fbpx
Marek Vadas – Uzdrowiciel RECENZJA
Wrzesień 3, 2017
Mariusz Szczygieł – Kaprysik. Damskie historie RECENZJA
Wrzesień 28, 2017

Wojciech Orliński – Lem. Życie nie z tej ziemi RECENZJA

Stanisław Lem wielkim pisarzem był i basta. Kto zechce ze mną dyskutować na ten temat, tego jestem gotów wyzwać na pojedynek. Jednak właśnie ze względu na uczucia, jakimi darzę Lema, chyba bym sobie nigdy nie pozwolił na chociażby próbę napisania jego biografii.

Podobne rozterki przeżywał zapewne Wojciech Orliński, zabierając się za „Życie nie z tej ziemi”. Znany lemolog, wielki fan twórczości Lema, postanowił poskładać do kupy jego rozkawałkowaną i mocno niekompletną do tej pory historię. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w tym przypadku ryzyko popełnienia hagiografii jest ogromne. Czy udało mu się z tego wybrnąć?

Stanisław Lem

I tak, i nie. Wsiadając z Orlińskim do lemowego wehikułu czasu mamy wrażenie jednoczesnego odkrywania niesamowitych historii i prób ich tłumaczenia na korzyść Lema. Faktem jest, że Lem to postać dość trudna do sportretowania. Choć sławny i ceniony na całym świecie, to zarazem pełen frustracji i traum z przeszłości. Bojąc się całkowitej demaskacji, przez całe życie umiejętnie żonglował swoją biografią, przepuszczając do świata zewnętrznego tylko te jej wycinki, które chciał, nierzadko zresztą w zmienionych wersjach. Komuś mniej zaznajomionemu z tematem mogłoby się wydawać nawet, że o Lemie już nic nowego nie da się powiedzieć. W końcu był współautorem książki biograficznej, wywiadu-rzeki, elementy swojej biografii zawarł też w książce „Wysoki zamek”. To wszystko było jedynie kroplą w morzu i świadomym mąceniem ze strony Lema. Były tematy, o których mówić nie chciał i które konsekwentnie tuszował.

Wojciech Orliński zadał sobie dużo trudu, żeby dotrzeć tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł i pod różnymi maskami znaleźć prawdę o Lemie. Nie odkrywa tak naprawdę wielu nowych faktów, w większości to umiejętnie zestawienie tego, co było wiadomo do tej pory, z tym, czego można się domyślać. Jednak tam, gdzie dociera do rzeczy nowych, dzieje się naprawdę wiele. Efekty są więcej niż satysfakcjonujące. Okazuje się, że czytając z odpowiednim kluczem niemal każdą powieść Lema, można się o nim dowiedzieć czegoś nowego. Pisarz, który tak niechętnie mówił o sobie i o swojej przeszłości, pozaszywał elementy swojej biografii w książkach, obdarowując nimi kolejnych bohaterów.

Przy okazji na jaw wychodzą różne mniej znane fakty z życia pisarza, również te, którymi niekoniecznie chciał się chwalić. To, w jaki sposób ocalał z II Wojny Światowej, gra podejmowana z PRLem, wreszcie jego niejednoznaczny stosunek do przełomowych dat w historii powojennej Polski. Dużo tu niejasności, dużo znaków zapytania i aż prosi się, żeby niektóre tematy pociągnąć mocniej, odważniej. Tego jednak w wielu przypadkach Orliński nie robi. Czemu? Chciałbym móc napisać z pełnym przekonaniem, że zabrakło twardych dowodów, że autor nie chciał zbyt spekulować, by z biografii nie uczynić małej fabuły. Wydaje się jednak, że znacznie bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz. Orliński zwyczajnie mógł nie potrafić, albo nie chcieć, wyjść z butów fana Lema. Wygląda to niekiedy tak, jakby sam się przestraszył, że jego dociekania mogą pójść zbyt daleko, nietrafnie postawione tezy mogłyby kogoś urazić, albo zniesławić Orlińskiego w oczach innych fanów Lema.

To zasadniczy problem tej książki – względna zachowawczość w obliczu wielu niezwykle ciekawych odkryć. Gdyby nie to, moglibyśmy mieć do czynienia z dziełem naprawdę wielkiego kalibru. Jednak czy to przekreśla książkę? Bynajmniej! Choć nie jest wolna od mankamentów, to wciąż kawał świetnej biografii. To, co dla mnie jest wadą, dla wielu fanów Lema będzie największą zaletą – książka nikomu nie próbuje zrobić krzywdy, jest elegancka i dowcipna, a w dodatku odkrywa trochę nowych faktów o głównym bohaterze. W końcu napisał ją nie byle kto – Orliński to przecież stary wyjadacz, który doskonale wie, co powinien zrobić, aby przyciągnąć uwagę czytelnika.

Świetny jest już pierwszy rozdział, gdzie Orliński pozwala sobie na to, od czego wzbrania się w dalszych częściach – spekulowanie i fabularyzowanie. Rozdział o tym, jak mogło wyglądać codzienne życie Lema, napisany na podstawie strzępków rozmów, domysłów i znalezionych papierków po cukierkach. Dalej też nie brakuje motywów „lemowych”, które z pewnością sprawią dużo przyjemności jego fanom, ale nie podsycą już ognia. O jego zacięciu motoryzacyjnym, miłości do górskich wypraw, techniki czy wspomnianych już słodyczy możemy się dowiedzieć chociażby z tomu korespondencji ze Sławomirem Mrożkiem.

Taka to jest książka. Niezwykle ciekawa, to pewne. Źródło nowej wiedzy dla fanów Lema, niezaprzeczalnie. Świetnie napisana, dobrze skomponowana. Brakuje jej jednego – pazura. Gdyby tu i ówdzie drapnąć trochę mocniej, moglibyśmy być świadkami naprawdę mocnego kawałka biografii. Ale może było na to za wcześnie? Może na odkrycie kilku kwestii musimy jeszcze poczekać? Zobaczymy.

DO SŁUCHANIA:

Marek Kwiatkowski – Sygnał z Kondora

W zeszłym roku na jednym z polskich forów poświęconych twórczości Stanisława Lema trafiłem na post Marka Kwiatkowskiego. Zapowiadał tam swoją nową muzykę, inspirowaną powieścią „Niezwyciężony”. Muzyka była naprawdę dobra – o ile ktoś lubi elektronikę i muzykę futurystyczną.

Dlatego dziś, przy okazji biografii Lema, wróciłem do twórczości Kwiatkowskiego. Podoba mi się przynajmniej tak samo jak poprzednio! Co więcej, świetnie sprawdza się podczas lektury książki Orlińskiego.

W. Orliński, Lem. Życie nie z tej ziemi, Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Czarne, Warszawa/Wołowiec 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *