fbpx
Premiery tygodnia. Odcinek 19 – 22-28 maja
21 maja, 2017
Premiery miesiąca. Odcinek 1 – Czerwiec
31 maja, 2017

Robert Seethaler – Całe życie RECENZJA

Ile stron potrzeba by opisać czyjeś życie? To zależy. Są autorzy, którzy jak Karl Ove Knausgard potrzebują tysiące kartek, by pokazać jedynie fragment czyjegoś życiorysu. Są też tacy jak Robert Seethaler, którzy na mniej niż 200 stronach potrafią pokazać historię od A do Z. Od narodzin do śmierci – „Całe życie”.

Wydawać by się mogło, że to temat co najmniej na solidny tom, albo i na cały cykl. Tymczasem Seethaler, laureat nagrody Bookera, zaskakująco łatwo i zaskakująco zgrabnie opowiada historię swojego bohatera, Andreasa Eggera, w powieści zupełnie minimalistycznej.

Być może powodem tego jest sam Egger – prosty człowiek, całe życie mieszkający w austriackich Alpach, nie oczekujący od życia zbyt wiele. Sierota wychowywany przez krewnego, który nie był dla niego ani dobrym, ani wyrozumiałym opiekunem. Najmując się do prac fizycznych zdołał się usamodzielnić i założyć rodzinę. Życiorys jakich wiele i pozornie niczym się nie wyróżniający. Dlaczego więc Seethaler postanowił sięgnąć po takiego bohatera? Odpowiedź wydaje się prosta – w jego historii kryje się niesamowity potencjał, wymagający jednak odpowiedniego podejścia i ubrania w słowa. Wyzwanie w sam raz dla Seethalera. W jego wyniku powstała emocjonalna bomba – choć skonstruowana bardzo skromnie, jej siła eksplozji potrafi wyrządzić olbrzymie szkody. Fala uderzeniowa przeniknie zaś każdą tkankę ciała i sprawi, że na długo zapamiętamy moment, w którym się z nią zetknęliśmy.

Żywot Eggera jest ściśle związany z przyrodą i jej cyklami. Żyje z nią w ścisłej symbiozie, to ona wyznacza rytm jego życia. Zależność całkowita, która czasem da o sobie znać w najmniej spodziewanych momentach, powodując spustoszenie w skromnym życiu bohatera. Nie bez znaczenia jest też historyczny czas, w którym żył Egger. Początek XX wieku to jeszcze dobry okres na takie życie. Magiczne technologie dopiero raczkują, stopniowo zdobywając uznanie i od miana ciekawostek przechodzą do grona sprzętów codziennego użytku. Ich coraz wyraźniejsza ekspansja zaburza rytm życia oparty na przyrodzie, ludzie budzą się nagle w nowej rzeczywistości. Dlatego tak ważne jest, że możemy poznać Andreasa i jego świat zanim dokonały się w nim nieodwracalne zmiany, których Egger był mimowolnym świadkiem i uczestnikiem.

Tak jak skromne i oszczędne było życie Andreasa Eggera, tak skromna i oszczędna jest też książka. Seethaler wyrywkowo prezentuje kilka przełomowych wydarzeń z życia bohatera, czyniąc z nich mini nowelki składające się na powieść. To, co na pewno zaskoczy wielu czytelników, to styl. Bardzo surowy, pozbawiony opisów i rozbudowanych charakterystyk chociażby wszechobecnej alpejskiej przyrody. Nawet lawina pustosząca wioskę, choć tragiczna w skutkach, nie jest w stanie wydobyć z autora bardziej szczegółowej relacji. Wiemy więc tak naprawdę o Eggerze wszystko i nie wiemy nic. Ze szczątkowych informacji porozsiewanych tu i ówdzie możemy zbudować sobie tylko szczątkowy obraz.

Robert Seethaler

Piszę o tym wszystkim tak, jakby Egger był autentyczną postacią. Faktycznie, podczas lektury można odnieść takie wrażenie. Że Egger żył i Seethaler jedynie zebrał jego wspomnienia, okrasił swoim niepowtarzalnym stylem i wypuścił w świat. Jest bohaterem uniwersalnym – w Andreasie przejrzeć może się każdy z nas. Każdy z nas może zobaczyć, że nikt nie jest odporny na dziejowe zawieruchy, wojny, rewolucje i kaprysy natury. Każdy z nas zastanawia się też, co po nim zostanie. Kto go zapamięta, kto będzie go wspominał, kto będzie korzystał z wytworzonych przez niego dóbr. Wydawać by się mogło, że w przypadku bohatera takiego jak Egger, nie byłoby tego zbyt wiele. Mieszkał w maleńkiej wiosce, nie miał zbyt wielu towarzyszy. A jednak i po nim coś zostanie, dziś często niedoceniane – szczerość i dobroć. W dzisiejszych czasach towar deficytowy.

To ważna lekcja od Roberta Seethalera. „Całe życie” choć krótkie i minimalistyczne, niesie ze sobą potężny przekaz – warto brać z życia tyle ile się da, a przeciwności losu przyjmować z godnością. Zwłaszcza jeśli otrzymuje się tak piękne powieści jak ta. Okazuje się, że nie potrzeba wielu słów, by pięknie opowiadać o emocjach i o sprawach trudnych. Trochę jak w tej reklamie – jedno zdanie Seethalera wyraża więcej niż tysiąc słów.

DO SŁUCHANIA:

O.S.T.R. – Życie po śmierci

Niewiele brakowało, by ta płyta nigdy nie powstała. Adam Ostrowski walczył o życie, stracił płuco i lekarze prognozowali, że może już nigdy nie wrócić do zawodowego uprawiania muzyki. On jednak się nie poddał. Nie dość, że wyszedł z poważnych tarapatów, to diametralnie odmienił swoje życie, czego zapisem jest ta płyta. Przeprowadzająca nas po kolei przez całą historię choroby – diagnozę, operację, pobyt w szpitalu i powrót do zdrowia. To podobnie jak u Seethalera opowieść od A do Z, niepozostawiająca odbiorcy obojętnym. To też kolejna pochwała umiaru – O.S.T.R. płytę wycyzelował idealnie. Nie ma żadnego zbędnego słowa, nie ma zbędnego dźwięku. Tylko tyle, by opowiedzieć przejmującą historię. Skoro płyta zafascynowała mnie, będącego z hip-hopem w stosunkach dość luźnych, to nie wyobrażam sobie, co może uczynić z osobami bardziej wrażliwymi na takie dźwięki!

PS.Prezentowana tu wersja utworu „Życie po śmierci” pochodzi z niedawnego projektu „Autentycznie” – nie jest to wersja studyjna.


R. Seethaler, Całe życie, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.