fbpx
premiery miesiąca
Premiery miesiąca. Odcinek 25 – Październik
Wrzesień 30, 2019
Dominika Słowik
Dlaczego o pamięci warto pisać książki? Rozmowa z Dominiką Słowik
Październik 7, 2019

Zimowla – Dominika Słowik [RECENZJA]

Zimowla Dominika Słowik

Czym jest historia i jak wpływa na nasze życie? Czy większą rolę odgrywa w niej to, co pamiętamy czy to, czego pamiętać nie chcemy?

Dominika Słowik w swojej “Zimowli” próbuje szukać odpowiedzi na te pytania, prezentując jednocześnie czytelnikom historię z pogranicza kryminału, magii i przygody. Z jakim skutkiem? Co najmniej bardzo dobrym!

Cukrówka to miasteczko bez historii. Powstałe po II wojnie światowej na fali ówczesnej industrializacji. Rozrastało się wokół lokalnego zakładu, który upadł wraz z komuną, degradując Cukrówkę po raz kolejny do niższej ligi. Wydawać by się mogło, że nic znaczącego nie miało okazji się tam wydarzyć. Tymczasem nic bardziej mylnego – w lokalnej historii zapisały się trzy cuda maryjne, a okolica dorobiła się nawet lokalnego muzeum.

zimowla_dominika słowikMuzeum, które jest jednocześnie przeciwieństwem dbania o pamięć i najważniejszym ogniwem budowania lokalnej historii. Można się spierać, czy powstanie takiego muzeum jest w tym przypadku fabularnie uzasadnione (mało znam tego typu miasteczek, które mogłyby się pochwalić takowym), ale nie ulega wątpliwości, że Dominice Słowik udało się tym ruchem zapakować szerszy problem do małego pudełka. W muzeum nie bywa już nikt oprócz wycieczek szkolnych i wszyscy czekają tylko na jego zamknięcie, ale z drugiej strony okazuje się bardzo ważnym, kluczowym wręcz elementem w rozgrywce o lokalne wpływy i możliwość kształtowania historii.

Co do tego, że nie ma jednej i niepodważalnej historii, chyba nikt nie ma wątpliwości. Każdy pamięta inaczej, na co innego zwraca uwagę. Zwłaszcza w takim miejscu jak Cukrówka, której historia pisze się tu i teraz, bez tego, co kiedyś. Kiedyś to tutaj wciąż dziś i tylko od aktorów tych wydarzeń zależy, jak je zapamiętają i przekażą dalej. Czy komunizm był dla takich miasteczek zbawieniem czy przekleństwem? Co by było, gdyby zakład kiedyś nie zastrajkował, a babka głównej bohaterki nie miałaby haków na urzędników w teoretycznie wolnym już kraju? Być może nic by się nie zmieniło, a być może zmieniłoby się wszystko. Być może drobna zmiana w układzie sił spowodowałaby trudne do przewidzenia konsekwencje i poprowadziła lokalną historię w zupełnie innym kierunku.

Przy “Zimowli” ciężko się uwolnić od takich pytań, trudno o jednoznaczne i łatwe odpowiedzi. Nie próbuje ich też narzucać autorka, która różne tropy podrzuca, by za chwilę je zmylić i wywieść czytelnika na manowce. Nie da się nie zwątpić i nie wejść w któryś ze ślepych zaułków. Ale im więcej takich pomyłek, tym większa radość z ich odkręcania, z prostowania historii, która już powstawała w czytelniczej głowie. Zupełnie jak w dobrym kryminale, ale trzeba mieć na uwadze, że “Zimowla” kryminałem nie jest. A na pewno nie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Choć będzie tu i morderstwo i podejrzane typy i traumatyczne wydarzenia sprzed lat. Będą też stare, niewygaszone spory, które w wielu przypadkach okażą się kluczowe dla całej historii.

Wciąż jednak nie można mówić o kryminale. To przede wszystkim powieść obyczajowa z elementami kryminalnymi, w której bez trudu odnajdzie się też echa fantastyki i młodzieżowych przygodówek, a to wszystko ubrane w ironiczno-makabryczny humor (spróbujcie się nie roześmiać, gdy dotrzecie do sceny z babcią i workami z ziemią. Albo do jakiegokolwiek opisu pierdołowatego ojca głównej bohaterki, którego ta nazywa “nieuświadomionym fetyszystą paradoksów”). Brzmi jak przepis na katastrofę, ale Dominika Słowik wybrnęła z tej ślepej z pozoru uliczki z dużym wdziękiem.

Dominika Słowik_Zimowla

Dominika Słowik, fot. Paweł Cybulski

Prawdopodobnie również dlatego, że obok świetnej historii i ciekawego problemu, ma do przekazania czytelnikowi coś więcej – że nie wszystko musi być takie, jakie się wydaje, a nawet najbardziej nieprawdopodobne wydarzenia mogą mieć zupełnie banalne wyjaśnienie. To też banalne w swojej prostocie, ale często pomijane przez dużo bardziej doświadczonych autorów.

Zwraca uwagę fakt, jak udanie i sprytnie Dominika Słowik nawiązuje do swojej debiutanckiej powieści – “Atlas: Doppelganger”. Tam też w pewnym sensie chodziło o pamięć i wspomnienia, ale jednak przykryte dużą dawką nostalgii. W “Zimowli” jest więcej tego, co już zdążyliśmy polubić, rozwiniętego w nieoczekiwanych czasem kierunkach. Dużo tu krytyki społecznej, pewnego rodzaju żalu do bezdusznego kapitalizmu i pytań o pamięć zbiorową. Postaci z obu książek mogłyby natomiast występować tu i ówdzie razem i pewnie dobrze by się dogadały, albo przeciwko sobie spiskowały. I to wszystko dzieje się, choć mówimy o powieściach na dobrą sprawę zupełnie różnych. I fabularnie i konstrukcyjnie. Łączy je to, że bazą jest dla nich pamięć, wspomnienia i próba dojścia z tym do ładu.

Gdy trzy lata temu Dominika Słowik była nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia za “Atlas: Doppelganger” można się było zastanawiać, czy właśnie objawia się nam świetna i pewna swojego pióra autorka czy mamy jedynie do czynienia z gwiazdą jednego sezonu. Po “Zimowli” nie mam już wątpliwości, że Słowik na dłużej zagości w świadomości czytelników. Pisze tym samym własną historię, której, zdaje się, nikt poprawiać ani przepisywać nie będzie musiał. A to cechuje tych naprawdę bardzo dobrych.

DO SŁUCHANIA:

Andrzej Kowalski Quartet – Abstrakt

Takie zaskoczenia lubię najbardziej. Trzy dni temu nie miałem pojęcia kim jest Andrzej Kowalski. Nie wiedziałem, aż wybrałem się na koncert z okazji 10-lecia Radia Jazz, gdzie Kowalski ze swoim kwartetem uświetniali jubileusz rozgłośni. I choć byli tylko “przystawką” przed triem Marcina Wasilewskiego, to bardzo szybko kupili mnie swoją bezpretensjonalnością, oryginalnością i wirtuozerią, której nigdy bym się po 20-latkach nie spodziewał.

Odkryciem okazał się też sam lider, na pierwszy rzut oka zachowujący się nieco dziwnie. Dysponuje jednak nie tylko dużym talentem muzycznym, ale i abstrakcyjnym poczuciem humoru, które w jakiś sposób przełożył też na język muzyczny. Niech wypowiedzą się za niego tytuły utworów z debiutanckiej płyty kwartetu: “Neonowy bluszcz”, “Sonda lambda” czy “Kislorod”. Nie tylko w nazwach tkwi siła tej muzyki, ale również w jej nieoczywistości. To niby jazz, ale odważnie czerpiący z rocka i elektroniki, więc pewnie wielu jazzowych purystów może mieć problem z przełknięciem tej propozycji. Ale właśnie dzięki tej nieoczywistości, różnorodności wpływów i niewymuszonemu humorowi płyta kwartetu Andrzeja Kowalskiego bardzo dobrze będzie pasowała do twórczości Dominiki Słowik.

D. Słowik, Zimowla, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.

 

2 Komentarze

  1. Ironiczno-makabryczny humor? Żal do bezdusznego kapitalizmu? Melduję, że jestem zainteresowany 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *