fbpx
Virginia Vallejo – Kochając Pabla, nienawidząc Escobara RECENZJA
Czerwiec 14, 2017
Najlepsze książki na wakacje
Czerwiec 26, 2017

Oda do ojcostwa, czyli Cztery Pory Roku Knausgarda RECENZJA

Różnie ludzie reagują na wieść, że zostaną rodzicami. Oj różnie. Jedni panikują, inni skaczą z radości do góry, a jeszcze inni piszą blogi czy urządzają cykliczne sesje zdjęciowe rosnącego brzucha z potomkiem w środku. Mało jest natomiast takich, którzy jak Karl Ove Knausgard potrafili zrobić z tego temat na czterotomowy cykl książek – „Cztery pory roku”. Dostaliśmy właśnie do rąk jego ostatni rozdział, książkę „Lato”.

Jej lektura i zbliżający się wielkimi krokami Dzień Ojca skłoniły mnie do zajęcia się całym cyklem w jednym tekście. Nie bez znaczenia był tu też fakt, że pisałem już na łamach bloga o dwóch jego częściach, tj. „Jesieni” i „Wiośnie”, a „Lato” jako ostatnia i powielająca w dużej części schematy z poprzednich tomów, nie sprowokowała mnie już do jakichś głębszych przemyśleń. Cały cykl natomiast jak najbardziej!

Karl Ove Knausgard

Po zakończeniu dzieła swojego życia, czyli kilkutomowej, liczącej kilka tysięcy stron „Mojej walki” Karl Ove Knausgard przyznawał, że nie wie czy będzie jeszcze w stanie coś napisać. Skupiał się na promocji swojej twórczości i okazjonalnych, gościnnych tekstach w prasie.  Właśnie jeden z takich tekstów zainspirował go do napisania cyklu książek dla swojej najmłodszej córki, w których opisałby jej świat i pokazał odrobinę codziennego życia swojej rodziny. Pomysł banalny w swej prostocie, ale jak to u Knausgarda zwykle bywa, niewielu poza nim potrafiłoby zrobić z banału kawałek sztuki. Nie oszukujmy się, trudno napisać książkę składającą się z opisów ślimaków, muszli klozetowych czy butelek po piwie i nie wpaść w pułapkę śmieszności. Jemu udało się to po raz kolejny. Bo choć to pomysł nieco inny niż z „Mojej walki”, to kolejny już raz widzimy, że codzienność też może być fascynująca i inspirująca.

Z nowego cyklu Knausgarda bije zupełnie inna energia niż z często depresyjnej, mrocznej i przepełnionej zmaganiem z rzeczywistością „Mojej walki”. Życie nabrało kolorów, autora najwyraźniej bardzo zmieniło rodzicielstwo i perspektywa pojawienia się na świecie jego czwartego już dziecka. Zaczął doceniać otaczający go świat i pozbył się trochę swojego pesymistycznego podejścia do życia. Choć nie można powiedzieć, że to już inny Knausgard. Pisze dla dziecka, ale jednocześnie nie daje zapomnieć, że wciąż jest tym samym, trochę neurotycznym, trochę nieznośnym pisarzem lubiącym skupiać na sobie uwagę innych. Tym słabościom daje upust w „dziennikowych” częściach swoich nowych książek. Lwią część stanowią jednak treści zupełnie inne.

Zastanawiam się cały czas, jak prawidłowo powinny być nazwane. W pewnym sensie są to listy, w których autor zwraca się bezpośrednio do dziecka, ale wiele w nich też z eseju. Wszystko to podlane jest dość prostym językiem. W domyśle takim, jakie zrozumie małe dziecko. Momentami bywa to zadaniem karkołomnym, bo Knausgard porywa się np. na wyjaśnianie jak zbudowane są motyle. W innym tekście opisuje z kolei np. do czego służy muszla klozetowa. Przyznam, że mam do tych fragmentów stosunek mocno niejednoznaczny. Przy lekturze „Jesieni”, czyli pierwszego tomu z cyklu wydanego w Polsce, byłem nimi zachwycony, może nawet trochę na wyrost. Już tak mam, że do prozy Knausgarda mam słabość i zawsze daję mu na początek spory kredyt zaufania. Uwiodły mnie swoją formą, skondensowaną, skupioną na sednie sprawy i językiem. Prostym i zimnym, który jednych odpycha, a innym daje chwilę oddechu od barokowej prozy innych autorów.

Im dalej w las, tj. cykl, tym mniej byłem jednak do nich przekonany. Zaczęły mnie nużyć i przestały zaskakiwać. W sumie nic w tym dziwnego, nawet najbardziej kreatywnemu pisarzowi zaczęłyby się kończyć pomysły, jeśli założyłby sobie tak jak Knausgard, że dziennie napisze jeden tekścik na dany temat, z czasem coraz bardziej podobny do tych poruszanych wcześniej. Każdy ma jakieś granice. Zauważył to chyba też sam autor, bo stopniowo rozbudowywał kolejne tomy o elementy dziennikowe, dokumentujące życie jego rodziny. W „Jesieni” mieliśmy tylko krótkie listy do nienarodzonej córki wieńczące każdy miesiąc, a w kończącym serię „Lecie” opowieść o rodzinnej codzienności funkcjonuje już na równych prawach z esejami. „Czterem porom roku” wyszło to tylko na dobre. Pewnie, można zachwycać się nowym pomysłem Knausgarda, który postanowił uczynić bohaterami przedmioty tła, które w innych książkach nie mają znaczenia. Ale najciekawiej robi się u niego, gdy sięga do własnej biografii. Momentami znowu bywa zrzędą, płaczliwym facetem przed pięćdziesiątką, chorobliwie nieraz skupionym na tym co pomyślą o nim inni. Nie jest już tak irytujący jak kiedyś, ale ciągle potrafi dołożyć do pieca. Obym się mylił, ale może się już nigdy nie uwolnić od swojego najlepszego protagonisty, czyli siebie. Dzieci, żona i opieka nad posiadłością zmiękczają go tylko trochę.

Knausgard z żoną Lindą

Nie ma jednak wątpliwości, że tak jak napisał kiedyś Krzysztof Varga, te książki to „największy hołd dla rodzicielstwa jaki kiedykolwiek czytał”. Knausgard potrafi zachwycić się ciążą swojej żony, oczekiwaniem na kolejne dziecko, wreszcie samą opieką nad nim. Potrafi też zachwycić tym czytelnika. Jego szczerość nie raz i nie dwa chwyta za serce i sprawia, że zanurzamy się w ten świat. Być może też dlatego, że Karl Ove jest niezwykle autentyczny. Nie pudruje, nie wybiela siebie i swoich bliskich, jeśli gdzieś popełnił błąd to pisze o tym otwarcie, wraz z czytelnikami dochodząc do sedna sprawy. Nie ukrywa nawet, że jego rodziną zainteresował się urząd ds. opieki nad dziećmi, który niejednych rodziców przyprawił o solidny ból głowy. Jednocześnie z każdego słowa, z każdego zdania przebija się wielka miłość do całej rodziny i możemy być pewni, że gdyby była taka potrzeba, Knausgard skoczyłby za nimi w ogień.

Myślę, że „Cztery pory roku” to też kolejny krok w przepracowywaniu przez autora pewnej traumy związanej z jego własnym ojcem. Ten, despotyczny, czasem brutalny, w końcu pogrążający się w nałogu alkoholowym, położył się na jego życiu dużym cieniem. Knausgardowi ciężko było z tego cienia wyjść. Całe swoje dorosłe życie odnosił do swojego ojca, co ten by o nim pomyślał, jak by to skomentował. Budził w nim jednocześnie odrazę i respekt. Tym ważniejsze jest, że udało mu się w końcu od tego ciężaru uwolnić. Teraz jedynym ojcem na jakim się skupia jest on sam. I jak można wywnioskować z lektury – świetnie się w tej roli realizuje. Być może dlatego, że za wszelką cenę stara się być dla swoich dzieci lepszy niż jego ojciec był dla niego.

„Cztery pory roku” choć nierówne, to w ogólnym ujęciu stanowią świetną lekturę dla każdego. Samotnych, rodziców czy też wreszcie nieco starszych dzieci. Jedni mogą dostrzec zalety rodzicielstwa, drudzy znaleźć wsparcie w ciężkich chwilach, a dzieci faktycznie dowiedzieć się czegoś o świecie. Dla dorosłych odkrywanie oczywistości nie zawsze jest najciekawszym zajęciem. Jednak dzieci mogą z tych książek wynieść sporo wiedzy, a przy okazji liznąć też dobrej literatury. Bo Knausgarda można lubić lub nie, ale ciężko mu odmówić talentu do pisania dobrych zdań.

DO SŁUCHANIA:

Pewnie nie wszyscy wiedzą, zwłaszcza ci, którzy nie czytali „Mojej walki”, ale Knausgard jest też perkusistą. Jakiś czas temu wraz z bratem reaktywowali swój zespół z młodości. Szukałem usilnie, ale nigdzie w sieci nie udało mi się znaleźć sensownego nagrania ich występu, mimo że dają co jakiś czas koncerty. To co znalazłem, to ledwie namiastka grania tego zespołu. Zostawiam Was z tym, a jeśli ktoś znajdzie coś więcej, będę wdzięczny za przesłanie.

I pamiętajcie żeby jutro złożyć życzenia Waszych ojcom. A jeśli nie macie pomysłu na prezent, to proza Knausgarda będzie jak znalazł.

PS. Przygotowując ten tekst, natknąłem się w prasie norweskojęzycznej na artykuł mówiący o tym, że na początku tego roku Knausgard rozwiódł się ze swoją żoną i matką czwórki dzieci. Jak się okazuje, nie wszystko układało się u niego tak, jak chciałby to widzieć czytelnik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *