fbpx
współczesna rodzina flatland
Współczesna rodzina – Helga Flatland [RECENZJA]
Sierpień 6, 2019
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 24 – Wrzesień
Sierpień 31, 2019

Bunt wizjonerów – Jerzy Jarniewicz [RECENZJA]

bunt wizjonerów jarniewicz

Leszek Kołakowski napisał kiedyś: “Są dwie okoliczności, o których pamiętać nam trzeba jednocześnie. Po pierwsze, gdyby nowe pokolenia nie buntowały się nieustannie przeciw odziedziczonej tradycji, żylibyśmy nadal w jaskiniach; po wtóre, jeśli bunt przeciw odziedziczonej tradycji stanie się kiedykolwiek uniwersalny, znajdziemy się w jaskiniach z powrotem[1]”. Choć dla niektórych to słowa pewnie niemal obrazoburcze, doskonale oddają, co swoją najnowszą książką chce przekazać Jerzy Jarniewicz.

“Bunt wizjonerów” to kolejna już pozycja w dorobku Jarniewicza poświęcona latom 60. Po wydanym kilka lat temu “All You Need Is Love” przyszedł teraz czas na temat nieco bardziej mroczny, choć też od miłości niewolny – bunty. I w przeciwieństwie do tamtej, będącej przede wszystkim zbiorem wydanych już wcześniej artykułów, “Bunt wizjonerów” od początku był planowany jako pełnoprawna i samodzielna książka. Już samo to daje jej przewagę, bo wydaje się, że znacząco wpłynęło na spójność i płynność lektury.

bunt wizjonerów jerzy jarniewiczJarniewicz kreśli tutaj przekrojową historię kontrkulturowego buntu lat 60., lokując jego początek podczas studenckich strajków na Uniwersytecie w Berkeley. Jeszcze przed epoką kontrkultury i dzieci kwiatów, choć z hasłami ewidentnie już ją zapowiadającymi. Bunt lat 60., jak i całość ówczesnych zjawisk, jawi się dziś raczej jako naiwny, ale pozostawił po sobie bardzo dużo. Pytanie, czy to, co po nim zostało, wciąż jest postrzegane jako buntownicze?

W “Buncie wizjonerów” Jarniewicz pokazuje bardzo fachowo i skrupulatnie kulturę buntu lat 60. i wszystkie jej “przyległości”. Nie brakuje tekstów o nieco dziecięcej wierze w moc LSD i innych narkotyków. W opinii wielu miały przenieść ludzkość na inny poziom i pozwolić zaprowadzić nowy ład społeczny. Podobnie jak komputery osobiste, o których w latach 60. zaczęło się mówić po raz pierwszy i które miały być wedle ówczesnych badaczy symbolem buntu i wyzwolenia. Zwraca też uwagę historia Rolls-Royce’a, przemalowanego przez Johna Lennona na psychodeliczne kolory. Sam fakt, że “zrobił to” właśnie samochodowi tej, a nie innej marki, jest najlepszym świadectwem buntu tamtych czasów. Pewnego rodzaju buntem, choć nienazwanym wprost, bo mającym umocowanie naukowe, był podbój Księżyca. Ten symbol romantyzmu, obiekt westchnień wielu zakochanych został przez NASA odarty z jakiejkolwiek otoczki niesamowitości. Okazał się kawałkiem szarej skały, po której chodzą ludzie, depcząc przy okazji wyobrażenia wielu.

Szybko się jednak okazało, co Jarniewicz umiejętnie wychwytuje, że bunt w takiej formie ma olbrzymi potencjał kulturowy. Nie tyle nawet do wytworzenia kultury odrębnej, co do zintegrowania z kulturą już istniejącą. Jarniewicz przytacza przykład “Białego Albumu” Beatlesów, jako dzieła, które było swego rodzaju punktem stycznym awangardy, rockowej kontrkultury i kultury masowej. Choć niezwykle eklektyczny i momentami nawet dziwny, “Biały Album” stał się symbolem swoich czasów. Podobnie jak twórczość związanej z Johnem Lennonem Yoko Ono. Na wskroś awangardowa, a mimo to dość szybko i płynnie wchłonięta przez kulturę masową. Oczywiście, Jarniewicz nie ucieka od teorii, że to związek z Beatlesem utorował Ono drogę do szerokiej publiczności. Sugeruje jednak, że to jej przejście wydarzyłoby się tak czy inaczej, właśnie w ramach wchłaniania szeroko rozumianego buntu przez kulturę.

Wróćmy do pytania, co zostało z tego buntu i czy wciąż możemy mówić w ogóle o buncie. To skomplikowane, ale prześledźmy po kolei. Studenci z Berkeley protestowali przeciwko korporatyzacji uczelni i odebraniu im statusu miejsc więzotwórczych, w  których kluczową rolę odgrywają wiedza i wspólnotowość. Tymczasem dziś, ponad 50 lat po tamtych wydarzeniach to podejście korporacyjne jest dominujące w szkolnictwie wyższym na całym świecie. Równie szybko upadł mit narkotyków, jako środków służących wyzwoleniu. Częściej mówi się obecnie o ich zniewalającej mocy i olbrzymich fortunach, jakich dorobili się niektórzy producenci (inną kwestią są też środki psychotropowe, będące często używane współcześnie jako zamienniki narkotyków). Podobnie rzecz się ma z komputerami osobistymi, kojarzonymi dziś raczej z pewnego rodzaju zniewoleniem ludzi, uzależnionych od łatwo dostępnych i względnie tanich technologii. Nikogo już nie rażą dziwne malowania samochodów czy sztuka awangardowa. Wszystko spowszedniało i rozmyło się, a kontrkultura zdaje się być przeżuta i wypluta przez system, któremu się przeciwstawiała.

Wydaje się, że to główne przesłanie płynące z tekstu Jarniewicza. Autor zresztą doskonale wie, czym jest bunt i w jakim kierunku może iść. Sam jest przez wielu nazywany “buntownikiem przekładu”, tłumaczem niepokornym, poszukującym i walczącym o jak najlepszy los dla innych tłumaczy. Wie też doskonale, jak bunt może zostać wykorzystany przeciw buntownikom, albo w sprytny sposób skanalizowany przez decydentów.

Choć “Bunt wizjonerów” jest dość pesymistyczny w swej wymowie, to nie można Jarniewiczowi odmówić autentycznego zaangażowania w omawiany temat i szczerego podziwu dla buntowników lat 60. Otwarte jednak wciąż jest pytanie, jak ten bunt ma się dziś. I czy dziś, po wchłonięciu przez główny obieg tamtego buntu, obecne pokolenia wciąż mają się przeciw czemu buntować. Zastanówmy się też, czy bunt jako postawa faktycznie nie dąży do opisywanej przez Kołakowskiego uniwersalizacji. Marny wtedy nasz los.

DO SŁUCHANIA:

The Beatles (White Album)

Wybór w pewien sposób jednocześnie oczywisty i nieoczywisty. Oczywisty, bo powołuje się na niego sam Jarniewicz i pokazuje, jako przykład dla swoich rozważań. Poza tym, to też fantastyczna płyta dokumentująca koloryt czasów, w których powstała. I choć wydawać by się mogło, że powiedziano i napisano o niej wszystko, to zeszłoroczne wydanie jubileuszowe zadaje temu kłam i czyni mój wybór już mniej oczywistym. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod lupę jego najbogatszą wersję.

Mamy w niej aż sześć (!) płyt CD, jedną Blu-Ray oraz ogromną książkę. Zawiera dokładną dokumentację sesji nagraniowych, mnóstwo wspomnień oraz portrety całej czwórki z Liverpoolu, wprost gotowe do wstawienia w ramki. Dla mnie, jako dla Beatlefana to wydawnictwo jest cały czas źródłem uciechy i inspiracji. Zwłaszcza, gdy sięgam po te dodatkowe płyty, które zawierają demówki nagrywane w domu George’a Harrisona, czy alternatywne wersje utworów znanych z płyty. Posłuchajcie zresztą sami. Zostawiam Was z wczesną wersją “While My Guitar Gently Weeps” 🙂

[1] L. Kołakowski, Sens tradycji, Miesięcznik Znak nr 770-771, Kraków 2019.

J. Jarniewicz, Bunt wizjonerów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

1 Komentarz

  1. Bunt jest, był i będzie. Będzie przybierał różne formy, a korporacyjno-konformistyczna machina kapitalizmu będzie starała się go pożreć lub zasymilować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *