fbpx
wodecki tak mi wyszło
K. Bałuk, W. Krupiński – Wodecki. Tak mi wyszło [RECENZJA]
Luty 18, 2019
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 18 – Marzec
Luty 28, 2019

Therese Bohman – O zmierzchu [RECENZJA]

bohman o zmierzchu

Gdy zaczynałem czytać „O zmierzchu” Therese Bohman, dałbym sobie rękę uciąć, że spędzę czas przy kolejnej typowej powieści feministycznej. Sporo się ich ostatnio u nas wydaje. Całe szczęście, że nie było chętnego na zakład, bo najpewniej pisałbym teraz jedną ręką.

Ciężko jednoznacznie określić, czym „O zmierzchu” jest. Bo w jakimś stopniu jest to powieść feministyczna, jest to też odmiana powieści kampusowej. Znajdą się też tutaj wątki psychologiczne i wycinek z historii sztuki. Sęk w tym, że wszystko jest jednak nieco nieoczywiste. Mam też wątpliwości, czy jednoznacznie dobre.

Therese Bohman

Therese Bohman

Karolina, bohaterka powieści Bohman, to kobieta po 40-stce, której życie zaliczyło twardy restart. Rozstanie z wieloletnim partnerem, nieudane próby zwrócenia na siebie uwagi dawnego kochanka, konieczność zaczęcia wielu spraw od początku. Po przesileniu zaczyna się nowy rozdział, jak u coraz większej części ludzi przekraczających 40 rok życia. Dużo już przeżyli, ale jeszcze więcej chcą przeżyć. Nie czują się nieatrakcyjni, wręcz przeciwnie. Chcą wciąż czerpać życie pełnymi garściami. Karolina jest jedną z takich osób. Mimo solidnych doświadczeń wciąż chce przeżywać wielkie miłości. Zadurza się jak nastolatka, co utrudnia jej normalne funkcjonowanie – nawet w pracy. Różnica taka, że nie daje jej to już tyle, co kiedyś.

Powieść Bohman to na dobrą sprawę monodram Karoliny. Poznajemy jej myśli, uczucia, wydarzenia widziane z jej perspektywy. Nawet narracja nie pozostawia wątpliwości, że poza Karoliną nie liczy się w tej książce nikt i nic. Sedno powieści to jej życie wewnętrzne, które jest zaskakująco rozchwiane. I być może z tego powodu bohaterka jest zupełnie nieprzekonująca. Nie potrafiłem, mimo najszczerszych chęci uwierzyć w jej życie, zrozumieć jej motywacji i wyborów. Być może sam wpadnę w banał tym stwierdzeniem, ale ciężko było mi się pozbyć wrażenia, że opowiedziana przez Bohman historia jest do bólu banalna. Nie do końca wiem, co autorka chciała w ten sposób przekazać. Jeśli chciała pokazać, że kobieta po 40-stce może być wolna, wyzwolona i samodzielna, to śmiem twierdzić, że nie do końca się to powiodło. Karolina chciałaby taka być, ale co chwila gubi się w swoim życiu uczuciowym, łatwo daje się manipulować.

Chciałaby sama o sobie stanowić, ale częściej decyduje za nią alkohol i instynkty, co trochę przeczy popularnemu obecnie modelowi feminizmu. Karolina bez mężczyzn nie potrafi funkcjonować. Być może to jest jednak jednocześnie największa siła tej powieści. Odczarowując feminizm, czy umyślnie czy nie, Bohman pokazuje, że teoria teorią, a życie często płata figle i toczy się zupełnie inną drogą niż byśmy chcieli. Tym samym Bohman prowokuje czytelnika do pytań – o współczesny feminizm i jego rolę w naszym życiu, o silnych i niezależnych ludzi obojga płci, którzy próbują żyć tak, jakby świat wokół nich był drugoplanowy.

Udaje się też Bohman przekazać kilka ciekawych spostrzeżeń o współczesnym uniwersytecie. Miejsce,  w którym pracuje Karolina, choć powołane do krzewienia i rozwijania nauki, w rzeczywistości okazuje się niemal korporacją, z wewnętrznymi gierkami, podchodami. Pełne zawistnych i podejrzliwych karierowiczów, którzy swoje partykularne interesy przedkładają nad dobro uczelni i nauki. „O zmierzchu” można też traktować jako przyspieszony kurs sztuki modernistycznej. Kilka razy w trakcie lektury sięgałem po telefon, żeby zgooglować co ciekawiej opisanych twórców i uzupełnić swoje braki w tym temacie. Po innych tekstach dotyczących książki widzę, że nie byłem w tym odosobniony.

Miałem z powieścią Therese Bohman twardy orzech do zgryzienia. Nastawiałem się na typowo feministyczną opowieść, tymczasem „O zmierzchu” nie do końca nią jest. Pytanie, czy z powodu pewnej nieudolności autorki, czy jednak w wyniku świadomego założenia. Jaka by odpowiedź nie była, nie ulega wątpliwości, że w książce Bohman brakuje dobrej historii. Nie brakuje natomiast kilku ciekawych, skłaniających do refleksji wątków.

DO SŁUCHANIA:

Siksa – Stabat Mater Dolorosa

Jeśli szukacie feminizmu bardzo niegrzecznego, bardzo radykalnego i bardzo wkurzonego, to zdecydowanie powinniście zaznajomić się z twórczością Siksy. Debiutancka płyta duetu, wydana w 2018 roku „Stabat Mater Dolorosa” to popis bezkompromisowego punkowego grania. Jest brzydko, jest brutalnie, nikt się nie przejmuje tymi co bardziej wrażliwymi. Świat z utworów Siksy to świat jakby wyjęty z prozy Masłowskiej, tylko odarty z całego jej literackiego kunsztu. Tutaj jest dużo bardziej kostropato i dużo bardziej prawdziwie zarazem.

Siksa nie stroni od skandali, czego najlepszą pamiątką jest zapis z koncertu grupy podczas OFF Festivalu. Wybierając się na ich koncert, trzeba się liczyć nie z zachwycającymi doznaniami muzycznymi, ale z eksplozją wkurzenia, swego rodzaju misterium dla wkurzonych. Pierwsze spotkanie z ich twórczością może być szokujące, ale warto posłuchać, co Siksa ma do powiedzenia. Tak dziś wygląda punk i tak dziś wygląda ekstremalny feminizm.

T. Bohman, O zmierzchu, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.

 

2 Komentarze

  1. Jaki jest popularny aktualnie model feminizmu?

    • Paweł Cybulski pisze:

      Krzykliwy, trochę nawet bym powiedział, że karykaturalny. Pokazujący kobiety jako super heroski, które na każdym kroku radzą sobie same, zupełnie samowystarczalne i do szczęścia potrzebujące tylko i wyłącznie siebie samych. Zapomina jednak często i nie pokazuje tego, że pod tą ładną i ponętną powłoką kryją się wychodzące z czasem lęki i uzależnienia, które są pochodną takiego dążenia do autonomii za wszelką cenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *