fbpx
Dominika Słowik
Dlaczego o pamięci warto pisać książki? Rozmowa z Dominiką Słowik
Październik 7, 2019
zuzanna ginczanka
Cień w cień – Jarosław Mikołajewski i Ginczanka [RECENZJA]
Październik 15, 2019

Tylko smutek jest piękny – Krzysztof Karpiński [RECENZJA]

mieczysław kosz_tylko smutek jest piękny

Lubię, gdy biografia wybitnej osoby opowiada o czymś więcej niż tylko główny bohater. Czasem równie ciekawe są czasy, w jakich żył czy okoliczności społeczno-polityczne. Czasem biografowi udaje się też opowiedzieć o jakimś szerszym zagadnieniu, bądź zwrócić uwagę czytelnika na wątek, nad którym ten wcześniej być może w ogóle się nie zastanawiał.

Są jednak postacie o życiorysach tak niesamowitych i pokręconych, że w ich historii zawiera się to wszystko, a nawet jeszcze więcej. Takim przypadkiem bez cienia wątpliwości jest Mieczysław Kosz. Niewidomy pianista, który nie ustępując w niczym największym polskim pianistom jazzowym, wytrwale pisał swoją historię w trudnych czasach PRL-u. Trudnych obiektywnie, ale i trudnych subiektywnie, z punktu widzenia Kosza i jego rodziny. Choć urodził się jako zdrowe dziecko, to jednak szybko zaczął tracić wzrok. Wpływ na to miały nie tylko czynniki chorobowe, ale też ciężkie warunki w jakich dorastał. Są tacy, którzy twierdzą, że rozwój ślepoty u Kosza można było powstrzymać, wymagałoby to jednak dobrego leczenia i pełnej współpracy ze strony jego rodziców. O dobre leczenie trudno było w powojennej rzeczywistości polskiej prowincji, a swoje dokładał też ojciec pianisty, który wręcz torpedował zalecenia lekarzy. Mimo to, Mieczysław Kosz wyrósł na jednego z najciekawszych artystów swojego pokolenia. Jak mu się to udało?

mieczysław kosz_tylko smutek jest pięknyJego fenomen próbuje zbadać Krzysztof Karpiński, autor biografii Kosza, której pierwsza edycja ukazała się pod koniec lat 80. Teraz, na nowej fali zainteresowania Koszem (wkrótce ukaże się poświęcony mu film) Karpiński postanowił przygotować kolejne wydanie. Uzupełnione o znalezione w międzyczasie informacje i wypowiedzi, rzucające trochę nowego światła na postać Mieczysława Kosza. Bo trzeba Wam wiedzieć, że była to postać o tyle wybitna, co tajemnicza i nieco zapomniana poza środowiskiem jazzowym. Karpiński odtwarza jego historię mozolnie, krok po kroku, osoba po osobie. Fascynacja muzycznym talentem przerodziła się w małe prywatne śledztwo, które doprowadziło go do tej książki.

Przyznać muszę, że jest to ten typ biografii, który nie porywa mnie jakoś szczególnie. Na pewno jest to bardzo cenne źródło wiedzy dla wszystkich jazzfanów. Zwłaszcza dla tych, którzy nie śledzili jeszcze tej muzyki w czasach, gdy Kosz żył i gdy wychodziło pierwsze wydanie tej książki. Praca Karpińskiego zdążyła przez lata obrosnąć swego rodzaju mitem, nazywana była lekturą obowiązkową każdego fana jazzu. I to wszystko prawda, ale pod pewnymi warunkami: gdy zawęzi się krąg odbiorców faktycznie tylko do fanów jazzu i weźmie poprawkę na to, że biografia Kosza z lat 80. po prostu była jedynym namacalnym źródłem wiedzy o tym muzyku, z jakichś względów nieco zapomnianym. Gdy się te kryteria wyłączy, w rękach czytelnika ląduje biografia solidna, poświęcona niewątpliwie wybitnemu muzykowi, będąca wypadkową autentycznej fascynacji autora swoim bohaterem. A jednak , wybaczcie mało literackie wyrażenie, to nie żre. W odróżnieniu od książki Jarosława Mikołajewskiego poświęconej Zuzannie Ginczance, która też jest wynikiem wielkiej fascynacji bohaterką (więcej o niej już wkrótce!), jest to dość sztampowa biografia, w której ciężko doszukać się jakiejś wartości dodanej. Od dzieciństwa Kosza prowadzi nas rok po roku przez jego życie i coraz większe sukcesy, aż do tajemniczej nieco śmierci w wieku zaledwie 29 lat. 

I to tak naprawdę wszystko, co można powiedzieć o tej książce. Mieczysław Kosz był wybitnym pianistą, ale i bardzo skromnym, wrażliwym człowiekiem, który próbował oswajać swoją niepełnosprawność poprzez żarty z samego siebie. Potwornie samotny, ukojenie znajdował tylko w muzyce. Jego historia to doskonały materiał na porywającą biografię, który jak do tej pory nie został w pełni wykorzystany. Bardzo doceniam archiwistyczną pracę, jaką wykonał Krzysztof Karpiński, ale chciałbym zobaczyć, co z tych materiałów zrobiłby ktoś inny. Być może doczekalibyśmy się wtedy opowieści, która trafi nie tylko do serc miłośników jazzu, ale miałaby szansę przedstawić Kosza znacznie szerszej publiczności. Pamiętajmy jednak, że Karpiński był i jest jedyną osobą, która ten temat podjęła. Gdyby nie on, o Koszu moglibyśmy w ogóle nie pamiętać.

Choć Mieczysław Kosz był postacią, która bez wątpienia miała życiorys pokręcony nie mniej niż czasy, w których przyszło mu żyć, to ciężko w książce Karpińskiego znaleźć coś więcej niż przyzwoitą biografię. To bez wątpienia portret wybitnej jednostki, który poza tym niewiele wnosi do świadomości czytelnika. Nie rozbudza jego ciekawości, nie zwraca uwagi na ważne w kontekście bohatera wątki. Jest tylko i aż solidnym zapisem życia. Trochę szkoda, ale nie tracę nadziei, że to dopiero początek odkrywania Kosza na nowo.

DO SŁUCHANIA:

Mieczysław Kosz – Reminiscence

Tutaj nie mogło być mowy o żadnej innej płycie. Choć Mieczysław Kosz nagrań pozostawił zaskakująco mało, to jego płyta wydana w serii Polish Jazz (jako nr 25) bez wątpienia należy już do klasyki polskiego jazzu.

Kosz daje się tam poznać jako pianista o ogromnej wyobraźni i bardzo wszechstronny. To zresztą nie powinno dziwić, gdy się pamięta o jego młodzieńczym zamiłowaniu do muzyki klasycznej. “Reminiscence” to miks autorskich kompozycji i oryginalnych parafraz. Jedna z nich to beatlesowskie “Yesterday”. Utwór zagrany tak, że bez problemu da się go poznać, a jednocześnie będący zupełnie nową jakością. Kosz improwizuje wokół głównego tematu z wielkim wdziękiem i wirtuozerią, a ja przez jakiś czas miałem ten utwór zapętlony w odtwarzaczu.

K. Karpiński, Tylko smutek jest piękny. Opowieść o Mieczysławie Koszu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

2 Komentarze

  1. Z tego co czytałem, filmową biografię można podsumować w podobny sposób.

    • Paweł Cybulski pisze:

      Niestety ja też słyszałem jedynie mocno średnie opinie o filmie. Trzeba się będzie przekonać na własnej skórze, ale obawiam się, że najlepsza tam będzie muzyka 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *