fbpx
Premiery tygodnia. Odcinek 2 – 23-29 stycznia
22 stycznia, 2017
Premiery tygodnia. Odcinek 3 – 30 stycznia-5 lutego
28 stycznia, 2017

Artystą być, u stóp mieć cały świat…

Blichtr, sława, wielkie pieniądze i miejsce w historii – któż o tym nie marzy? Kto nie pomyślał choć raz o tym, żeby zrobić coś, co zostanie zapamiętane przez pokolenia i do czego będzie się wracało. Nie tylko w podręcznikach, ale też w pamięci wielu ludzi. W powszechnym przekonaniu taka przyszłość czeka artystów sztuk wszelakich. Czy tak jest naprawdę? A jeśli tak, to czym okupione są te osiągnięcia?

Wyobrażenie o boskiej mocy artystów jest coraz bardziej oderwane od rzeczywistości. Zmieniają się nie tylko czasy, ale i sposób w jaki się sztukę uprawia. Gdy jeszcze kilkadziesiąt lat temu nowych płyt ulubionych wykonawców słuchało się z nabożną czcią, czyniąc z odsłuchu prawdziwe misterium, dziś dominuje szybkie, fragmentaryczne słuchanie. Często tracimy w ten sposób to, co artysta chciał przekazać. Coraz mniej osób ma czas na czytanie – czy to książek, czy prasy. Jeśli książka nie wchłania się sama, tylko wymaga skupienia i namysłu, większość odbiorców rezygnuje. Podobnie z filmami. Nie mając czasu na spokojną konsumpcję, często oglądamy filmy w domu, w lekko przyspieszonym trybie odtwarzania. O refleksji nad malarstwem czy poezją już nie wspominam, bo to zajęcie mające łatkę coraz bardziej nierealnego.

W tym wszystkim mamy też wyjątkową, niespotykaną dotąd nadpodaż artystów. Dziś każdy może sięgnąć po instrument muzyczny, zapisać się na kurs kreatywnego pisania czy kupić sobie kamerę i zacząć robić filmy. Wystarczy odrobina chęci, a Internet ułatwia dystrybucję treści w sposób kiedyś niewyobrażalny. Znikają naturalne bariery i bezpieczniki, które niegdyś przesiewały artystów wyjątkowych od pozerów czy twórców jeszcze nie do końca ukształtowanych.  Każdy może sam wydać płytę czy książkę, albo umieścić je w Internecie. YouTube przyjmie każdy, najgorszy nawet film. Otworzyła się niesamowita przestrzeń, która sprawiła, że aby zaistnieć w świadomości odbiorców często nie potrzeba już lat ćwiczeń, pracy nad własnym stylem i tym, co chcemy odbiorcom przekazywać. Wszystko dostępne jest tu i teraz, niesamowicie łatwo, a w dodatku coraz taniej. Towarzyszy temu jednocześnie coraz większe rozczarowanie, gdy komuś nie udaje się przebić. Bo przecież każdy uważa się za wyjątkowego. Problem w tym, że każdego miesiąca w Polsce i na świecie ukazuje się tyle nowych płyt, książek czy filmów, że nikt, mimo najszczerszych chęci nie jest w stanie tego przerobić, ocenić i zarekomendować najlepszych. Mówił o tym podczas jesiennego Kongresu Kultury Bartek Chaciński. Wspominał, że mediom często zarzuca się, że nie promują kultury w sposób wystarczający. Tymczasem do samej tylko Polityki, w której Chaciński pracuje, co tydzień spływa tyle nowości z różnych dziedzin i gatunków, że niemożliwością jest napisanie o chociażby dziesiątej części premier. Trzeba wybierać i selekcjonować, co powoduje u wielu twórców wrażenie pominięcia.

Artyści, bądź ludzie pretendujący do takiego miana, często zapominają też, że nie artystą nie zostaje się od tak. To często lata pracy i wyrzeczeń, publikowanie czy granie dla wąskiego audytorium, czas który pozwala artystom dotrzeć się i wypracować swój styl. Tymczasem w dobie kultury „tu i teraz” zespoły złożone z nastolatków irytują się, gdy ich debiutancka EPka przejdzie bez echa, a początkujący poeta frustruje się, że nikt poza rodzicami i dziewczyną nie czyta jego poezji zamieszczanej w Internecie. W momencie, gdy coraz więcej osób zgłasza się do podziału wcale nie dużego tortu, wspięcie się na szczyt wymaga tytanicznej pracy, mnóstwa cierpliwości i odrobiny szczęścia.  Czasem ratunku upatruje się też w mecenacie instytucji państwowych.

Te nie tylko mogą dotować kulturę i pozwalać artystom na rozwój, ale prowadzą badania, pozwalające lepiej zrozumieć środowisko. Kilka dni temu ukazały się wstępne (cząstkowe) wyniki badań nad sytuacją artystów w Polsce, przeprowadzonych na zlecenie Narodowego Centrum Kultury. Jakie wnioski płyną z ich lektury? Przede wszystkim rzuca się w oczy niepewność dochodów – aż 32% polskich artystów z różnych dziedzin sztuki deklaruje, że nie czują się pewnie w kwestii zarobków – kolejne 37,5% dodaje, że zdarzało im się tak czuć. Można się domyślać, że to w większości ci, którzy cały cza czekają na swoją szansę na zaistnienie w świadomości masowych odbiorców. I duża część z nich może się tej szansy nie doczekać.

Wydawać by się mogło, że sztuka jest od tego, żeby łamać tabu, przekraczać granice, prowokować i zmuszać do myślenia. Tymczasem okazuje się, że duża część polskich twórców dokonuje podczas tworzenia aktu autocenzury! Powody bywają różne, ale najwięcej, bo aż 27,5 % przebadanych jako czynnik autocenzuralny wskazuje reakcję odbiorców. Czyli tych, którzy powinni się cieszyć z przekazu niebanalnego i odważnego. Do jakich to wniosków prowadzi? Odważę się przyjąć założenie, że artyści boją się ryzykować i prowokować, żeby nie zrazić do siebie odbiorców. W konsekwencji otrzymujemy najczęściej sztukę nudną, nijaką, która odbiorców na pewno nie porwie, co najwyżej zapewni artyście miejsce wśród dziesiątków podobnych, nijakich twórców, pamiętanych czasem przez rok, czasem przez dwa. Albo i nie.

Jak widać, nie jest łatwo być artystą. To droga pełna wybojów, pułapek i niebezpiecznych zakrętów. Jeśli do powyższych dodacie też wieczne problemy z weną i niemocą twórczą, liczne i długie wyjazdy – czy to w trasy koncertowe, czy na spotkania z czytelnikami, czy na festiwale filmowe, to otrzymacie pełnię wyzwań. Choć dla wielu to raj – nienormowane godziny pracy, zajęcie zgodne z pasją i, po osiągnięciu sukcesu, dobrze płatne, to jednak niezwykle wyczerpujące, angażujące człowieka 24 godziny na dobę. Nie jest łatwo być artystą, to nie podlega dyskusji. Dlaczego więc takie życie ciągle przyciąga i to coraz większe masy ludzi? Odpowiedź jest prosta – sukces migoczący na horyzoncie wynagradza wszystkie niedogodności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.