fbpx
Premiery tygodnia. Odcinek 13 – 10-16 kwietnia
9 kwietnia, 2017
Chris DeVito – Coltrane według Coltrane’a RECENZJA
14 kwietnia, 2017

O. Tokarczuk – Prowadź swój pług przez kości umarłych RECENZJA

O Oldze Tokarczuk można by pisać długo i namiętnie. To pisarka, która nie bierze jeńców. Czytelnik albo się w jej świat zatopi, albo odbije się od niego jak od ściany. Od zawsze kontrowersyjna, od zawsze niewygodna, od zawsze też wybitna, wymieniana coraz częściej w kontekście największych nagród literackich na świecie. Film „Pokot” w reżyserii Agnieszki Holland przypomniał jej powieść sprzed kilku lat – „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Jak dziś broni się ta książka? Czy wnosi coś nowego do toczących się aktualnie debat?

Olga Tokarczuk, fot. Borys Nieśpielak

Historia Duszejko (pamiętajcie, że nie znosi swojego imienia i nie można go używać zwracając się do niej) to trochę baśń, trochę thriller, a trochę kryminał. Akcja toczy się w odciętych od świata rejonach Kotliny Kłodzkiej. Osią historii jest spór bohaterki z lokalnymi myśliwymi i konsekwencje jakie z niego wynikają dla całej społeczności zamieszkującej Kotlinę Kłodzką. Duszejko to nie tylko obrończyni zwierząt, ale i emerytowana pani inżynier od budowy mostów, a także astrolożka-amatorka. Takie połączenie to mieszanka wybuchowa, nawet w dużo bardziej tolerancyjnych środowiskach.

Ponieważ zarówno przy okazji książki jak i filmu nie brakowało kontrowersji, zdecydowałem się na recenzję nietypową. Postanowiłem oddać głos przedstawicielom trzech skrajnie różnych środowisk. Do dyskusji zaprosiłem ekologa, konserwatywnego publicystę i popularnego homoseksualistę. Czy któryś z nich ma rację? Może któryś przesadza? To będą mogli stwierdzić tylko ci, którzy sięgną po książkę. Zaczynamy!

ADAM WILK – ekolog

Jak dla mnie, to książka-zbawienie. Powtarzałem to przy okazji jej premiery, powtarzam to i teraz, gdy na nowo staje się modna. W kraju mięsożerców i fanów trzymania psów na łańcuchu przy budzie, taka powieść to skarb, który może przynajmniej co niektórym przemówi do rozsądku. Czy ktoś z Was zastanawiał się, co tak naprawdę robią myśliwi? Dokarmiają w zimę zwierzęta, by te się przyzwyczaiły, zaufały, a potem je zabijają. I Tokarczuk to nagłaśnia, opisuje. W końcu! W końcu może ktoś pomyśli. Mam wrażenie, że ta powieść i teraz film robią dla tematu ekologii i ochrony zwierząt więcej niż cała partia Zielonych od początku swojego istnienia. No i ważne też jest dla mnie, że ktoś o poglądach proekologicznych (czyli Duszejko), choć lekko szurnięty, to jedna jest postacią pozytywną. No ale bądźmy szczerzy, kto z ekologów nie jest lekko szurnięty? Trzeba mieć w sobie odrobinę szaleństwa, żeby działać w tej branży.

Jeśli komuś jeszcze mało moich zachwytów nad książką Tokarczuk, to proszę bardzo, mam tego więcej! Pytanie – kto z Was przed lekturą książki zastanawiał się nad wakacjami w Kotlinie Kłodzkiej? Podejrzewam, że niewiele osób. A Tokarczuk tak o niej pisze, tak maluje krajobrazy, że aż chce się od razu wsiąść na rower (no bo przecież nie samochód, szanujmy się) i jechać w te miejsca. A jeśli ktoś nabył jeszcze filmowe wydanie książki, to dostaje w pakiecie trochę zdjęć z planu – przyroda chętnie prezentuje tam swoje wdzięki.

Fragment książki

Mam też cichą nadzieję, że dzięki Oldze Tokarczuk w siłę będzie rósł ruch obrony zwierząt. Poprzez ekranizację Holland pomysły pisarki trafią do jeszcze większego audytorium, rzekłbym nawet, że do mainstreamu. Nic tylko czerpać wzorce i sprawić, by lasy zaczęły znowu być przyjazne zwierzętom, a nie ludziom! Co Wy na to?

MAREK LISOWSKI – konserwatywny publicysta

I z filmem i z książką mam olbrzymi problem. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z autorkami pod wieloma względami wybitnymi, no ale… Przecież ich punkt widzenia to tak naprawdę zaprzeczenie tego, czym jest Polska. Nie wyobrażam sobie niedzielnego obiadu bez rosołu i schabowego. A jak szanowne panie autorki chcą to osiągnąć bez mięsa? Obiad z warzyw? Wolne żarty, w ten sposób państwo polskie upadnie jeszcze szybciej niż pod rządami PO.

Poza tym, wszyscy wiemy, że większość poglądów z książki mija się z prawdą. Jakie zabijanie? Jakie globalne ocieplenie? Jaka ochrona zwierząt? Czy wszyscy już upadli na głowę? Potępiają myśliwych, którzy dbają o regulację życia na Ziemi. To co, może niedługo potępią też małżeństwa heteroseksualne? Ten co będzie mówił po mnie pewnie przyklaśnie.

No i tak to jest z tą książką. Wiadomo, Tokarczuk to zdolna bestia, pióro ma świetne, ale aż zgrzytam zębami czasem, jak czytam do czego go używa. Skupia się na jakichś lewackich bzdurach, wymyśla astrologie, zabobony i czary, jej bohaterowie palą marihuanę i uprawiają pozamałżeński seks. Jak można to promować? I jeszcze ksiądz pokazany jako postać wyjątkowo odpychająca. No mam z nią problem i już, nie jestem w stanie tego przeboleć. Fakt faktem, że intryga trzyma w napięciu i dobrze się czyta, zakończenie też dość zaskakujące. Niby ma więc wszystko, żeby powieść uznać za dobrą, ale za samą treść podpadła mi tak, że nie zdzierżę.

ROBERT STONKA – popularny homoseksualista

Na początku chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić wszystkich czytających, niezależnie od tego, jakiej są rasy, wyznania czy orientacji seksualnej. Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy równi i mamy takie same prawa. Zapewniajmy parytet płci, cieszmy się wolną miłością i legalizujmy związki homoseksualne. Ach, ale ja tu o książce miałem mówić. No dobra, do rzeczy (nie mylić z pewnym pismem. He He).

Fragment książki

Zgrywam się trochę, ale tak naprawdę to ten wstęp był całkowicie zaplanowany. Bo książkę Tokarczuk czytałem z przyjemnością i wielokrotnie znajdowałem w niej pochwałę różnorodności i przyjaźni niezależnie od tego, kim jesteśmy. Ludzie czy zwierzęta – jakie to ma znaczenie? I tak możemy się przyjaźnić i czynić sobie nawzajem dobro. Serio w to wierzę i zawsze jestem dumny, że mam takiego sprzymierzeńca jak Tokarczuk. Doceniam to tym bardziej, że nigdy nie byłbym w stanie napisać takiej książki. Mądrej, skłaniającej do myślenia, a jednocześnie niezwykle wciągającej i trzymającej w napięciu.

Poza niewątpliwymi zaletami czysto literackimi, „Prowadź swój pług…” zachwyca mnie też tym, że w sposób zupełnie naturalny i niewymuszony obala stereotypy. Lubimy uważać, że prawdziwy facet to musi być silny, krzepki mężczyzna, który żadnej pracy się nie boi, a kobieta powinna go za to podziwiać, podawać mu obiad i prać skarpetki. A Tokarczuk pokazuje, że to nie ma znaczenia. Prawdziwym facetem może też być ktoś taki jak powieściowy Dyzio, który ma alergię na wszystko, jeździ byle jakim samochodem i tłumaczy poezję. A kobieta to też Duszejko – niezależna, żyjąca samotnie wśród dzikiej przyrody i potrafiąca stawiać czoła tym teoretycznie silniejszym i potężniejszym. Pięknie.

Ustaliliśmy już, że powieść od strony literackiej powinna spodobać się wszystkim, którzy doceniają dobrą literaturę. Tutaj zgadzam się (o matko!) z moim konserwatywnym przedmówcą. Poza wszystkim podoba mi się też, że w zasadzie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, choć cały czas będzie też musiał przekraczać granicę swojej strefy komfortu. Bo mamy i wymierzanie sprawiedliwości w imię nowoczesnych zasad, ale mamy też i dość dobrze oddane tradycyjne wartości, którym wciąż wierna jest duża część z nas. Na szczęście w obu tych przypadkach nic nie jest bezwarunkowe i czytając, każdy musi przyjąć, że druga strona też istnieje. Mnie osobiście ucieszył też fakt, że o żadnym homoseksualiście nie mówi się w książce źle. Tyle tej mowy nienawiści ostatnio… No dobra, rozgadałem się, ale przechodząc do sedna – książka podoba mi się jak diabli!


Myśleliście, że to koniec? W zasadzie tak, ale pozostał jeszcze rytualny element muzyczny. Ponieważ moi rozmówcy nie mogli się zgodzić w tym aspekcie, a ja nie chciałem odchodzić od standardowego polecania jednego wydawnictwa muzycznego, postanowiłem dobrać muzykę sam. Uwaga:

DO SŁUCHANIA:

Maciej BalcarZnaki

Nowa płyta solowa wokalisty Dżemu, to coś, co jego fani doskonale już znają. Muzycznie nieco delikatniej niż w zespole macierzystym, tekstowo jak zawsze świetnie (tutaj głównie za sprawą zaprzyjaźnionych autorów, którym Balcar oddał pole). Balcar to stary wyga, który wie jak skonstruować dobrą płytę. Jest trochę ballad, trochę bluesa, trochę rocka, a nad wszystkim unosi się refleksyjny duch, zawsze obecny w jego twórczości. Artysta lubi też sięgać po wiersze wybitnych poetów i nie inaczej jest i tym razem. „O maku” to interpretacja poezji samego Czesława Miłosza i jeden z powodów, dla których polecam tę płytę akurat tutaj. Tokarczuk też bliski jest taki pogląd na świat – porównajcie dwa fragmenty: tekst z książki i tekst z płyty.

Tokarczuk pisze: „Mój wysiłek jest bardzo znikomy, mieści się na główce szpilki, właśnie tak jak i moje życie. O tym należałoby pamiętać.”

Miłosz śpiewany przez Balcara dodaje natomiast:

Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka – planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
domek z ogrodem może stać na każdej.

No to tak – czytać i słuchać, a wszystko się samo ułoży w całość 🙂

PS.Oczywiście wszystkie postaci tutaj „przepytywane” są fikcyjne, a ich podobieństwo do jakichkolwiek prawdziwych osób jest jak najbardziej przypadkowe!

O.Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.