fbpx
Premiery tygodnia. Odcinek 17 – 8-14 maja
7 maja, 2017
Jakub Żulczyk – Wzgórze psów RECENZJA
11 maja, 2017

Jerzy Sosnowski – Fafarułej, czyli pastylki z pomarańczy RECENZJA

Nowe wydawnictwa Jerzego Sosnowskiego to zawsze dla mnie ogromne wydarzenie. Darzę autora dużą sympatią, przyznaję to na wstępie. Kolejne jego książki kupuję w ciemno i zawsze jestem z lektury zadowolony. Może to jego styl, może niecodzienne czasem pomysły na poprowadzenie akcji. Może to po prostu też jakaś podskórna więź, która pozwala mi zrozumieć z jego książek więcej niż z książek innych autorów. Tak też jest przy jego najnowszej powieści „Fafarułej, czyli pastylki z pomarańczy”.

Może to też pewna uniwersalność, zwłaszcza jego ostatnich książek. Bo zarówno poprzednia, czyli „Sen sów” jak i najnowsza powieść odwołują się do tego, co ma każdy z nas. Co każdy z nas widział, przeżył – do przeszłości. Tej dalszej i tej bliższej, wywołującej wspomnienia i nostalgię. „Fafarułej…” to kontynuator tego nurtu. Powieść, w której, obym się nie mylił, odnajdzie się każdy.

 Bohaterem „Fafarułej…” jest ponownie Jarko Wolski, którego mogliśmy poznać w „Śnie sów”. Chłopak to grzeczny, dość bystry, ale jednocześnie fajtłapa i marzyciel. Każdy z nas zna taki typ ze swojej szkoły, każdy miał w klasie takiego Jarka, naczelnego „Komputerka”. Kolesia, który budzi trochę sprzeczne uczucia, bo niby niezdara, żaden z niego łobuz, ale czasem zrobi coś, co sprawia, że zyskuje sobie szacunek co bardziej zadziornych kolegów. Tych w otoczeniu Jarka nie brakowało, bo Jarko, jak to Wolski, wychowywał się na Woli. Dzielnica robotnicza, pełna fabryk i co tu kryć, patologii wynikających ze stylu życia wszechobecnych tam robotników. Skąd więc Jarko akurat tam? Ano dzięki polityce PRL, który lubił mieszać i obsadzać nowe mieszkania przedstawicielami różnych grup społecznych. W rejonowej podstawówce trafialiśmy więc na pełen przekrój młodych obywateli. Sama Wola też była dobrą szkołą. Szkołą życia.

Jest to o tyle ważne, że Jarko Wolski to pewnego rodzaju alter ego autora. Jerzy Sosnowski nie ukrywa, że wspomnienia Jarka to w większości jego wspomnienia, tyle że odpowiednio spreparowane, pomieszane, dostosowane do potrzeb książkowych. Nie ukrywa też, że w wielu miejscach zwyczajnie zmyślone, bo nie przykładał wagi do historycznych szczegółów. Miało być wspomnieniowo, anegdotycznie i trochę tajemniczo. To się udało.

Trochę jak w „Śnie sów”, który był oparty na podobnym koncepcie, ale jednak trochę inaczej. Dlaczego? Bo tym razem Jarko jest nie tylko chłopakiem jeżdżącym regularnie z rodzicami na wakacje do Kołobrzegu. Jest temponautą, czyli osobą swobodnie przemieszczającą się w czasie. Co i rusz przeżywa deja vu, szuka „swojego czasu” i  spotyka osoby, których spotkać nie miał prawa. Wspomnienia Jarka nakładają się na siebie, mieszają, są momenty, że ani Jarko, ani tym bardziej czytelnik nie wie, gdzie i w jakim momencie w czasie się znajduje.

Fragment książki

To chyba też największa siła tej książki. Sosnowski zawsze słynął z ciekawych konceptów narracyjnych, pozwalał sobie na awangardowe wycieczki. I choć od „Snu sów” trochę przyhamował swoje zapędy, to wciąż chce zaskakiwać i pobudzać czytelnika do myślenia. Dlatego dostaliśmy Jarka-temponautę i zupełnie niesamowite zdarzenia, które są tego rozwiązania konsekwencją. Wydaje się to też pokłosiem faktu, że „Sen sów” został odebrany wbrew założeniom autorskim jako zbyt sielski, idylliczny. „Fafarułej…” też ma spore pokłady tej idylliczności, ale co i rusz jest ona zakłócana przez przeskoki czasowe, które nie pozwalają czytelnikowi na dobre zatracić się we wspomnieniach bohatera i swoich własnych.

Dlatego właśnie możemy smakować sceny, gdy bohater, dorosły już Jarosław, jedzie samochodem a wraz z kolejnymi zdaniami zmienia się logo marki na kierownicy – tak jakby ta sama scena działa się jednocześnie kilka razy, w różnych czasach. Albo osoby, które Jarko powinien znać jako dorosły człowiek, a pojawiają się w jego dzieciństwie. Albo płyty, które Jarko kupuje jako dzieciak, a które nie miały wtedy prawa być w sklepach, bo w rzeczywistości ukazały się kiedy indziej. Fascynujące i wciągające! Takich smaczków jest więcej, a wyszukiwanie ich daje autentyczną frajdę.

„Fafarułej…” to jednak nie tylko ciekawe pomysły narracyjne. To też mimo wszystko to, co pamiętamy z poprzedniej powieści Sosnowskiego, czyli wspomniana nostalgia, idealizacja dzieciństwa i Woli. Obskurnej, ale jednak wspominanej z rozrzewnieniem. I choć sam autor twierdzi, że czasy jego dzieciństwa są dziś estetycznie nie do obrony, to nie da się nie odnieść wrażenia, że jakieś nieśmiałe próby tej obrony jednak podejmuje. Świetnie w książce odnajdą się na pewno rówieśnicy autora, czyli wychowani w latach 60. i 70. Mają te same wspomnienia, te same przeżycia i doświadczenia. Uformowani w podobnych warunkach kulturowych, pamiętający choćby powszechną fascynację Abbą. Oni na pewno poczują nostalgię za tamtymi czasami. Młodsi z kolei mogą liznąć trochę historii. Opowiedzianej co prawda z perspektywy nastolatka, ale chyba właśnie dlatego tym bardziej ciekawej.

Fragment książki

Bo zmieniają się czasy, ale młodzież cały czas jest podobna. Ulega modom, próbuje nowych rzeczy, tworzy pierwsze mniej lub bardziej formalne grupy. Po prostu uczy się życia. A na Woli można się go było nauczyć jak w niewielu innych miejscach. Sama powieść jest też dość przewrotną grą z popularną literaturą młodzieżową z tamtych lat. Uważni czytelnicy pamiętający choćby prozę Edmunda Niziurskiego na pewno odnajdą podobne motywy. Ba, sam autor przyznaje, że niektóre fragmenty książki stylizował tak, by nawiązywały do klasycznych opowieści o Kubusiu Puchatku.

„Fafarułej, czyli pastylki z pomarańczy” czyta się świetnie. To nie tylko powieść przygodowa, równie atrakcyjna dla młodzieży jak i dorosłych, ale też swego rodzaju lekcja dla nas wszystkich. Dla każdego z nas to może być doskonała okazja do przepracowania własnej przeszłości, zmierzenia się z tym, co było. A może jest albo będzie? Kto to wie?

DO SŁUCHANIA:

Lista Najwspanialszych na Świecie Utworów Jarka Wolskiego

Jarko Wolski zasłynął tym, że potrafił sporządzić rankingi wszystkich i wszystkiego. Trochę pewnie miał to po tacie, który katalogował życie całej rodziny z pedantyczną wręcz troską. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki Jarkowi dostaliśmy bowiem kompletną playlistę do słuchania podczas lektury. I choć w książce jest kilka wersji, bo gust naszego bohatera zmieniał się, to zacznijmy od tej pierwszej, wyjściowej. Na kolejne traficie na kartach książki. Dodam tylko, że nie będzie to jedyny ranking stworzony przez Jarka. Uwaga, poniżej Lista, z zachowaną oryginalną pisownią.

1. Urszula Dudziak: Papaja (czy jak się to pisze)

2. Abba: I do, I do, I do

3. Ringo Starr: Hare Krishna (Jarko najwyraźniej nie wiedział, że Ringo to nie George)


4. Slade: Fafarułej

5. SBB: Z których krwi krew moja (dopiero na piątym miejscu, bo to było trochę nudne)

J. Sosnowski, Fafarułej, czyli pastylki z pomarańczy, Wielka Litera, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.