fbpx
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 17 – Luty
Styczeń 31, 2019
wodecki tak mi wyszło
K. Bałuk, W. Krupiński – Wodecki. Tak mi wyszło [RECENZJA]
Luty 18, 2019

Marco Rossari – Sto żywotów Nemesia Vitiego [RECENZJA]

sto żywotów nemesia vitiego

Chcielibyście przeżyć życie swojego ojca? Choćby fragmentarycznie i we śnie? Widzę, że zdania są podzielone. Cieszcie się w takim razie, że macie wybór, bo nie miał go bohater książki Marco Rossariego.

Nemo Viti, bo o nim mowa, od urodzenia nie miał łatwo. Poczęty został, jak to lubił wszystkim powtarzać, ze starej spermy swojego ponad 70-letniego wówczas ojca. To właśnie jemu i jego starczemu popędowi Nemo przypisuje całe zło, jakie go w życiu spotkało, czy też jakie sobie tylko wyobraził. Trzeba bowiem nadmienić, że Nemesio Viti, zwany dla porządku Starszym, był bardzo żywotnym i „ochotnym” człowiekiem. Jego postać przyćmiewała wszystko i wszystkich, którzy znaleźli się w jego bezpośredniej bliskości. Zwłaszcza syna. Nemo postanowił zerwać kontakty i jakby na przekór ojcu podjąć zupełnie nieambitną pracę w muzeum. W tym samym muzeum, ale w innej sali niż ta, które pilnuje Nemo, wystawę ma jego ojciec. Wydarzenia przyspieszają, gdy w czasie wernisażu Nemesio Viti Starszy trafia do szpitala z kiepskimi rokowaniami. W końcu ma 100 lat.

Domyślacie się już pewnie, że nie mamy do czynienia z potwornie smutną i poważną książką. Wręcz przeciwnie! Opisane wyżej wydarzenia, to tylko wstęp do szalonej historycznej wyprawy w oparach absurdu. Wraz z Nemo w jej trakcie trafimy do międzywojennych Berlina i Paryża, dowiemy się, jak to było z faszyzmem i komunizmem we Włoszech, poczujemy zapach prochu z frontów obu wojen światowych. A to tylko część atrakcji, jakie spotkacie podróżując z Nemo. Wszystko dlatego, że Nemo śni życie swojego ojca. Co noc, odcinek po odcinku, jak w dobrym serialu, ogląda życie znienawidzonego przez siebie człowieka i ulega coraz większej nim fascynacji. Interesuje go zwłaszcza moment własnego poczęcia, ale może nie rozwijajmy tego wątku…

Po drodze przez życie Nemesia spotkamy galerię naprawdę przezabawnych typów. Dość wspomnieć żołnierza z syfilisem, dzięki któremu Nemesio został bohaterem wojennym, czy kierownika “brbrbr” cierpiącego na chroniczne zapalenie żołądka. Rossari w świetnym stylu prezentuje kolejnych dziwnych bohaterów, trzymając jednocześnie gatunkową i stylistyczną spójność. Serwuje nam brawurową komedię pomyłek, która na szczęście nie jest tylko zbiorem gagów, ale zabawną, opowiedzianą od A do Z historią.

Rosario nie tylko ma talent do opowiadania, ale umie też doskonale bawić się konwencją i nie do końca poważnie nawiązywać do pisarskich, czy też ogólnie popkulturowych klisz. Zobaczcie, jak pięknie podeśmiał się np. z nieco snobistycznej mody na zaczytywanie się (czy ze zrozumieniem to już inna bajka) w “Finneganów Trenie” Jamesa Joyce’a:

– A on nie wydał swoich wspomnień?

-Wydał. Nie czytałem

-Dlaczego?

-Muszę jeszcze skończyć “Finneganów Tren”

Pokazuje też, jak bardzo w ciągu ostatniego stulecia zmieniła się polityka i tematy przez nią podejmowane. Jak dużo osiągnęliśmy jako społeczeństwa, nie zauważając tego i nie doceniając:

-Dzisiaj ogłoszono strajk generalny, nie słyszała pani? Jak was znajdą na ulicy, to poturbują, ci bolszewicy nikogo nie oszczędzają.

-Czego żądają?

-Lepszych warunków, płacy minimalnej, wolności.

-Szaleństwo.

-Prawda?

-Tak, że też tego jeszcze nie mają

Kwestie poważniejsze przeplatane są komediowymi, dzięki czemu możemy podejść do trudnych tematów na spokojnie, dobrze się jednocześnie bawiąc lekturą. Konia z rzędem temu, kto nie zaśmieje się na widok pewnej fosforyzującej damy, pojawiającej się na seansie spirytystycznym. A wesz-komunistka intonująca Międzynarodówkę z okna mieszkania? Nie chciałem, żeby te wątki się kończyły! Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to momentami może aż nazbyt łopatologiczne objaśnianie niektórych wątków i żartów, którego koronnym przykładem jest epizod z Ernestem Hemingwayem. Gdyby trochę więcej pozostałoby tu dla czytelnika do domyślenia i wymyślenia, satysfakcja byłaby jeszcze większa.

Te wszystkie zabawy formą i słowem służą jednak przede wszystkim do rozliczenia Nema z przeszłością. Do zrozumienia, kim tak naprawdę jest i dlaczego jest taki, a nie inny. Dobrze, że Rossari potrafił tak ważny temat ubrać w tak lekką i niesamowicie zabawną formę. Lubi surrealizm, a ten nie pozostaje mu dłużny. Rossari zdaje się też stawiać pewne zadanie przed każdym z nas. Gdy już skończymy się śmiać, pomyślmy nad własnymi relacjami z najbliższymi. Nie zawsze potrzebne są do tego realistyczne sny.

DO SŁUCHANIA:

Marta Zalewska – Marta Zalewska

Marta Zalewska to niezwykle ciekawa postać, która od kilku miesięcy coraz śmielej poczyna sobie na polskim rynku muzycznym. Ze względu na graną muzykę i wyznawane wartości, niektórzy nazywają ją spadkobierczynią Janis Joplin czy Jimiego Hendrixa. Choć wydaje mi się, że są to porównania nieco na wyrost, to nie ulega wątpliwości, że debiutancki album Marty jest ze wszech miar godzien uwagi.

To rock, który może trafić do szerokiej publiczności, co jest szczególnie warte podkreślenia jeśli pamiętamy, że mówimy o debiucie. Słyszalny na pierwszy rzut oka żar wykonawczy, ciekawe kompozycje i autentyczna energia Marty – to niewątpliwie olbrzymie atuty tej płyty. Gdy doda się do tego odważne sięganie po inspiracje do klasyki muzyki rockowej nie tylko za granicą, ale i klasyki polskiej, to wiemy, że rzecz jest naprawdę instrygująca. Mimo kilku niedociągnięć i niezbyt przekonującej mnie produkcji, będę się z ciekawością przyglądał, jak będzie się rozwijała kariera Marty Zalewskiej. Coś mi mówi, że jeszcze będzie o niej głośno.

Posłuchajcie koncertu zrealizowanego w radiowej Czwórce:

M. Rossari, Sto żywotów Nemesia Vitiego, Sonia Draga, Katowice 2018.

3 Komentarze

  1. Aguszelka_chodzi_w_szelkach pisze:

    Już tradycyjnie dziękuję za recenzję. Po książkę sięgnę. Mam nadzieję, że już w tym miesiącu. A co do Marty Zalewskiej to ojjjjj dziękuję jeszcze bardziej. Znikam do końca wysłuchać koncertu. Pozdrawiam

  2. Ja tam lubię swoje życie, cudze mi nie są potrzebna. Zresztą nie miałbym ochoty przeżywać użerania się z samym sobą 😀 A tak serio – brak mi nieco humoru w literaturze, więc są szanse, że po ten włoski absurd sięgnę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *