimedialne przedsięwzięcie. W kilkunastu bogato zaaranżowanych salach poznajemy historię zespołu od powstania do rozpadu, ze szczególnym uwzględnieniem momentów przełomowych. Nie brakuje też sal poświęconych dalszym losom każdego z Beatlesów. Co ważne i warte podkreślenia, do dyspozycji zwiedzających oddane są audioguide’y – również w opcji z językiem polskim.

Nagrobek Eleanor Rigby

Nagrobek Eleanor Rigby

I tak, trafiamy najpierw do sal, gdzie muzycy zaczynali, włącznie z Cavern oraz klubami z Hamburga. Potem możemy śledzić rozwój Beatlemanii – wsiąść do samolotu lecącego do USA i  być świadkami premiery filmu A Hard Day’s Night.

W trakcie zwiedzania dotrzemy też do grobu Eleanor Rigby i wnętrza Żółtej Łodzi podwodnej. Jedną z ostatnich atrakcji jest odtworzona „Biała Sala” z domu Lennona, w której powstawał teledysk do „Imagine”.

Każdy ze zwiedzających na pewno doceni bogactwo zbiorów muzeum. Oprócz wiernych replik wielu sprzętów mamy też takie perełki jak pierwsza gitara George’a Harrisona, bęben od perkusji Pete’a Besta czy oryginalne okulary Johna Lennona, w których nagrywał „Imagine”.

Sala The Cavern

Sala The Cavern

Liczne gabloty wypełniają pamiątki, okładki, plakaty i gadżety, które w latach 60. Beatlesi sprzedawali jako dodatki do swojej twórczości muzycznej. Na jednej z wystaw znajdziemy też słynną „rzeźnicką” okładkę płyty „Yesterday and Today” wycofaną ze sprzedaży w USA.

Na koniec zwiedzania możemy chwilę odpocząć w The Beatles Cafe, żeby złapać trochę oddechu przed ostatnim aktem – przejściem do sklepu. A wejście tam to mokry sen każdego fana Beatlesów. Zatrzęsienie gadżetów, koszulek, kubków, breloczków, plakatów, płyt – wszystko, czego może zapragnąć dusza beatlefana. Dodatkowo natychmiast łapie się cichą nić porozumienia z innymi kupującymi. Nie ma tam prawie nikogo, kto robiąc zakupów nie nuciłby jednocześnie beatlesowych hitów, które lecą w tle!

Zainteresowanych wizytą w muzeum odsyłam do strony: http://www.beatlesstory.com

Lektura na podróż

lennon_na-wlasne-kopytoNie byłbym sobą, gdybym na podróż nie zabrał odpowiedniej lektury. Tym razem wybór padł na książkę… Johna Lennona. A dokładniej to dwie jego pierwsze książki, wydane w Polsce pod wspólnym tytułem „Na własne kopyto”. To zbiór historyjek, wierszyków i rysunków, które swą absurdalnością przebijają nawet Monty Pythona. Dostajemy m.in. zabawne i zwariowane parodie przygód Czerwonego Kapturka czy Sherlocka Holmesa. Początkowo może być trudno przez to przebrnąć, ale gdy przyzwyczaimy się do specyficznego stylu Lennona, pełnego neologizmów, dziwnej składni i nie mniej dziwnych porównań, to będziemy czerpali z lektury prawdziwą przyjemność. Lektura w sam raz na podróż do Liverpoolu 🙂

4 Komentarze

  1. Byłem,widziałem zwiedziłem Albert Dock ,Cavern Club na Mathiew Street i wiele innych ciekawych miejsc w Liverpoolu.
    W piątek 02.12.2016 r w Warszawie ul.Wysockiego 11 – kino “ŚWIT” będę obecny na Beatlemania Festival 2016.

  2. Piotrek pisze:

    Tak się zastanawiam, czy jest realne zwiedzenie tego wszystkiego w jeden dzień? Przylatuję do Liverpoolu w poniedziałek wieczorem, cały wtorek chcę poświęcić na zwiedzanie, w środę chciałbym pojechać już do Londynu, pociąg jest mniej więcej o 14, więc ewentualnie dochodzi jeszcze parę godzin w środę. Jak sądzisz, to wykonalne?

    Jadę dopiero w marcu, więc nie robiłem researchu, ale może Ty mi powiesz – ta wycieczka busikiem obejmuje tylko dom Johna i Paula? Jest w ogóle możliwość odwiedzenia mieszkań pozostałej dwójki?

    • Paweł Cybulski pisze:

      W jeden dzień to raczej mało realne 🙂 Choć teoretycznie jest to do zrobienia, to tempo byłoby szaleńcze i pewnie mało satysfakcjonujące. Rezerwowałbym przynajmniej półtora dnia na atrakcje związane z Beatlesami, warto też poświęcić trochę czasu na zwiedzanie miasta pod innym kątem. Jest naprawdę bardzo przyjemne 🙂

      Wycieczka jest tylko po dwóch domach. Nie wiem, czy można dotrzeć do pozostałych.

      • Hania pisze:

        Spędziłam w Liverpoolu kilka dni. Byłam tam na Beatlesweek festival.Byliśmy przed domem gdzie mieszkał G.Harrison przy 12 Arnold Grove w Liverpoolu.Pochodzący z końca XIX w. jest wciąż zamieszkany. Mogliśmy sobie przed nim zrobić zdjęcie. Natomiast przy 10 Admiral Grove w Liverpoolu,jest mieszkanie z dwiema sypialniami gdzie wychowywał się Ringo Starr .Został on wystawiony na aukcję i został sprzedany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *