fbpx
rysiek riedel we wspomnieniach
Marcin Sitko – Rysiek Riedel we wspomnieniach [RECENZJA]
Marzec 10, 2019

Robert Seethaler – Trafikant [RECENZJA]

Robert Seethaler Trafikant

Bardzo cenię prozę Roberta Seethalera za prostotę, bezpretensjonalność i pewnego rodzaju banalność. Bardzo dobrze wspominam spotkanie z refleksyjnym “Całym życiem”, dlatego bez cienia wahania sięgnąłem po najnowszą powieść Seethalera – “Trafikanta”.

Teoretycznie można by uznać “Trafikanta” za całkowite zaprzeczenie “Całego życia”. Tam obserwowaliśmy życie prowincjonalnego odludka, człowieka skrytego i tajemniczego. “Trafikant” dzieje się w Wiedniu, a jednym z bohaterów jest Zygmunt Freud we własnej osobie więc na pierwszy rzut oka ciężko posądzać powieść o prowincjonalność. Tymczasem trudno o większy błąd! Pomimo kilku różnic, “Trafikant” również opowiada historię bardzo prostego człowieka z prowincji właśnie, którego rodzinne zawirowania wyniosły do Wiednia lat 30. XX wieku.

Robert Seethaler

Robert Seethaler

Bardzo prosta i przejrzysta jest też sama historia nakreślona przez Seethalera, co akurat w tym przypadku należy jej zapisać na plus. Franz, czyli wspomniany wyżej główny, “wsiowy” bohater, jest tak naiwny i dobroduszny, że budzi jeśli nie sympatię, to na pewno szczery uśmiech.  Trudno się zresztą nie uśmiechnąć, gdy się obserwuje jego perypetie. To, jak poznaje “wielki świat”, jak coraz szerzej otwiera oczy ze zdziwienia, jak zachwyca go każdy nowy szczegół, każdy detal świata, którego do tej pory nie znał, pamięta się długo. Wszystko jest inspirujące i zabawne, bo w perypetiach Franza udało się autorowi zawrzeć dużo niewymuszonego humoru.

Pamiętna okazuje się w tym kontekście zwłaszcza relacja głównego bohatera z Zygmuntem Freudem. To właśnie on, choć ewidentnie postać drugoplanowa, jest tutaj dla całej historii kluczowy. Jak to Freud, obserwuje i interpretuje życie Franza, jego sny i marzenia. Nakierowuje go, otwiera mu nowe furtki myślowe, rozjaśnia niejasne sprawy wiedeńskie. Skupia jednocześnie wszystko to, co Seethaler chce nam w tej książce zasygnalizować. Rosnący w siłę antysemityzm i jego konsekwencje, nietolerancja, brak szacunku dla drugiego człowieka – zwłaszcza, gdy nieco różni się od ogółu. Czy to nie brzmi nieco znajomo? Jednocześnie zwraca uwagę, że porady Freuda są bardzo proste, momentami wręcz prostackie. Bardziej kojarzą się z ludowymi mądrościami spod osiedlowego sklepu, niż z myślą wielkiego naukowca.

Na nie mniej ważnego bohatera drugoplanowego wyrasta w trakcie powieści sam Wiedeń. Miejsce, które u Seethalera jawi się jako niezwykle urokliwe, choć czujące już zbliżającą się katastrofę II Wojny Światowej. Jest piękne, onieśmielające i przytłaczające. Zwłaszcza, gdy musi się w nim odnaleźć człowiek tak nieznający świata jak Franz. Początkowe oszołomienie i przytłoczenie wiedeńską rzeczywistością nie przeszkadza mu jednak w nawiązaniu ciekawego i często zabawnego, z punktu widzenia czytelnika, romansu. To, co Franz przeżywa za sprawą pewnej korpulentnej Czeszki, to jednak tylko przygrywka do tego, co chce nam Seethaler pokazać naprawdę. Bijącą w oczy biedę i nieludzkie warunki, w jakich przyszło żyć dołom społecznym, nawet w tak dobrze funkcjonującym mieście jak Wiedeń. Opisy kamienicy, w której mieszkają emigrantki z Czech mogą budzić grozę, a  mnie jako żywo przywołały z pamięci obrazy zapamiętane podczas lektury “Lalki” Bolesława Prusa. Widzę u Seethalera podobną wrażliwość społeczną i otwartość na sytuację najbiedniejszych. Niepoprawny romantyzm Franza budzi z kolei uprawnione porównania z Wokulskim.

Jak początkowo Franz jest zagubiony i zahukany w wielkim mieście, tak wraz z upływającym czasem, nabiera zaskakującej odwagi i pewności siebie. Jak gdyby nigdy nic stawia czoło policji politycznej, próbuje w pojedynkę przeciwstawić się postępującemu procesowi brunatnienia Wiednia i coraz większej brutalizacji życia. Robi to w sposób zaskakujący i spektakularny – stawiając naprzeciw agresji… swoje sny. Spisane i wywieszone w trafikanckiej witrynie robią wrażenie nawet na tych, którym nie po drodze z życiową filozofią Franza. To też rodzaj terapii dla samego Franza, którego wchodzeniu w dorosłość towarzyszy uczucie nadciągającej klęski. W proszku jest wszystko – jego życie osobiste i miłosne, ale też ledwo co zbudowany geopolityczny i społeczny ład.

Seethaler napisał “Trafikanta” bardzo oszczędnie, jakby ważąc każde słowo i każde zdanie. Tak jakby chciał dopilnować, by tej poważnej w gruncie rzeczy opowieści, nadać nieco lżejszy wymiar. Przekazać czytelnikowi głębsze treści pod płaszczykiem nieskomplikowanej historii o prostym chłopaku. Nie ma zbędnych słów, wszystkie zdania są na miejscu. W polskim wydaniu duża też w tym zasługa tłumaczki, Ewy Kochanowskiej, która znalazła odpowiedni klucz do przełożenia myśli Seethalera na język polski.

“Trafikant” to naprawdę urokliwa i wciągająca powieść, która, choć pozornie prosta, niesie za sobą bardzo ważne przesłanie. Nieważne skąd jesteśmy, nieważne z jakim bagażem wchodzimy w życie, zawsze warto być po prostu przyzwoitym. Choć nieraz przyjdzie za to zapłacić cenę najwyższą. Piękna i mądra historia, która zostaje w pamięci na długo.

DO SŁUCHANIA:

Patrycja Markowska, Grzegorz Markowski – Droga

Gdyby ktoś mnie zapytał kilka miesięcy temu, czy napiszę o płycie Patrycji Markowskiej, to z przekonaniem odpowiedziałbym, że nie, bo nie znajduję w jej muzyce nic, co poruszałoby moje emocje. Tymczasem bach. Jest nowa płyta. I to nagrana z ojcem, Grzegorzem Markowskim. Eee, myślę, pewnie kolejny lekki radiowy pop-rock. Ale posłuchałem z ciekawości. I uwaga, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewałem się, że to będzie tak dobra płyta!

Markowscy postanowili odłożyć na bok konwenanse i kompromisy i po prostu przyłoili solidną, blues-rockową muzyką, która aż kipi od emocji. Świetnie brzmiące gitary znanego z Perfectu Dariusza Kozakiewicza skonfrontowane zostały z rasowo brzmiącą sekcją rytmiczną i uwaga, chórem! Do tego bardzo dobre wokale obojga Markowskich, niezłe teksty i mamy przepis na płytę, która nie tylko mnie mocno zaskoczyła, ale też ma szansę znaleźć się na liście ulubionych w 2019 roku.

Do tego, podobnie jak Seethaler, Markowscy mówią o tym, co w życiu ważne. Dzięki nadaniu płycie charakteru intymnej rozmowy dwójki bliskich sobie ludzi, stworzyli wrażenie dużej bliskości i wzajemnego zrozumienia. Szczególnie przejmująco brzmią wersy wyśpiewywane przez Grzegorza Markowskiego, który nie wyklucza, że była to jego ostatnia płyta w karierze. Spróbujcie, a zobaczycie, że będziecie do tej płyty wracali.

R. Seethaler, Trafikant, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2019.

2 Komentarze

  1. Piszesz o humorze, ale i poczuciu nadchodzącej katastrofy… Ciekaw jestem: jaki jest końcowy wydźwięk książki? Bliżej tej katastrofy czy jednak z nadzieją?

    • Paweł Cybulski pisze:

      Ciężko tu powiedzieć coś więcej, żeby nie zaspoilować. Hmm, powiedzmy więc, że jest i jedno i drugie również na końcu. Bo mimo, że nad Austrię nieuchronnie nadciąga wojna, to czasem słońce wychodzi zza chmur. Trzeba przeczytać, żeby dobrze zrozumieć, co mam na myśli 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *