fbpx
Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band kończy 50 lat!
Czerwiec 1, 2017
Dorota Masłowska – Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu RECENZJA
Czerwiec 10, 2017

Paula Hawkins – Zapisane w wodzie RECENZJA

Czytaj Paulę Hawkins, mówili. To dobre thrillery, mówili. Jak to nie czytałeś „Dziewczyny z pociągu”, pytali. Przecież to bestseller, dodawali. Wstyd, że zajmujesz się książkami, a nie znasz takich hitów, dorzucali kolejni. No i w końcu się ugiąłem! Przy okazji premiery „Zapisane w wodzie” postanowiłem zmierzyć się z bestsellerową Paulą Hawkins.

Przygotowałem się odpowiednio do wyzwania, wiedziałem więc o czym była „Dziewczyna z pociągu”, jak poprowadzona została akcja, jakie chwyty użyte i na czym mniej więcej bazuje popularność Pauli Hawkins. Uzbrojony w taką wiedzę zasiadłem do drugiej książki autorki. Podobno druga książka/płyta czy drugi film to zawsze największy sprawdzian dla twórcy, który odniósł sukces debiutem. Albo pokaże, że wie o co w tym fachu chodzi, albo wyjdzie na farciarza, który nie potrafi drugi raz porwać publiczności. Nie żebym się z tym zgadzał w 100%, ale trochę prawdy w tym jest.

Paula Hawkins

„Zapisane w wodzie” nie tyle powtarza schemat „Dziewczyny z pociągu”, co jest po prostu „Dziewczyną z pociągu bardziej”. Nel Abbott popełniła samobójstwo, a kilka dni wcześniej próbowała się skontaktować ze swoją siostrą – Jules, z którą od kilku lat nie mogła sobie ułożyć stosunków. Jules po śmierci siostry musi wrócić  do Beckford – rodzinnego miasteczka, by zaopiekować się piętnastoletnią siostrzenicą. Musi  też zmierzyć się z demonami przeszłości. Szczególnie duże emocje budzi w niej miejsce zwane Topieliskiem, ulubiony obiekt lokalnych samobójców i miejsce, w którym na swoje życie targnęła się rzekomo Nel. Jesteśmy świadkami odkrywania historii rodzinnych i mozolnego dochodzenia do prawdy o Beckford.

No właśnie, słowem klucz jest tutaj „mozolne”. Z relacji wielu osób słyszałem, że Hawkins jest mistrzynią budowania napięcia, umiejętnie poprowadzonej akcji i trzymania czytelnika w szachu. Nie miałem do tej pory okazji by to sprawdzić, ale jeśli miałbym te umiejętności oceniać tylko na podstawie „Zapisanych w wodzie”, to musiałbym stwierdzić, że są mocno przereklamowane. Przez dobre 100 stron czekałem, aż w książce zacznie się w końcu coś dziać, zawiąże się jakaś konkretna akcja, wydarzy się coś, co mnie do niej przykuje i każe np. zarwać noc w pogoni za ostatnią stroną. Zamiast tego męczyłem się okrutnie. Po wspomnianych 100 stronach akcja nie dość, że nie przyspieszyła, to równie męcząco ciągnęła się już do końca. Zamiast połknąć książkę w 1-2 dni, jak to mam w zwyczaju przy dobrych kryminałach czy thrillerach, przeczytanie jej zajęło mi blisko 2 tygodnie. Zwyczajnie znajdowałem wiele innych lektur po drodze, a do nowej książki Hawkins wracałem tylko z recenzenckiego obowiązku. Bardzo chciałem zrozumieć jej fenomen i podzielić się z Wami przemyśleniami na ten temat. Fenomenu nie zrozumiałem.

Być może historii nie pomaga fakt, że jest złożona z bardzo wielu narracji. Praktycznie co kilka-kilkanaście stron przeskakujemy z jednego narratora na drugiego, z miejsca z na miejsce i z teraźniejszości do retrospekcji. Mógł to być fajny zabieg, ale mam wrażenie, że ktoś tu mocno przekombinował. Zanim zdążyłem się wciągnąć w jeden temat i punkt widzenia jednego bohatera, już zostawałem przenoszony gdzie indziej i do kogoś innego. Ciężko się wczuć, ciężko co chwila przeskakiwać z jednego wątku w drugi. Zwłaszcza w sytuacji, gdy opowiadana historia nie wciąga jakoś szczególnie. Mam wrażenie, że Hawkins za bardzo uwierzyła w swoje umiejętności i postanowiła pójść na całość. W „Dziewczynie z pociągu” było trzech narratorów, teraz ich liczba jest kilkukrotnie większa. Siła złego na jednego (czytelnika)?

Mojego braku wczucia dopatruję się też w dość topornym języku autorki. Sensacja sensacją, thriller thrillerem, ale nawet najlepiej wymyślona powieść będzie momentami kulała, gdy niedomaga tak ważna jej składowa jak język. Brnąc przez „Zapisane w wodzie” niejednokrotnie miałem wrażenie jakbym czytał wypracowanie aspirującej licealistki, a nie autorki będącej jedną z najbardziej poczytnych pisarek na świecie. Naprawdę jest z nami tak źle, że wynosimy wysoko pisarzy z przeciętnym warsztatem, którzy wpadli na jeden dobry pomysł? Tak w tej chwili odbieram pisarstwo Hawkins. Wielu deprecjonuje dokonania Stephena Kinga, Grahama Mastertona czy Johna Grishama, ale oni, w przeciwieństwie do Hawkins, posługują się językiem bardzo sprawnie. O ciekawiej wymyślonych historiach nie ma sensu już wspominać.

Gdy doczłapałem w końcu do szczęśliwego końca, byłem mocno zły na Hawkins. Okazało się bowiem, że w koncertowy sposób zmarnowała temat, który miał spory potencjał. Nie mogę napisać zbyt wiele o zakończeniu, żeby nie zdradzić za dużo tym, którzy jeszcze książki nie czytali, ale sprawniej poprowadzona narracja mogłaby zaowocować naprawdę wciągającym dreszczowcem. Bohaterowie kryli wiele tajemnic, podobnie jak samo Beckford i zabrakło chyba tylko talentu autorki, by wyszła z tego przyzwoita książka. Dostaliśmy tymczasem mocno przeciętne tomiszcze, którego czytelnicy muszą uważać na swoje zdrowie na wakacjach, zwłaszcza nad wodą. Łatwo przy niej zasnąć, a to najłatwiejsza droga do oparzeń słonecznych. Uważajcie na siebie!

DO SŁUCHANIA:

AC/DC – Highway to Hell

Długo szukałem czegoś, co sprawi, że powieść Pauli Hawkins przestanie mnie usypiać i będę w stanie wytrwać przy niej jednorazowo dłużej niż pół godziny. W końcu znalazłem, dość przypadkowo trafiając na niesłuchany od dawna, klasyczny album AC/DC „Highway to Hell”. Tytułowy utwór znają wszyscy, warto więc dodać, że cała płyta jest prawdziwym muzycznym dynamitem, który niejednego umarlaka potrafiłby postawić do pionu. Tak naprawdę to dzięki ekipie Angusa Younga dotarłem do szczęśliwego finału powieści. Dzięki chłopaki!

Długo zastanawiałem się też, czy dodawać ten akapit. Wydawał mi się zbyt jarmarczny i zbyt oczywisty, ale ostatecznie taka jest też książka Hawkins. No to trzymajcie się: „Zapisane w wodzie” to prawdziwa autostrada do piekła. Czytelniczego, rzecz jasna. HOWGH!

P. Hawkins, Zapisane w wodzie, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *