fbpx
Premiery tygodnia. Odcinek 12 – 3-7 kwietnia
Kwiecień 2, 2017
Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe RECENZJA
Kwiecień 7, 2017

Karl Ove Knausgard – Wiosna RECENZJA

Z cyklem „Cztery pory roku” Knausgarda mam pewien problem. Po niezłej „Jesieni” przyszła dość wtórna „Zima”, o której nie wiedziałem już co napisać. Pogodziłem się z tym, aż tu nagle TRACH. Przyszła „Wiosna”. I znowu piszę o Knausgardzie. No niemożliwy on jest.

Zarówno „Jesień” jak i „Zima” opierały się na tym samym koncepcie – każdy miesiąc to opis jednego przedmiotu/zwyczaju/wydarzenia na dzień. Kończyło się to listem do nienarodzonej córki. O ile „Jesień” uwiodła mnie prostotą pomysłu, przybliżającego dziecku świat dorosłych, to jednak myślałem, że na jednym tomie się skończy. No bo ile można pisać o tym, że wrona to czarny ptak, który robi „kra kra”? A jednak. Powstała „Zima”, która pomysł powieliła. Trzeba było czekać do „Wiosny”, by na nowo odkryć Knausgarda. Znowu jest bardziej powieściopisarzem i kronikarzem niż nazbyt filozofującym autorem pogadanek dla dzieci!

„Wiosna” to tom pisany już po narodzinach córki. I może to zadecydowało o jego innym charakterze. Tym razem zamiast z leksykonem, mamy do czynienia z pamiętnikiem dokumentującym codzienność, trudne chwile, sukcesy i porażki, zwykłe kłopoty. Czyli znowu dostajemy to, do czego Knausgard zdążył nas przyzwyczaić w „Mojej walce” i w czym chyba jest najlepszy – w portretowaniu rzeczywistości. I choć ciągle zdarza mu się pisać o straszliwych banałach, to w końcu mam wrażenie, że znowu obcuję z autorem, który kupił mnie na zawsze kilka lat temu. Dzień dobry, Karl Ove, miło Cię znowu widzieć!

O wyjątkowości autora niech świadczy to, że nie znam nikogo, kogo pozostawiłby obojętnym. Knausgarda albo się uwielba, albo nie cierpi. Nie do każdego przemówi jego styl, czasem przegadany, zbyt dygresyjny, opowiadający o głupstwach, które inni autorzy pomijają na wstępie jako nieciekawe. Ale to jest właśnie cała jego siła. Potrafi zamienić banał w sztukę i dowód tego dał znowu w „Wiośnie”. Tematy, które porusza to niby znowu błahostki, nieobce każdemu dorosłemu, a w szczególności każdemu rodzicowi. Ale jak on je porusza! Z jego tekstu bije życiowa mądrość, wydaje się o wiele dojrzalszy niż Karl Ove, którego opisuje w „Mojej walce”. Te same zabiegi, ale mające inny rezultat.
Bo dużo się w jego życiu zmieniło. Średni wiek, rodzina i czwórka dzieci zobowiązują. Do tego żona, która cierpi na depresję i którą czwarta ciąża kosztowała mnóstwo zdrowia. I to jest główny motyw „Wiosny” – choć z autorem jest już jego maleńka córeczka, to nie ma przy nim żony, która wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Książka jest więc nie tylko zapisem codzienności świeżo upieczonego (po raz czwarty, ale jednak) rodzica, ale też kroniką zmagań z chorobą żony, jej słabościami i wpływem na funkcjonowanie całej rodziny.

Knausgard wciąż nie owija w bawełnę. Pokazuje prawdę i ładuje prosto między oczy, najczęściej zresztą własne. Mówi o swoich wadach, egoizmie, problemach rodzinnych. Jednocześnie książka, tak jak i pozostałe z serii, to jedna wielka apoteoza rodziny i życia rodzinnego. Jakie by ono nie było. Bo wiadomo, że trzeba zadbać, żeby dzieci poszły do szkoły, miały co zjeść, z kim spędzać czas. Jednocześnie trzeba cały czas myśleć o tym, jak je utrzymać, zapewnić rodzinie ciągłość finansową. I to wszystko spada na barki autora, który musi też w pojedynkę zajmować się kilkumiesięcznym dzieckiem i regularnie odwiedzać żonę w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów szpitalu. Hard Life, chciałoby się powiedzieć. Ale przecież taka jest rzeczywistość wielu z nas, mamy często podobne problemy i rozterki, życie nas nie rozpieszcza, a jednocześnie trzeba sobie z tym radzić i iść do przodu. „Wiosna” jest więc świetną terapią i lustrem, w którym możemy się przejrzeć. Bo Knausgard pisze o sobie, ale i o każdym z nas. W dodatku o wydarzeniach bardzo zwykłych opowiada z tak chorobliwą dokładnością, że każdy odnajdzie tam siebie i swoje przeżycia.

Karl Ove Knausgard

Knausgard, jak to on, wykorzystuje też karty swoich książek by wbić szpilę Szwecji i szwedzkiemu społeczeństwu. Choć sam jest Norwegiem, to właśnie ze Szwecją związał swoje losy i niejednokrotnie dał już do zrozumienia, że nie zawsze jest mu z tym krajem po drodze. Tym razem opowiada o swoim zetknięciu ze szwedzkim aparatem socjalnym, który bywa bardzo rygorystyczny i nie ma wielkich oporów przed odbieraniem dzieci nawet dość normalnym rodzinom (pamiętacie film „Obce Niebo”?). Choć nie pisze wprost jakie są przyczyny zainteresowania się jego rodziną, to opisuje strach, jaki mu towarzyszy. Czy wszystko robi dobrze, czy dzieciom niczego nie brakuje? Czują się szczęśliwe i bezpieczne? Czy urzędnicy nie obserwują gdzieś zza płotu jak opiekuje się dziećmi? Fragmenty temu poświęcone zapadły mi w pamięć wyjątkowo mocno. W jakim innym kraju opieka społeczna interesowałaby się dostatnio żyjącą, szczęśliwą rodziną? Chyba tylko Szwedzi to potrafią.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – jest wiosna, wszystko idzie ku dobremu, wkrótce do domu wróci Linda, żona autora. Potem nastanie lato i znowu wszyscy będą szczęśliwi. Czyżby? Myślę, że o tym przekonamy się już za kilka miesięcy przy okazji premiery ostatniego tomu tetralogii. Ja już czekam, Knausgard na nowo rozbudził we mnie gorące uczucia do siebie!

DO SŁUCHANIA:

Choć nie jestem wielkim znawcą ani fanem muzyki klasycznej, to niektóre jej dzieła darzę wielkim szacunkiem. Tak jest choćby z Antonio Vivaldim i jego „Czterema porami roku”. I choć skojarzenia z cyklem Knausgarda są dość oczywiste, to nie mogłem się oprzeć, żeby nie zaproponować Wam odsłuchu bodaj najpiękniejszej części dzieła Vivaldiego, czyli właśnie „Wiosny”. Wystarczy zamknąć oczy i włączyć muzykę, by od razu przenieść się w świat rozkwitającej przyrody. Miłego słuchania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *