fbpx
Kryminał na wakacje
Lipiec 22, 2018
Premiery miesiąca – Odcinek 12 – Sierpień
Lipiec 31, 2018

Walt Whitman – Życie i przygody Jacka Engle’a [RECENZJA]

Pisałem już chyba kiedyś, że gdy poeta pisze książkę prozatorską, to zazwyczaj niewiele rzeczy może się z nią równać. Dlatego, gdy usłyszałem, że odkryto nagle nieznaną powieść Walta Whitmana, wiedziałem, że muszę ją mieć. “Życie i przygody Jacka Engle’a” to duża sensacja ostatnich miesięcy!

Walt Whitman

Wydawać by się mogło, że taki klasyk jak Walt Whitman jest już prześwietlony od góry do dołu. Niemożliwe wydawało się, żeby gdzieś jeszcze zawieruszyły się jakieś jego nieznane utwory. Tymczasem młody badacz literatury z Uniwersytetu w Houston, Zachary Turpin, odkrył, że pewna powieść publikowana anonimowo w 1852 roku na łamach niszowej gazety – ‘New York Sunday Dispatch” to nic innego jak dzieło Walta Whitmana! O tym, jak dokonał tego odkrycia można by napisać osobny artykuł. Warto wiedzieć na początek jedno – po 165 latach “Życie i przygody Jacka Engle’a” zyskały autora. W dodatku autora z najwyższej półki!

Fabuła zaproponowana przez Whitmana nie jest zbyt długa, ale zaskakująco rozbudowana i naładowana wątkami. Może zakręcić się od nich w głowie. Opowiadana historia wciąga bardzo szybko i sprawia dużo przyjemności. Ciężko zaliczyć “Życie…” do jakiegoś konkretnego gatunku, ale wydaje się, że najbliżej jej będzie do powieści społeczno-obyczajowej z kryminalno-romantycznym rysem. Wiem, brzmi to dość mętnie, ale tak to mniej więcej wygląda w rzeczywistości. W dodatku kryminalna intryga napędzająca całą historię wymyka się schematom, proponując czytelnikowi coś odwrotnego niż to, do czego może być przyzwyczajony. Przez całą powieść odkrywamy wraz z bohaterem jego przeszłość, a odkrycia te prowadzą nas do coraz lepszego zrozumienia wydarzeń współczesnych. Autor najwyraźniej upodobał sobie przełamywanie schematów i wychodzenie poza ramy znanych wszystkim gatunków. Robi to jednak bardzo świadomie i… żartobliwie.

Jest też u Whitmana zaskakująco dużo z Dickensa. Podobnie jak on, Whitman wykazuje się zmysłem obserwacji i trafnych diagnoz społecznych. Umiejętnie łączy też wątki obyczajowe z przygodowymi, pozbawiając przy okazji czytelnika wielu złudzeń. “Zapomnijcie o American Dream! To bajki dla naiwnych” – zdaje się mówić Whitman. Pokazując świat bogatych i bezwzględnych bankierów i prawników, którym przeciwstawia często brudnych i głodnych przedstawicieli klas niższych, Whitman rozwiewa wątpliwości. Dzięki temu, jego zapomniana powieść jest bardzo aktualna również i dziś.

Charakterystyczna narracja i zabiegi stylistyczne autora wynikają zapewne po części z jego poetyckich inklinacji, ale w dużej mierze były też wymuszone przez sposób publikacji. Szatkowanie powieści na krótkie odcinki wymuszało pewne rozwiązania, dzięki którym czytelnicy nie mogli pozostać obojętni na dalsze losy Engle’a i chętnie nabywali kolejne numery gazety. Czytanie tego fragmentami musiało być interesujące, ale jeszcze ciekawiej jest, gdy złoży się to w jeden tom. Narracja płynie tak wartko i swobodnie, zahaczając jednocześnie dość często o ciekawe punkty zwrotne, że tę niewielką powieść połyka się praktycznie bez mrugnięcia okiem!

Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z tłumaczeniem tak dobrym i sprawnym jak to. Honory należą się Szymonowi Żuchowskiemu i Biuru Literackiemu, którzy przygotowali świetny polski tekst zaledwie kilka miesięcy po amerykańskiej premierze. Dzięki Żuchowskiemu ta dość wiekowa już proza brzmi bardzo współcześnie. Jak się okazuje, Żuchowski kładł na to duży nacisk w swojej pracy translatorskiej:

Whitman pisze stylem, który odbieram jako naturalny; ba, jak to zwykle bywa w przypadku tego poety i prozaika, jego język wydaje mi się nadzwyczaj nowoczesny. Czytając polską prozę z połowy XIX wieku, mam nierzadko poczucie większej obcości, dawności tekstu, niż kiedy sięgam po Whitmana. W odbiorze jest on dla mnie trochę jak Bolesław Prus – jasne, widać, że to nie jest dzisiejszy język, ale nie ma się jednocześnie poczucia obcowania z jakimś komunikacyjnym dziwadłem (jak na przykład przy lekturze dziewiętnastowiecznych listów polskich). Mam podejrzenie graniczące z pewnością – również porównując prozę Whitmana z innymi lekturami z epoki – że pisał on językiem żywym, nie gabinetowym czy akademickim. I takim językiem należy go tłumaczyć.

Zaskakujące i nieoczekiwane spotkanie z prozą Whitmana potrafi dostarczyć czytelnikowi dużo pozytywnych wrażeń. Jeśli ktoś do tej pory nie miał do czynienia z tym autorem, to dzięki “Życiu…” powinien odkryć dla siebie również i inne dzieła tego wybitnego poety. Natomiast ci, którzy doskonale jego poezję znają, doszukają się w niej i “Życiu…” wielu punktów stycznych, świadczących o tym, że jesteśmy świadkami wykuwania się niepowtarzalnego stylu poetyckiego, który już wkrótce zachwyci USA,a  niedługo potem resztę świata. Dobrze, że jest ta książka.

DO SŁUCHANIA:

The Doors – Live At The Isle Of Wight Festival 1970

Kontynuujemy wątek nieznanych dzieł klasyków i wracamy do 1970 roku, gdy The Doors wystąpili na festiwalu Isle Of Wight. Dziwny to był występ, zagrany w niemal całkowitych ciemnościach,bo wygaszenia świateł zażyczył sobie Jim Morrison. Sam również był mocno przygaszony i nieobecny, a koncert zdaje się zwiastować nadciągającą nad zespół katastrofę.

Pomijając jednak ewidentnie słabszą dyspozycję lidera, The Doors zagrali na tym festiwalu naprawdę świetny koncert. Składał się on z dość oczywistej setlisty, ale zagrany był bardzo żywiołowo i kunsztownie. Jakby zespół zdawał się mówić, że niedyspozycja lidera nie musi oznaczać złego występu. Popis na klawiszach dał Ray Manzarek, którego dzielnie wspierali koledzy, dokładając wiele ciekawych, rozimprowizowanych smaczków. Świetne znalezisko, warto je włączyć do swojej dyskografii.

W. Whitman, Życie i przygody Jacka Engle’a, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2018.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *