fbpx
Literacka Stolica 2018 – zamiast relacji kilka postulatów
Listopad 20, 2018
Mann_opowieść o moim ojcu
Wojciech Mann – Artysta. Opowieść o moim ojcu [RECENZJA]
Grudzień 2, 2018

Wiesław Myśliwski – Ucho igielne [RECENZJA]

Ucho Igielne

Każda nowa powieść Wiesława Myśliwskiego to wielkie wydarzenie na polskim rynku wydawniczym. Myśliwski od lat ekscytuje krytyków i czytelników i wygląda na to, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom wciąż nie ma dość – właśnie uraczył nas “Uchem igielnym”. Swoją, podobno, ostatnią powieścią.

Podobno ostatnią i w opinii wielu najlepszą. Choć nie powinno się nikomu wypominać wieku, to wydaje się, że mający 86 lat Myśliwski osiągnął życiową formę literacką. Bez cienia wątpliwości “Ucho igielne” to powieść na absolutnie światowym poziomie, która z powodzeniem mogłaby rywalizować z największymi premierami tego roku. Kogo trzeba przekonywać, że Myśliwski to gigant?

“Wszystko jest na razie. Jesteśmy młodzi na razie, jesteśmy wolni na razie i w ogóle jesteśmy na razie”*

Wiesław Myśliwski

Wiesław Myśliwski

Autor urządził i sobie i nam, rodzaj dialogu z samym sobą. Punktem wyjścia dla całej opowieści jest przepowiednia pewnej Cyganki, która przepowiedziała bohaterowi powieści, że dożyje on określonego wieku. Wiedząc, że zmierza nieuchronnie ku temu wywróżonemu końcowi, zaczyna wspominać, rozważać nad znaczeniem pamięci. Zastanawia się, na ile wydarzenia były takie, jakimi je pamiętamy, a na ile wspomnienia są owocem wyobraźni. Przywołuje zapamiętane fakty i konfrontuje je z teraźniejszością. Sęk w tym, że na dobrą sprawę nigdy nie wiemy, kiedy jest “dziś”, a kiedy “kiedyś”. Wiek bohatera zmienia się płynnie i niepostrzeżenie – raz obserwujemy wydarzenia z perspektywy nastolatka, innym razem dojrzałego mężczyzny. To jednak nie koniec, bo w świecie Myśliwskiego nic nie stoi na przeszkodzie, by różne “wersje” bohatera wchodziły ze sobą w interakcję i komentowały bieżące wydarzenia. Ba, wersja starsza udziela niekiedy rad tej młodszej! Inna sprawa, czy młodszy bohater korzysta z tych rad. Być może czasem powinien, ale nie jest wcale do tego skory.

“Żyjemy widocznie w różnych czasach. (…) Miejmy jednak nadzieję, że kiedyś się nasze czasy zejdą”

Wszystko za sprawą pewnej kobiety, na którą bohater powieści nieustannie czeka, a która się nie pojawia. Nie pojawia się kiedyś, nie pojawia się i później, kiedy dojrzały bohater postanowił wybrać się ponownie w okolice Ucha Igielnego i zobaczyć, czy jego młodszej wersji tym razem się powiedzie. Panowie mają więc możliwość rozmowy. W innym czasie doprowadzi to nawet do pewnej niebezpiecznej sytuacji. Bo wiedzieć wam trzeba, że tytułowe “Ucho igielne” to piękna i niebezpieczna zarazem budowla. Średniowieczna furta dominikańska, znajdująca się w murach obronnych Sandomierza, a do której prowadzą niezbyt wygodne schody. Zapewne dla niejednego okażą się zdradliwe…

“Ucho igielne” okazuje się być powieścią-śledztwem, czy wręcz sesją autoterapeutyczną. Rozmyślając o różnych epizodach swojego życia, bohater rozprawia się z wieloma lękami i obawami, jakby nabierając przekonania, że choć losu się nie zmieni, to można czasem z nim pofiglować. A przypominając sobie wydarzenia, w których brał udział, prowadzi swego rodzaju dochodzenie przeciw sobie samemu. Dzięki wybitnej narracji Myśliwskiego, w tę grę wciągnięty jest też czytelnik, który powinien sam analizować fakty i wydarzenia, by wydać własny werdykt w sprawie. Nic z tych gierek autora z czytelnikiem nie mogłoby się wydarzyć, gdyby nie miłość. Tej w “Uchu igielnym” jest pod dostatkiem, to ona spaja wszystko, o czym czytamy. Zapomnijcie jednak o ckliwych, łzawych historiach, bo miłość to w gruncie rzeczy okrutna przyjaciółka jest.

“Co z tego, że świat jest niepewny? Zawsze był niepewny, a ludzie się rodzili. Jakby na przekór wojnom, rewolucjom czy wzajemnym wyrzynaniom się”

Myśliwski to nie tylko pisarz, zwykły prozaik. To filozof pełną gębą, który w każdej książce raczy czytelnika niebanalnymi przemyśleniami. W “Uchu Igielnym” udowadnia też, że każdemu człowiekowi nieustannie towarzyszy lęk. Mniejszy, większy, ale zawsze jest. Dotyczy błahostek albo spraw bardzo poważnych. Można próbować nad nim zapanować, oswoić się z nim, ale nie da się go całkowicie wyeliminować. To tak jak z tymi kolejnymi pokoleniami, które niezależnie od okoliczności rozmnażają się. Na przekór czasom, na przekór losowi, wbrew lękom.

Doskonałość Myśliwskiego przejawia się też w jego polszczyźnie. Absolutnie szlachetnej, nienagannej, wymagającej od czytelnika pewnego zaangażowania, ale oddającej z nawiązką. U Myśliwskiego nie ma miejsca na przypadek. Stosuje staranne, wypieszczone zdania. Być może dlatego praca nad kolejnymi powieściami zajmuje mu tyle czasu – to dziś rzadkość u pisarzy. O stylu Myśliwskiego na łamach październikowego “Pisma” opowiada Roch Sulima:

Proza (…) składa się z monologów, ale są to monologi “odpowiadające”, każde zdanie jest potencjalnym pytaniem lub repliką, zarysowuje się jakiś “kompleks semantyczny”, jakiś projekt “pełni”, jakaś wyrazista życiowa “realność”, konstruowana jakby wspólnie z czytelnikiem

Ucho igielne

“W młodości człowiek często się zarzeka, że tego nie, tamtego nie, znamienne dla młodości. Ale życie pana wciągnie i nie będzie pana pytać o zdanie”

Jest też Myśliwski gadułą jakich mało. Potrafi tak zaczarować czytelnika, że ten przez dwie strony będzie czytał opis absolutnie nieistotnej w gruncie rzeczy czynności, poprowadzony w formie wspomnianego monologu. Skończy zaś lekturę tego fragmentu z przeświadczeniem, że ma do czynienia z geniuszem pióra. Tym bardziej, że nawet w tych pozornie mało znaczących fragmentach autor przemyca tyle wyrafinowanego, ironicznego humoru, że usatysfakcjonowany będzie nawet największy malkontent.

Czy muszę coś dodawać? Czy ktokolwiek jeszcze wątpi, że mamy do czynienia z prozą z najwyższej światowej półki? Mam nadzieję, że sięgniecie po “Ucho igielne” i dacie się wciągnąć Myśliwskiemu w jego świat. Pozornie zwyczajny, ale jednak na swój sposób szalony. I oby to jednak nie było ostatnie dzieło tego autora, bardzo na to liczę.

*cytaty-śródtytuły pochodzą rzecz jasna z “Ucha Igielnego”.

DO SŁUCHANIA:

John Coltrane – Both Directions At Once: The Lost Album

Piekielnie ciężko jest znaleźć muzykę, która będzie godnym towarzyszem tak doskonałej lektury. Powinna cechować się nie mniejszą doskonałością i wirtuozerią jej twórcy, a być przy tym zaskakująca i chwytająca za serce. Z pomocą przyszedł mi John Coltrane, a konkretnie jego cudownie odnalezione nagrania z 1963 roku.

Wydawało się, że ten gigant jazzu i jego wielki innowator prześwietlony jest już przez badaczy na wszystkie strony, pod każdym kątem. Tym większe więc było zaskoczenie, gdy okazało się, że gdzieś w zakamarkach archiwum znajduje się sesja nagrana jednego dnia z towarzyszeniem McCoya Tynera, Jimmy’ego Garrisona i Elvina Jonesa.

Nagrania z owej sekcji postanowiono teraz odrestaurować i wydać pod nazwą “Both Directions At Once: The Lost Album”. I był to strzał w dziesiątkę. Okazuje się bowiem, że nawet na z pozoru nieistotnych nagraniach, robionych pewnie bardziej dla zabawy i rozgrzewki, słychać cały geniusz Coltrane’a i jego zespołu. Dobre pierwsze wrażenie potęguje też fakt, że nie jest to jeszcze Coltrane ze swego schyłkowego, rozimprowizowanego okresu. Bliżej mu z pewnością do “My Favourite Things”. Coś czuję, że ten album znajdzie się też na mojej prywatnej liście “favourite things”.

W. Myśliwski, Ucho Igielne, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *