fbpx
Mariusz Szczygieł nie ma
Mariusz Szczygieł – Nie ma [RECENZJA]
Styczeń 5, 2019
max blecher - rozświetlona jama
Max Blecher – Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny [RECENZJA]
Styczeń 20, 2019

Władimir Sorokin – Manaraga [RECENZJA]

Sorokin Maranaga

Wyobraźcie sobie, że książki płoną. Kartki jedna za drugą pochłania wściekły ogień. Słowo po słowie zamieniają się w popiół. Ach, czytaliście Raya Bradbury’ego? Świetnie, bo to doskonały wstęp do historii, jaką chcę Wam opowiedzieć.

W „451 stopniach Fahrenheita” Bradbury’ego literatura została zakazana. Nie wolno czytać ani posiadać książek, nie wolno samodzielnie myśleć. I dlatego właśnie literaturę się tam pali. Pali masowo i bez litości. Władimir Sorokin w „Manaradze”, swojej najnowszej powieści, wykorzystuje motyw palenia książek w nieco inny sposób. Bardziej smaczny, można by rzec.

Władimir Sorokin

Władimir Sorokin

Znajdujemy się w 2037 roku, w świecie przeoranym wojnami z Islamem. Wojna, jak wiadomo wszystko zmienia, więc i w świecie Sorokina odcisnęła duże piętno. Społeczeństwa poszczególnych krajów próbują zacząć nowe życie, poskładać jakoś wszystko w tych okolicznościach. To sprzyjające warunki dla powstawania nowych elit. Nie drukuje się też już książek. W ogóle nie drukuje się już niczego oprócz pieniędzy. Z jednej strony to pewnie mokry sen każdego ekologa, ale z drugiej strony perspektywa nieco straszna. W takich bowiem okolicznościach pączkuje nowa moda – book’n’grill, czyli palenie książek jako brykietu pod przyrządzane na specjalnym grillu potrawy. Wyrosła na tej modzie cała nielegalna struktura „Kuchni” i „Kucharzy”, mająca nawet swoją służbę bezpieczeństwa.

Jednym z Book’n’grillerów, a zarazem naszym przewodnikiem po świecie Sorokina jest Géza Jasnodworski, grillujący na rosyjskiej klasyce. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że wśród Kucharzy narodowość nie ma większego znaczenia, znacznie ważniejsze jest to, jakiej literatury używają w swojej pracy. Géza nie tylko lata po całym świecie za kolejnymi zleceniami. Uczestniczy też w zebraniach tajnego stowarzyszenia Kucharzy. To tam ustala się strategię, plany na przyszłość i omawia bieżące niebezpieczeństwa czyhające na każdym kroku w tak ryzykownym zawodzie. Tam też podejmuje się decyzje dotyczące zdrajców Kuchni.

Brzmi to poważnie, bo i poważne w gruncie rzeczy tematy porusza Sorokin. Kuchnia i Kucharze to bowiem tylko pretekst do rozważań nad kondycją współczesnych ludzi, nad naszymi pomysłami na życie i coraz bardziej płytkimi, przynajmniej pozornie, zainteresowaniami. Bo choć to dystopia, to przyszłość pokazana w „Manaradze” wcale nie jest tak odległa, jak to się może wydawać. Dzieli nas od niej raptem 18 lat, zakładać więc można, że duża grupa czytelników doczeka tych czasów i będzie aktywnym uczestnikiem przyszłych wydarzeń. Kto wie, co się przez ten czas wydarzy?

Może faktycznie doczekamy się inteligentnych pcheł, które umieszczone w mózgu dostarczać nam będą na bieżąco najważniejszych informacji. O pogodzie, bezpieczeństwie, ale też i o tym, jaki obraz właśnie oglądamy i z kim rozmawiamy. Pozbawiony pcheł człowiek przyszłości staje się całkowicie bezbronny. Całą swoją wiedzę zawierzył im. Czy to nie wygląda jak przytyk do nas, dzisiaj, A.D. 2019? Ludzi, którzy coraz mniejszą wagę przykładają do wiedzy jako takiej, argumentując, że w razie potrzeby wszystko można znaleźć w Internecie, trzeba tylko wiedzieć jak szukać. Sorokin zdaje się sugerować, że nasza niechęć do wiedzy, będącej wartością samą w sobie, jeszcze się pogłębi. Szczerze? Niezbyt ciekawa perspektywa.

Z drugiej strony, to w sumie budujące, że żeby opowiedzieć o dysfunkcjach społeczeństwa, pisarze wciąż sięgają po motyw książek i ich roli w świecie. Zwłaszcza u Sorokina można odnieść takie wrażenie, jakby książki miały być ostatnim bastionem człowieczeństwa, ostatnią bronią człowieka myślącego, z którą to bronią człowiek się dobrowolnie rozstaje w imię partykularnych interesów i zachcianek.

Po tym, co napisałem do tej pory, może się wydawać, że „Manaraga” to potwornie smutna i dołująca książka. I taką jest w rzeczywistości, jednak Sorokin zadbał też o to, żeby podczas lektury nie popaść w depresję i uraczył nas naprawdę solidną porcją dobrego, bardzo zabawnego i niewymuszonego dowcipu. Choć książek nikt już nie czyta, to wciąż istnieje fetysz „zapachu książki”, znany doskonale każdemu bibliofilowi. My wąchamy książki przewracając kolejne kartki, a Géza wącha je podczas spalania. Dym z każdej z nich pachnie inaczej, a np. taki Dickens to zapach rdzy i kocich szczyn. Żarty z Dickensa nie są jedynymi prztyczkami w stronę naszej kultury, na jakie sobie pozwala Sorokin. Ewidetnie bardzo lubi droczyć się z całą kulturalną klasyką i prowokować jej fanów. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że:

Pierwszy stek usmażono dwanaście lat temu w Londynie na płomieniu pierwszego wydania „Finneganów trenu” skradzionego z British Museum. Przygotowało go i zjadło czterech zacnych mężów: psychoanalityk, florysta, makler giełdowy i kontrfagocista. […] Czterech dżentelmenów, którzy sprezentowali światu nową modę, nazwano nowymi Beatlesami.

Rozbraja też opowieść o kucharzu gotującym na Saulu Bellowie, któremu Gruzini z Kansas zwęglili połowę twarzy, czy gotowanie na „Mistrzu i Małgorzacie” dla… pewnej Małgorzaty i Wolanda. Mistrzostwo w popkulturalnych prztyczkach i odniesieniach osiąga jednak Sorokin gdzie indziej. W opowiadaniu niby-Tołstoja, w którym bohaterem jest nie kto inny jak Tołstoj. To prawdziwy majstersztyk, udanie nawiązujący zarówno do twórczości i osobowości Tołstoja, ale też, mam wrażenie, do… J. R. R. Tolkiena i przybycia Gandalfa do Hobbitonu.

Udała się „Manaraga” Sorokinowi, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Spójny, wciągający świat, realistyczna i co najważniejsze (i najgorsze zarazem!), wcale nie taka nieprawdopodobna wizja przyszłości, to niewątpliwe zalety tej książki. Sorokin trafia tam, gdzie powinien – w czuły punkt ludzkości, czyli przekonanie o własnej wielkości i nieomylności. Tymczasem jesteśmy nieomylni tylko do momentu, w którym się pomylimy. Albo gdy ktoś nam wyciągnie pchłę.

DO SŁUCHANIA:

Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść

Uwaga, dziś będzie muzyka dla ludzi odważnych i o mocnych nerwach, która albo Was zachwyci, albo zniesmaczy. Mazutti, czyli projekt w skład którego wchodzą Macio Moretti, Michał Turowski i Paweł Starzec, to mocna jazda bez trzymanki. Trudna, rozimprowizowana, „kwaśna”, mocno elektroniczna propozycja. Na dobrą sprawę powinno się jej słuchać w skupieniu i ciszy, by docenić ten koncept. Dlaczego więc proponuję ją jako towarzyszkę dla „Manaragi”?

Ze względu na podobnie odważne pogrywanie z kulturową klasyką. W tym przypadku z jazzem. Nazywanie nie jazzowych utworów przetłumaczonymi tytułami z Ornette’a Colemana czy Johna Coltrane’a to szaleństwo, bezczelność i piękna sprawa. Na zachętę mocno „eksperymentalny” teledysk:

Całą płytę znajdziecie z kolei zupełnie za darmo na Bandcampie: https://mazutnoise.bandcamp.com/album/kszta-t-jazzu-kt-ry-ma-doj

W. Sorokin, Manaraga, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *