fbpx
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 23 – Sierpień
Lipiec 31, 2019
bunt wizjonerów jarniewicz
Bunt wizjonerów – Jerzy Jarniewicz [RECENZJA]
Sierpień 22, 2019

Współczesna rodzina – Helga Flatland [RECENZJA]

współczesna rodzina flatland

Dzieci, rozwodzimy się. W coraz większej liczbie rodzin padają te słowa. Normą staje się samotne wychowywanie dzieci, rodziny patchworkowe. Do tego jesteśmy już w pewien sposób przyzwyczajeni. Jednak gdy rozwieść się postanawiają siedemdziesięciolatkowie, czujemy się wciąż dość dziwnie. No bo jak zareagować na informację, że rozstają się ludzie, którzy spędzili ze sobą niemal całe dorosłe życie?

A z taką informacją muszą się zmierzyć bohaterowie “Współczesnej rodziny” Helgi Flatland. Kolejna pozycja w odświeżonej Serii Skandynawskiej Wydawnictwa Poznańskiego przynosi czytelnikowi mnóstwo materiału do analizy, wiele wątków, nad którymi warto się pochylić, ale i wiele rozczarowań, nie będę tego ukrywał.

Wydaje się, że do sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie Flatland można podejść na dwa sposoby: komediowo, z przymrużeniem oka i wszechobecnym cudzysłowem, albo śmiertelnie poważnie, przeprowadzając niemalże psychologiczną analizę współczesnej rodziny i jej kondycji.

W ten pierwszy motyw postanowili zainwestować twórcy netflixowego serialu “Grace i Fankie”. “Kazali” rozwieść się dwóm parom z kilkudziesięcioletnim stażem, dziećmi, wnukami, wiodącym teoretycznie dobre i uporządkowane życie. Byłoby takie, gdyby nie pewien drobny szczegół: homoseksualny romans, w wyniku którego panowie postanawiają odejść od swoich żon. Cała historia opowiedziana jest bardzo lekko, ironicznie i z gracją, nic więc dziwnego, że kolejne sezony wciąż znajdują pokaźne grono widzów.

współczesna rodzina flatlandHelga Flatland postanowiła zagospodarować biegun przeciwny i zaproponowała nam historię bardzo smutną, wręcz beznadziejną. Świadoma i (wydaje się) przemyślana decyzja dwójki starszych ludzi, pozornie dotycząca tylko ich samych, doprowadza w konsekwencji do rozpadu całego ich otoczenia. Ludzie zaczynają się krzywdzić, często nawet bezmyślnie i bez powodu. Chciałoby się powiedzieć, że z miłości, ale nie wiem czy to stwierdzenie odpowiednie.

Powieść Flatland, choć wydana w serii skandynawskiej, z typową prozą skandynawską ma raczej mało wspólnego. Gdzieś ulotnił się charakterystyczny dla autorów z północy klimat tajemnicy i niedopowiedzenia, a Flatland kolejne akapity podaje wprost, jakby postanowiła nadać treści priorytet nad formą. Podobnie mało skandynawscy wydają się sami bohaterowie – krzyczą, przeżywają wszystko bardzo “na zewnątrz. Mogłoby to być bardzo odświeżające, gdyby stała za tym ciekawsza historia.

Brakuje jej tymczasem polotu. Byłaby wręcz bardzo zwyczajna, gdyby momentami nie była zupełnie niewiarygodna. Decyzja o rozwodzie podjęta przez parę starszych ludzi doprowadza do konsekwencji całkowicie nieprzewidywalnych – rozpadu całego ich otoczenia, spowodowanego nagłym pędem do autodestrukcji wszystkich zainteresowanych. Bohaterom nie do końca się też wierzy. Rodzice po rozwodzie utrzymują normalne, koleżeńskie stosunki, a dzieci (dorosłe!) zaczynają się zachowywać co najmniej niezrozumiale. Przejęci rozstaniem rodziców podejmują jakąś heroiczną walkę o swoje związki, osiągając skutek odwrotny od zamierzonego.

To diametralnie inny obraz rodziny “porozwodowej” od tego lansowanego przez “Grace i Frankie”. Tam historia też wydaje się nieprawdopodobna (umówmy się, ilu 70-letnich gejów decyduje się na porzucenie żon i stworzenie nowego związku homoseksualnego?), ale prowadzi zupełnie gdzie indziej. To, co początkowo wydaje się katastrofą, po pewnym czasie nabiera nowego znaczenia, umożliwia nowe przyjaźnie i konfiguracje towarzyskie, a finalnie wręcz spaja obie rodziny zamiast je burzyć. Flatland idzie natomiast w kierunku “rozwód=koniec historii rodziny wraz z przyległościami”. Dla jasności – nie twierdzę, że to kierunek zły. Brakuje mi jednak jakiejś spójności i wiarygodności w tej historii.

Być może wina leży też po stronie przyjętej przez autorkę strategii narracyjnej. Oddaje ona głos trójce dzieci rozwodzącej się pary. Każde z nich opowiada tę historię ze swojej perspektywy, uwypuklając skutki tej decyzji rodziców na własne życie. I tu jest chyba największy problem powieści Flatland – zupełny “odlot” emocjonalny. Rozumiemy, że rozwód rodziców może być katastrofą dla nastolatków, ale nie dla ludzi dwa razy starszych, z poukładanym życiem. Tymczasem decyzja rodziców uruchamia dość szalony w gruncie rzeczy łańcuch zdarzeń, którego nikt nie potrafi zatrzymać.

Odkładając nieco na bok wątpliwości co do wiarygodności emocjonalnej bohaterów, należy zauważyć, że na pierwszy plan wysuwa się inna kwestia. Kwestia tego, czy możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że kogoś znamy, nawet jeśli spędziliśmy z nim pół życia. Być może jesteśmy w stanie mylić się w naszych sądach i ocenach o 180 stopni. Ten sam problem nurtuje zresztą też bohaterów “Grace i Frankie”. Radzą sobie jednak z nim w dużo lepszym stylu.

To, co przebija zarówno z książki jak i serialu, to pochwała ludzkiej omylności. Prawdopodobnie to największa zaleta prozy Flatland. Dzięki “Współczesnej rodzinie” autorka pokazuje, że każdy z nas popełnia błędy, a czasem w ich wyniku cierpią nasi najbliżsi. Szkoda tylko, że ważny temat ubrała w historię, która częściej męczy swoją niedorzecznością, niż zachwyca mądrym podejściem do sprawy. W pozornie głupawym serialu doskonale wiedzieli, jak wyważyć te proporcje. Grace i Frankie mi świadkami.

DO SŁUCHANIA:

The Allman Brothers Band – At Fillmore East

W sytuacji, gdy mówimy o prozie skandynawskiej, rozsądek zazwyczaj nakazuje mi poszukanie muzyki z tych rejonów świata. Najczęściej mu ulegam, bo muzyka skandynawska jest nie tylko świetna, ale i szalenie zróżnicowana. Jednak w przypadku, gdy literatura ze Skandynawii jest tak wybitnie mało skandynawska, musiałem pójść innym tropem. I tu z pomocą przyszła rodzina.

Rodzina Allman, a konkretnie bracia Greg i Duane, którzy w 1969 roku założyli The Allman Brothers Band, będący do dziś jedną z ikon blues-rockowego grania. To też zespół naznaczony tragiczną historią – gdy w 1971 roku w wypadku zginął Duane, jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Muzycy jednak pozbierali się i pod dowództwem drugiego z braci grali jeszcze z powodzeniem przez dziesiątki lat.

Kanonicznym zapisem tego pierwszego etapu w historii zespołu jest płyta zarejestrowana podczas legendarnego występu w Fillmore East. Zawiera takie niekwestionowane przeboje jak “Statesboro Blues” czy “Whipping Post” i do dziś jest uznawana nie tylko za najlepszą płytę w dorobku Allmanów, ale i jedną z najlepszych w historii rocka. W 2003 roku została sklasyfikowana na 49. miejscu listy 500 albumów wszechczasów wg Rolling Stone.

Posłuchajcie i przekonajcie się, jak może brzmieć zgrana rodzina.

H. Flatland, Współczesna rodzina, Wydawnictwo Poznańskie, tłum. Karolina Drozdowska, Poznań 2019.

 

2 Komentarze

  1. Zaraz, zaraz… Czemu ludzka omylność wymagać ma pochwały?

    • Paweł Cybulski pisze:

      Bo to miła odmiana w czasach, gdy staramy się udawać, że wszystko wiemy i że wszystko nam wychodzi – a potem chwalić się tym na Instagramie czy Facebooku. A życie jednak w moim odczuciu składa się z wpadek i pomyłek, i to jak z nich wybrniemy, świadczy o nas. Dlatego czasem warto pochwalić ludzką omylność. Za to, że jest i że sprowadza nas na ziemię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *