fbpx
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 24 – Wrzesień
Sierpień 31, 2019
doktor bianko bielawski
Doktor Bianko i inne opowiadania – Maciek Bielawski [RECENZJA]
Wrzesień 9, 2019

Bratanek Wittgensteina – Thomas Bernhard [RECENZJA]

bratanek wittgensteina thomas bernhard

Bernhardzie, drogi Bernhardzie. Co ja się z Tobą mam. Zrozumieć Cię nie sposób, męczysz swoim pisaniem i nie dajesz się zbliżyć. Gdy myślę, że nic z naszej znajomości nie będzie, Ty nagle wyciągasz rękę.

Gdybym napisał kiedyś list do Thomasa Bernharda, zacząłby się pewnie w ten sposób. Jego twórczość jednocześnie mnie fascynuje i odbija od siebie, brnę przez kolejne strony jego powieści, na zmianę zachwycony i skonfundowany. “Wymazywanie. Rozpad” zaczynałem chyba pięć razy, za każdym razem odpadając na innym etapie. Przytłoczony treścią i formą nie potrafię dotrwać do końca. Są jednak takie dni jak ten, gdy przyniosłem do domu “Bratanka Wittgensteina” i które udowadniają, że wszystko się może zdarzyć. Bernhard w końcu do mnie trafił. Alleluja.

bratanek wittgensteina thomas bernhardByć może w oczach części szanownych czytelników wyjdę na ignoranta i osobę niegodną pisania o Bernhardzie, ale tak było. Doceniając jego niewątpliwy kunszt, nie potrafiłem sobie poradzić nie tylko z treścią i stylem, ale również ze sposobem zapisu. Gęstość opowieści potęgowana tam była przez gęstość zapisu, brak jakiejkolwiek przestrzeni na kartach książki. Wymuszało to maksymalną koncentrację i pełne poświęcenie bernhardowskiej prozie. I choć w “Bratanku Wittgensteina” niewiele się w tej materii zmieniło – wciąż mamy niesamowicie gęsty zapis, wciąż Bernhard raczy nas ciągłymi, niepokojącymi powtórzeniami pewnych fraz, to ratunek przychodzi skądinąd. Od historii opowiadanej przez austriackiego pisarza. Historii, która jak na jego standardy jest momentami wręcz nawet zabawna.

“Bratanek Wittgensteina” to kolejna w dorobku Bernharda książka zawierająca elementy biograficzne. Jednak w odróżnieniu od innych, tutaj głównym bohaterem Bernhard uczynił nie siebie, lecz swojego przyjaciela Paula Wittgensteina, tytułowego bratanka słynnego Ludwiga Wittgensteina. Powieść zaczyna się ostatnim spotkaniem Bernharda i Paula – w czasie, gdy obaj przebywali w szpitalu. Bernhard leczył płuca z gruźlicy, a Paul przebywał na oddziale psychiatrycznym. To ostatnie spotkanie, które zresztą nie wyszło do końca tak, jak miało wyjść, jest dla Bernharda pretekstem do powrotu do przeszłości. Do wspomnień, do chwil beztroskich, ale i gorzkich. Fakt, że głównym bohaterem został Paul, otwiera przed Bernhardem nowe możliwości. Skupiając się teoretycznie na kimś innym, może opowiedzieć o sobie z innej perspektywy. Nabrać dystansu, przejrzeć się w oczach swojego przyjaciela i skonfrontować siebie z wyobrażeniem o sobie. Okazuje się bowiem, że to, co prawdziwie istotne w życiu Bernharda, działo się gdzieś na styku relacji z Paulem, z ich spotkań wynikało wiele więcej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Nie tylko zresztą Paul był istotną postacią w życiu Bernharda. Równie zafascynowany był Thomas całą jego rodziną, której najwybitniejszym “wierzchołkiem” był Ludwig. Biznesmeni, artyści, niespokojne duchy. Z całą pewnością była to rodzina, która mogła fascynować i inspirować. Bernhard w ogóle lubi opowiadać o swoich znajomych, budować swoją postać w ich odbiciu. Większość bohaterów ‘Bratanka Wittgensteina” to osoby prawdziwe, występujące w powieści pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Bernhard nie boi się takiej konfrontacji, bo doskonale wie, do czego ma mu to służyć i jaki cel chce osiągnąć. Każda postać ma swoją rolę do odegrania i ma wypełnić jakiś brakujący fragment bernhardowskiej układanki.

Czym jednak różni się “Bratanek Wittgensteina” od chociażby wspomnianego “Wymazywania”? Przystępnością, choć może brzmi to dziwnie w stosunku do prozy Bernharda. Tak jednak jest. To książka o mniejszej intensywności, zawierająca dużo więcej treści w treści, choć niewolna też od typowo bernhardowskich powtórzeń, które albo się pokocha, albo znienawidzi. Przystępność budują też opisywane w książce wydarzenia. Autor nie sięga tylko po te brutalne/gniotące/przytłaczające, ale pozwala też sobie na sporo (jak na niego) luzu. Konia z rzędem temu, kto nie uśmiechnął się przy scenie wręczania nagród literackich, albo wyprawy po gazetę wiedeńską. Ba, co bardziej obeznani w niektórych kwestiach mogą wręcz zacząć się śmiać. Śmiech przy Bernhardzie, niebywałe! A jednak – chociażby przy wspomnianej scenie z gali literackiej. Jeśli ktoś liznął trochę tego środowiska, poznał mechanizmy nim rządzące i mentalność ludzi biorących udział w takich wydarzeniach, to nie ma mowy, żeby skwitował to tylko nieśmiałym uśmiechem.

Jak zwykle w przypadku Bernharda mamy też do czynienia z doskonałym tłumaczeniem Marka Kędzierskiego, który opatrzył powieść także posłowiem. To świetnymateriał dla każdego, kto chciałby o Bernhardzie dowiedzieć się więcej i lepiej zrozumieć jego motywacje. Kędzierski jest bowiem nie tylko wybitnym tłumaczem, ale i prawdziwym fanem twórczości Bernharda. Możemy być więc pewni, że z posłowia (jak i z samego tłumaczenia) bije prawdziwa pasja i autentyczne zafascynowanie tematem.

To wszystko sprawia, że chyba nie ma lepszego tytułu na zaczęcie przygody z Bernhardem. Znajdują się tutaj wszystkie elementy charakterystyczne dla jego pisarstwa, ale podane w formie jakby nieco przystępniejszej. Oczywiście, to wciąż jest Bernhard – ciężki, powtarzający pewne zwroty jak katarynka i roztrząsający problemy egzystencjalne. Ale jeśli “Bratanek Wittgensteina” nie przekona Was do twórczości Austriaka, to nie zrobi tego już chyba nic. Ja czuję się przekonany i na pewno dam kolejną szansę innym jego książkom. Jestem mu to winny.

DO SŁUCHANIA:

Glenn Gould

Z wyborem muzyki do tego tekstu miałem nie mniejszy problem niż z samą, niełatwą, twórczością Bernharda. On, miłośnik muzyki klasycznej i opery, ja niemający o nich pojęcia. Nie chcąc wyjść na dyletanta, postanowiłem poszukać ratunku na zewnątrz i w ten sposób trafiłem na artykuł w portalu meakultura.pl – Glennialny Gould. Thomas Bernhard a radykalizm fortepianowy. Choć nie dotyczy on bezpośrednio “Bratanka Wittgensteina”, to jednak fachowo omawia i muzyczne fascynacje Bernharda i twórczość samego Goulda. Polecam sprawdzić!

T. Bernhard, Bratanek Wittgensteina, tłum. Marek Kędzierski, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2019.

 

1 Komentarz

  1. To chyba jakaś specjalna odmiana czytelniczego masochizmu sprawia, że człowiek wraca i męczy, męczy, aż zmęczy. I jeszcze gdzieś po drodze się zachwyci. Też na nią cierpię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *