fbpx
Premiery miesiąca. Odcinek 14 – Październik
Październik 7, 2018
Johanna Holmström – Wyspa dusz [RECENZJA]
Październik 17, 2018

Arnon Grunberg – Tirza [RECENZJA]

Są takie książki, które choć pozornie nie wyróżniają się niczym szczególnym, to niespodziewanie chwytają czytelnika za gardło i nie pozwalają się z tego uścisku wyswobodzić. Takim przypadkiem jest “Tirza” Arnona Grunberga – pierwsza książka z Wydawnictwa Pauza, z jaką miałem okazję się zapoznać.

To nie jest zwykła książka, trzeba to sobie powiedzieć od razu. Wepchnięcie jej w jakiekolwiek ramy gatunkowe jest sporym wyzwaniem, a każdy z czytelników miałby zapewne na ten temat inne zdanie. Najuczciwsze wydaje się powiedzenie, że mamy do czynienia z powieścią obyczajową, która na naszych oczach przeradza się we wciągający thriller. Opowiada o zawiedzionych nadziejach, daje też wyraz frustracjom, które łatwo mogą wyprowadzić nas na manowce.

Arnon Grunberg

Na manowce prowadzi nas też wielokrotnie autor. Przedstawiając historię Jörgena Hofmeestera, który próbuje zbudować rodzinę idealną, poukładaną i przewidywalną, sugeruje, że przez całą książkę będziemy śledzili perypetie rodziny z holenderskiej klasy średniej. A dzieje się w tej rodzinie niemało – mimo starań bohatera, nic nie układa się tak, jak to sobie zaplanował. Wszystko wymyka się spod kontroli – żona, córki, kariera zawodowa i jakby zmartwień było mało, misternie konstruowany plan oszczędnościowy. Najbardziej boli go jednak to, co dzieje się z jego oczkiem w głowie, ukochaną córką – Tirzą. Czuje się pokonany i pohańbiony, że związała się z Marokańczykiem, przypominającym mu jako żywo jednego z zamachowców z 11 września 2001 r.

Choć największa część książki dzieje się na przyjęciu maturalnym Tirzy, to autorowi udaje się przemycić tam wiele wątków społecznych i politycznych dręczących społeczeństwo w pierwszej dekadzie XXI wieku. Obawa o stan świata po 11 września to swego rodzaju oś, wokół której kręci się powieść. Obawa ta częściowo prowadzi też do zaskakującego finału, który wywraca opowieść o holenderskiej klasie średniej na lewą stronę. Ten twist fabularny to zresztą jeden z mocniejszych punktów powieści. Kolejnym jest niewątpliwie konstrukcja książki, mieszająca teraźniejszość z przeszłością, nakładająca jedne wydarzenia na drugie. Pozwala to bohaterom na weryfikację swoich czynów i zamierzeń, skonfrontowanie tego, jak decyzje sprzed lat wpływają na rzeczywistość.

Dzięki temu, lektura “Tirzy” to coś więcej niż lektura książki. To wydarzenie i wielkie przeżycie dla czytelnika, który powinien pod jej wpływem to i owo w swoim życiu przemyśleć. Grunberg powodów do tego daje aż nadto. Oferując prozę do bólu realistyczną, brudną i lepką, pokazuje, czym może się skończyć nadopiekuńczość i fiksacja na punkcie porządku. Przestrzega też przed uprzedzeniami niemającymi sensownego wytłumaczenia, a skutkującymi brakiem zaufania do drugiego człowieka. To szczególnie ważne i warte podkreślania, bo “Tirza”, pierwotnie wydana w 2006 roku i opowiadająca m.in. o lękach wywołanych pierwszymi zamachami terrorystycznymi, w dobie kryzysu imigracyjnego jest znów szalenie aktualna.

Aktualności dodaje jej też próba zmierzenia się z problemem ageizmu, czyli mówiąc wprost – dyskryminacji ze względu na wiek. Doświadcza tego zarówno Jörgen w swojej pracy, jak i jego żona, która korzystała z życia obficie, swobodnie traktując tekst przysięgi małżeńskiej. Jednak do czasu. Gdy nieco się zestarzała i stała się trochę mniej atrakcyjna, została odrzucona przez “miłość życia”. To z kolei zmusiło ją do powrotu do domu. Do męża, który otwarcie nią gardzi i który ułożył sobie życie bez niej. Warto przy tej okazji zwrócić też uwagę na pewien ciekawy dualizm i kontrastowe potraktowanie dwóch kobiet ważnych w życiu Jörgena. Jest Tirza, której imię dało tytuł powieści – ukochana córka. Jest też nieszczęsna żona – lekkoduch, artystka, kobieta, której Jörgen w wielu sytuacjach po prostu się wstydzi. Ona została imienia pozbawiona, jakby dla podkreślenia, jak niewiele znaczy. Odrzucona przez kochanka, nieszanowana we własnym domu, staje się osobą bez imienia, próbującą na nowo zbudować swoją tożsamość i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

I tak upływał mój czas z “Tirzą”. Książka ma ponad 500 stron, ale sposób narracji i prowadzenia bohaterów sprawiają, że nie można się od niej oderwać. Zdając sobie sprawę, że takie stwierdzenie trąci banałem, używam go z pełną odpowiedzialnością. Ciężko mi było rozstać się z tym tytułem, nawet gdy miałem na głowie mnóstwo innych rzeczy. Przylepiałem się do tej historii, chłonąc każde zdanie i czekając niecierpliwie na rozwój wydarzeń. To potrafią tylko książki naprawdę znakomite – nie mam wątpliwości, że “Tirza” do tego grona należy. Ja zaś mogę sobie pluć w brodę, że tak późno odkryłem prozę Grunberga.

PS. Doceńcie proszę wspaniałą pracę tłumaczki Małgorzaty Diederen-Woźniak, dzięki której tekst brzmi świetnie po polsku, a także autora okładki – Tomasza Majewskiego, który stworzył małe dzieło sztuki. Życzyłbym sobie więcej tak pięknie zaprojektowanych okładek.

DO SŁUCHANIA:

Riverside – Wasteland

Nie tylko Jörgen Hofmeester musi mierzyć się z poczuciem, że wali się świat, jaki zna i w jakim chciał żyć. Z bardzo podobnym problemem zetknęli się członkowie grupy Riverside, kiedy nagle zmarł jeden z nich – gitarzysta Piotr Grudziński, będący od lat podporą zespołu.

Muzycy postanowili grać i tworzyć dalej i poradzić sobie z tragiczną sytuacją, w jakiej się znaleźli. Wydana właśnie płyta “Wasteland” to pierwsze wydawnictwo z premierowym materiałem skomponowanym i zarejestrowanym już bez udziału Grudzińskiego. I jest to materiał zgoła inny od tego, do czego mogły nas przyzwyczaić poprzednie płyty Riverside.

Zniknęły przestrzenne aranżacje oparte na ciepłych brzmieniach syntezatorów. Zamiast nich jest mnóstwo gitar – i elektrycznych i akustycznych, choć paradoksalnie do stałego składu grupy nie dołączył żaden gitarzysta. Jest dużo więcej “kurzu i brudu”, niektóre utwory przytłaczają i nie dają zapomnieć nam o tym, jak dużą stratę poniosło Riverside. Bo choć płyta opowiada o świecie po apokalipsie, to łatwo można się zorientować, że tak naprawdę największą apokalipsą dla Riverside była śmierć Grudzińskiego. To, jak sobie z tą tragedią poradzili, zasługuje na najwyższe uznanie.

A. Grunberg, Tirza, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2018.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *