fbpx
Piąty wymiar – Martin Vopěnka [RECENZJA]
Lipiec 15, 2019
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 23 – Sierpień
Lipiec 31, 2019

Chciałabym, żeby moja muzyka była przyjemnością. Wywiad z Olgą Polikowską

olga polikowska_cover

Choć Olga Polikowska na polskiej scenie muzycznej obecna jest od niedawna, już zdążyła wyrobić sobie dobrą markę i zapracować na miano jednej z nadziei electro popu w Polsce. W wywiadzie rozmawiamy z Olgą o odbiorze debiutanckiej EP-ki i perspektywach na przyszłość. Dowiecie się też między innymi, dlaczego Olga nie może wspominać o pewnym wykonawcy na “B” i dlaczego konsekwentnie pisze swoje teksty po polsku.

Największa nadzieja electro popu w Polsce. W niektórych kręgach już dorobiłaś się takiego tytułu. Jak się z tym czujesz?

Podobno są tacy co tak twierdzą, chociaż osobiście jeszcze ich nie poznałam. Czuję się z tym bardzo dobrze, bo jest to bardzo nakręcające jako wyzwanie. Na pewno nie traktuję tego jako swojego wielkiego sukcesu czy wygranej, po której już mogę nic nie robić. Miło, że ktoś zauważa ten potencjał, ale jeszcze milej będzie, jeśli za jakiś czas te same osoby powiedzą, że spełniłam nadzieje.

Jeden z Twoich utworów, „Od nowa” ma na Spotify już ponad 100 tys. odsłuchań – to chyba niezły wynik? Jak w ogóle oceniasz odbiór debiutanckiej EP-ki?

Bardzo bym chciała, żeby każdy utwór z EP-ki przekroczył taką magiczną liczbę odtworzeń, bo to by świadczyło już o naprawdę fajnym zainteresowaniu tą muzyką. No i jest to sympatyczne, widzieć, że moja praca się komuś podoba. EP-ka została przyjęta bardzo dobrze i budzi to we mnie wiele dobrych emocji. To jednak wciąż dość świeży temat. Zależy mi, żeby ci, którzy posłuchali i polubili tę muzykę, przychodzili też na koncerty i byli tak samo pozytywnie zaskoczeni. I żeby oczekiwali płyty!

olga polikowska

Olga Polikowska, fot. Paweł Cybulski

No właśnie! Z tego co wiem, płytę szykujesz, a kiedy planujesz ją wydać? EP-ka ma przecież dopiero kilka miesięcy, to wciąż świeże wydawnictwo.

Płytę planuję na następny rok, na wczesną wiosnę i mam nadzieję, że nic nie zaburzy tych planów.  Jestem do niej bardzo pozytywnie nastawiona, zwłaszcza po fali dobrych opinii płynących do mnie od słuchaczy. Po wydaniu EP-ki miałam bardzo dużo ochoty, żeby pracować, więc nie zaprzepaszczam tego. Trzeba pracować póki jest wena, bo pewnie w końcu przyjdzie jesień i dołek (śmiech). Muszę wykorzystywać to, co się dzieje. Duży wpływ ma na mnie  przyroda i pogoda – im więcej słońca tym więcej kreatywności.

Ile trwały prace nad EP-ką?

Trwało to kilka miesięcy, może trochę ponad pół roku. To chyba nie jest jakoś dużo, zwłaszcza, że zazwyczaj te pierwsze wydawane utwory bardzo się przeżywa. Wcześniej nie byłam znana szerokiej publiczności, więc tym bardziej musiałam to wszystko dobrze przemyśleć i zaplanować. Chciałam móc się odpowiednio pokazać już na tym najwcześniejszym etapie kariery.

A słuchasz swojej muzyki po jej wydaniu?

Nie!

Dlaczego?

Nie wiem! Chyba nie umiem na to pytanie  dobrze odpowiedzieć. W sumie to zastanawiające, skąd może wynikać takie podejście do własnej twórczości. Zresztą chyba nie zdarzyło mi się nawet słuchać czy czytać wywiadu, w którym artysta opowiada, że do tego stopnia napawa się swoją twórczością, że ją odtwarza. Zdarza się to? Chyba nie.

Chyba nie, wielu ludzi wręcz idzie dalej, mówiąc, że nie cierpi swojego głosu, czy tego jak wygląda przed kamerą.

Ja z głosem jestem pogodzona, ale nienawidzę się oglądać! Wracając do twojego pytania, to myślę, że jest tyle ciekawej i inspirującej muzyki dookoła, że skupianie się na tym, co już się zrobiło, byłoby chyba nie do końca właściwe. Może nawet trochę blokujące. Poza tym, jeśli już coś jest napisane, zarejestrowane i wydane, to chyba nie ma sensu do tego wracać. Nie zmienimy tego.

A nowe wersje? Remixy starych utworów?

No tak, ale to już też jest świeże spojrzenie, z jakiejś perspektywy. Często robi to też osoba niezwiązana z komponowaniem danego utworu.

Czasem kawałek potrafi się bardzo przejeść, jeśli się nad nim długo siedzi. Można w nim grzebać, dłubać, a mimo to nie ma takiego efektu jaki by się chciało osiągnąć. Czasem z kolei są utwory, które płyną same. Ale chyba i tak lepiej się już na pewnym etapie od tego odciąć i zostawić słuchanie innym.

Wstydzisz się jakiegoś swojego utworu? Niekoniecznie nawet wydanego?

Wydaje mi się, że nie, jeszcze niczego takiego nie popełniłam, ale być może się kiedyś zdarzy (śmiech). Nawet jeśli miałam jakieś wpadki, to chyba nie na tyle znaczące, żeby się ich wstydzić czy rozpamiętywać.  Staram się też jednak uważać i myśleć do przodu, bo Internet jest bezlitosny i wszystko może tam trafić w ułamku sekundy. Chociaż mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał mnie skompromitować na siłę.

Rzadkością w electro popie jest chyba śpiewanie w innym języku niż angielski. Ty jednak konsekwentnie piszesz po polsku i to z dobrym skutkiem. Czy twoje filologiczne wykształcenie jakoś pomaga Ci w pisaniu tekstów?

Chciałabym! Naprawdę chciałabym, żeby te studia wpłynęły na to, jak piszę teksty, ale nie do końca jest to linearny związek. Raczej decyduje tutaj ogólne przywiązanie do języka i do słów, może jakieś nawyki z dzieciństwa. Wyniosłam to z domu, że zwracam uwagę na to, jak się wypowiadamy. Jeśli więc piszę swoje teksty, to biorę pełną odpowiedzialność za to, co chcę powiedzieć. Czasem się śmieję, że mogłabym trochę bardziej wychodzić naprzeciw trendom i oczekiwaniom i pisać trochę lżej, ale niektóre słowa w ogóle nie przechodzą mi przez gardło! Nawet nie wiem, w jakim kontekście mogłabym ich użyć. Zobacz: “Instagram”, “selfie”, “telefon” – jak to wrzucić do tekstu piosenki i co to by wniosło? (śmiech) Ale może kiedyś napiszę coś, co by zawierało wszystkie te słowa.

Myślałaś w ogóle o pisaniu po angielsku?

Bardzo dawno temu. Zresztą jak układam sobie linię wokalną, to to wszystko brzmi jak taki hindu-angielski, czyli coś przypominające angielski. Jest to język, który się jakoś pierwszy nasuwa, głównie przez to, że jest niezwykle wdzięczny, bardzo ładnie się układa. Da się po angielsku zaśpiewać straszne banały, których nawet się nie analizuje, ale które brzmią zaskakująco dobrze. Można uzyskać krągłe strofy, łatwe do śpiewania. Z polskim jest dużo trudniej. Ale mimo to wciąż piszę po polsku. Może kiedyś się wydarzy taki utwór, który po angielsku zabrzmi mi wyjątkowo dobrze, teraz jednak mam dużo rzeczy do opowiedzenia po polsku i chcę je powiedzieć dokładnie tak. Przekazanie jakiejś mojej pierwotnej myśli jest zdecydowanie łatwiejsze, kiedy mogę ją wyrazić po polsku. Wyrazy mają inne konotacje i trudno by to było oddać po angielsku.

Masz szeroki zakres zainteresowań: szkoła muzyczna w klasie skrzypiec, balet, aktorstwo. Pomaga Ci to w tworzeniu?

Wszystko to wymieniłabym jako podwalinę do tego, co aktualnie się dzieje. I edukacja muzyczna i doświadczenie aktorskie na pewno bardzo pomagają i przyczyniły się do tego, gdzie jestem. Nie zjadłam zębów na aktorstwie, więc wciąż się tego też uczę, również występując. Na scenie nie zakładam jednak żadnej maski, jestem po prostu sobą. Koncerty to jedno, a zupełnie odrębną rzeczą są teledyski. I tu aktualnie widzę więcej plusów płynących z małego, ale jednak, aktorskiego doświadczenia. Na planie trzeba umieć się skupić, skierować uwagę na najważniejsze zadania, podczas gdy dookoła kręci się ekipa i jest dość duże zamieszanie.

Chciałabyś skomponować kiedyś muzykę do baletu?

To by było coś! Na pewno byłby to jakiś szalony balet – balet na mieście na przykład. Nigdy o tym nie myślałam, ale byłoby to na pewno olbrzymie wyzwanie i dla mnie i dla osób, które miałyby to tańczyć. Jak już napiszę wszystko co mam w głowie, to może faktycznie pójdę w balet. Jakkolwiek dwuznacznie to brzmi (śmiech).

Taki balet uliczny pewnie zrobiłby furorę!

Tak się składa, że przez aktorstwo, które mi towarzyszyło kilka lat, mam super zdolnych znajomych tancerzy, po Wydziale Tańca bytomskiej PWST. Tam stawia się na różne innowacje w ruchu, więc może jest potencjał na jakąś kolaborację!

olga polikowska

Olga Polikowska, fot. Paweł Cybulski

Wiem już z innych Twoich wywiadów, że uwielbiasz Bonobo…

Ojej, nie mogę już tego powiedzieć! Wyjąłeś mi to z kieszeni! Wytwórnia zabroniła mi o tym mówić, bo wszędzie się nim zachwycałam.

…dlatego nie będę o to pytał, ale zastanawiam się czy jest coś,  Cię ostatnio w muzyce zachwyciło?

To nie jest może jakieś odkrycie najnowsze, ale spodobał mi się zespół Golan, który klimatycznie jest bardzo podobny do zespołu, o którym już mówiłeś, a o którym ja nie mogę mówić… Jestem też pod wielkim wrażeniem Jorja Smith, która pojawiła się niedawno i to, co robi jest bardzo ciekawe. Jest też wokalistka nazywająca się Nao i to jest dla mnie duża inspiracja, również pod względem tego jak buduje kompozycje.

A pierwsza piosenka, jaką w ogóle pamiętasz?

No to teraz odpowiem zupełnie od czapy , bo pierwsza piosenka, o której myślę i która mocno zapadła mi w pamięć to coś Leonarda Cohena. Moja mama namiętnie słuchała go z winyli. Drugą taką “domową” piosenką jest “Bolero” Ravela, więc zupełnie inna bajka. Dosyć duży rozstrzał.

Mówiłaś gdzieś, że oglądasz mało klipów na YouTube…

Cofam to, cofam!

…a ja zobaczyłem, że Twoje teledyski są bardzo fajnie przemyślane, spójne. I jak się to ma do tego, że oglądasz/oglądałaś mało tego typu rzeczy?

Chyba wszystko wychodziło do tej pory dość intuicyjnie. Muszę się jednak przyznać do tego, że to też trochę mój błąd i jednak zaniedbałam temat wideoklipów, miałam spore zaległości. Mam tutaj dużo do nadrobienia. Nawet rok temu, gdy mówiłam, że nie oglądam YouTube, nie zdawałam sobie sprawy jak istotna to część twórczości muzycznej. Jak bardzo potrzebujemy bodźców wizualnych. Tymczasem to jest niezwykle ważny element promocji jakiegoś utworu, poza tym to jest bardzo ważne dla przyszłych fanów, żeby zrozumieć klimat danego artysty.  No i tyle osób się przewija przez YouTube, że aż żal to odpuszczać. Jak zaczęłam trochę wychodzić z mojego “Ciemnogrodu” to okazało się, że naprawdę jest mnóstwo świetnych klipów i trochę wzięła mnie zazdrość, co tu ukrywać. Teraz patrzę na to zupełnie inaczej i mam jeszcze kilka takich niespełnionych fantazji, które moglibyśmy zrealizować, żeby zwizualizować jakiś utwór. Także czekam niecierpliwie na kolejny klip! Nie sądziłam nigdy, że to powiem (śmiech).

Odkrywasz nowe lądy!

Tak, bo jednak ważne jest, żeby wyjść poza jakieś swoje przekonania i otworzyć głowę. Trzeba szukać tego, co najfajniejsze w tego typu sferze, bo daje to ogromne możliwości. Oczywiście pewnie nie wszystko da się zrobić od razu… Filmu na razie nie zrobię, ale… małymi krokami buduję ten wizerunek na podstawie tych krótkich filmików, które są dobrą, alternatywną metodą na poznanie muzyki i artysty.

Wyobraź sobie, że masz do najbliższego klipu możliwość zaproszenia jednego aktora/aktorki. Kto by to był? I dlaczego Meryl Streep?

Ha, uwielbiam Meryl Streep, to byłby zupełny kosmos. Zaimponował mi ostatnio Dawid Podsiadło ze swoim nowym klipem, do którego zaprosił plejadę gwiazd. Byłam zachwycona obsadą. I tak sobie myślę, że jakąś alternatywą dla Meryl Streep w naszej polskiej rzeczywistości byłaby Agata Buzek, ale nie wiem czy pasowałaby do mojej muzyki. Na pewno chętnie zaprosiłabym Kingę Preiss, którą uwielbiam i pewnie płakałabym widząc ją. Albo Karolinę Gruszkę. Albo Jacka Braciaka – ale by było! Jakbym jeszcze wzięła Ryana Goslinga, to już bym nawet nie musiała śpiewać!

olga polikowska

Olga Polikowska, fot. Paweł Cybulski

Masz bardzo ciekawą barwę głosu, ale się nią nie popisujesz.

Chyba to wynika z tego, że sama mocno zwracam uwagę na artystów, którzy przede wszystkim stawiają na naturalność. Na barwę, na wydobywanie prostych dźwięków niekoniecznie przy użyciu wszystkich możliwych środków. Lubię ciepłe głosy, miłe dla ucha brzmienia, więc jest to dla mnie jakaś inspiracja. Zawsze zastanawiałam się, co zrobić, żeby mój głos brzmiał ładnie, a nie nad tym, jak pokazać wszystkie możliwe ozdobniki.

Szczególnie podobało mi się to w kilku utworach, które nagrałaś w wersji “Piano”. Planujesz więcej takich akustycznych niespodzianek?

Bardzo lubię wersje akustyczne, lubię jak można “ugryźć” piosenkę tak, żeby poodwracać pewne elementy, poszukać jakiejś innej cechy charakterystycznej utworu. Fajnie by było jeszcze przy jakimś kolejnym utworze nagrać coś w formie akustycznego bonusu. Miałam dużo pozytywnych opinii, że te wersje z pianem są niezwykle interesujące, więc chętnie jeszcze coś podobnego zrobię.

A która z wersji utworów była pierwsza? Akustyczna czy elektroniczna? Podejrzewam, że z pianem, pewnie tak to sobie komponowałaś.

Nie! Pierwsze były wersje studyjne, a później siedziałam w studiu z Jeremiaszem Hendzlem nad jakimiś poprawkami. On zaczął coś podgrywać na pianinie na podstawie którejś mojej kompozycji, a ja zaczęłam sobie do tego jamować. W ten sposób dość szybko zrobiliśmy wersję akustyczną jednego z utworów, a przy okazji usłyszała to moja managerka, która zachęciła mnie, żeby to opublikować. Ze spontanicznego grania wyszło coś fajnego.

Dokończ zdanie: Chciałabym, żeby moja muzyka…

…była przyjemnością, nawet dla osób, które nie znając mnie na nią natrafią i stwierdzą, że to im poprawiło nastrój. W muzyce chodzi o to, żeby odczuwać przyjemność ze słuchania i nastrajać się pozytywnie. Jeśli ktoś przypadkowo włączyłby moją muzykę i powiedział potem: “wow, mam dobry dzień”, to niczego więcej mi nie trzeba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *