fbpx
u siebie i na wyjeździe
U siebie i na wyjeździe – K. O. Knausgard i F. Ekelung [RECENZJA]
23 listopada, 2019
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 27 – Grudzień
1 grudnia, 2019

Czarne Słońce – Jakub Żulczyk [RECENZJA]

czarne słońce_żulczyk

Jakub Żulczyk nie raz udowodnił już, że jest pisarzem bezkompromisowym i jeńców nie bierze. Budzi tym samym dużo kontrowersji i dorobił się całkiem pokaźnego grona zaciekłych krytyków. “Czarne Słońce”, jego najnowsza powieść, nie zmieni tego stanu rzeczy. Ba, jeszcze bardziej rozgrzebie tylko mrowisko, w które Żulczyk kij włożył już dawno temu.

Gdy pisarz sięga po dystopię i wokół niej buduje pomysł na powieść, zawsze zapala się u mnie lampka alarmowa. W wielu przypadkach to wybór najprostszy. Oczywisty, czasem aż nazbyt, gdy chce się opowiedzieć o jakimś zjawisku, którego boimy się dziś, ale którego konsekwencje możemy sobie tylko wyobrażać. Przeniesienie akcji w przyszłość, nawet nieodległą, niesie za sobą konieczność zbudowania całego wiarygodnego świata właściwie od podstaw. Bazując na wyobraźni i dostępnej wiedzy, wyposażony w lęki o których chce opowiedzieć, autor zaczyna robotę. Jej skutki bardzo trudno jest przewidzieć.

Tak było też w przypadku nowej książki Żulczyka. “Czarne Słońce” to historia osadzona w niedalekiej przyszłości. W Polsce, która wyszła z Unii Europejskiej, a władzę w niej przejęli brunatni radykałowie do spółki z klerem. Już taki zestaw budził moją obawę. Zwłaszcza w połączeniu z nazwami typu “Prawdziwy faszyzm”, obleśnym i stereotypowym, wydawało się bohaterem – Gruzem, czy subtelnym inaczej “Ojcem Premierem”. Obawiałem się czy Żulczyk nie dryfuje w kierunku wątpliwie zgrabnej, również często dystopijnej, prozy Ziemkiewicza czy Lisickiego.

I na początku jest ciężko. Niezgrabnie, nużąco, brutalnie. Wiele razy zadawałem sobie pytanie, po co aż tak epatować przemocą. Po co z taką anatomiczną niemal dokładnością opisywać zwyrodniałe wyskoki Gruza. Zastanawiałem się też, czy taka dawka agresji znajdzie uzasadnienie fabularne, bo częściej niż zachwyty towarzyszyło mi coraz głośniejsze “Serioo…?”. Dużo jest tu nie tylko niedorzeczności, ale i zwyczajnych dłużyzn, przez które brnie się w nadziei, że za zakrętem pojawi się coś, co to wszystko wynagrodzi. I wiecie co? To przychodzi. Jak zbawienie, można by rzec, ale nic więcej nie dodam, żeby nie zaspoilerować tego i owego.

czarne słońce_żulczykPrzychodzi wraz ze zrozumieniem, że być może Żulczykowi nie chodziło do końca o to, żeby napisać bezbłędną i logiczną powieść. “Czarne Słońce” nią nie jest, zapomnijcie. Ta książka nie jest na serio. To znaczy nie jest na serio w warstwie konstrukcyjnej i stylistycznej. To komiks, literacki punk, którego krzyk jednych odrzuci i zniesmaczy, a drugim pokaże, że choć możemy czuć się bezpiecznie, to wcale bezpieczni nie jesteśmy. System wciąż chce nas zjeść. Bez znaczenia kto siedzi za jego sterami, bo politycy zawsze są tacy sami – cyniczni i wyrachowani, niezależnie od tego, co mówią do kamer.

W warstwie fabularnej Żulczyk ma dla nas ciekawe przesłanie, które stopniowo odsłania i które krok po kroku uzasadnia pewne rozwiązania. Pewnie, można mu zarzucać efekciarstwo i granie na niskich emocjach, zrzynanie od Twardocha i innych popularnych zawodników, stosowanie klisz. To wszystko prawda, ale wydaje mi się, że nie powinniśmy czynić Żulczykowi z tego tytułu zarzutów. Ta książka po prostu miała taka być. Miała być popkulturowym melanżem, który jedzie po bandzie dobrego smaku. “Czarne Słońce” jest niewygodne, bo wysadza nas z ram literatury jaką większość zna i łatwo przyswaja. Bije, gryzie i drapie. Pokazuje, że zło może tkwić w wielu z nas i czasem tylko od warunków zewnętrznych zależy, czy dojdzie do detonacji wewnętrznego Gruza. Trochę o tym opowiadało też “Wzgórze psów”, ale tam Żulczyk skupił się bardziej na perspektywie lokalnej. Na sytuacji, kiedy może się jeszcze wydawać, że ktoś nad tymi procesami ma kontrolę i że wszystko dzieje się w łatwym do ogarnięcia świecie. W “Czarnym Słońcu” tych złudzeń pozbawia.

Wszystkie te fajerwerki powodują jednak, że część wydarzeń staje się tak absurdalna i przerysowana, że zaczynają się wymykać nawet tej komiksowej stylistyce narzuconej przez Żulczyka. Trzeba trochę samozaparcia i dobrej woli, by nie dać się temu zniechęcić. Warto bowiem doczytać do końca, żeby być świadkiem zaskakującego zakończenia. Zaskakującego nawet jak na standardy tego, co czytaliśmy wcześniej. Można się spierać o jego interpretacje, ale dla mnie najważniejsze jest tutaj wrażenie, że tak naprawdę niczego nie wiemy. Nie wiemy, co jest dobre i złe. Czy nasze działania mają jakikolwiek sens – tu i gdzieś, w jakimś kosmicznym świecie. Tak też widzę żulczykowy zabieg z formą. Na pewno kontrowersyjną i obrazoburczą, ale może wcale nie? Może tacy po prostu jesteśmy? Może obrzydzenie budzi w nas prawda o nas samych, o naszym człowieczeństwie, pod które lubimy podpinać wzniosłe idee, a tak naprawdę jest niewiele znaczącym błędem rzeczywistości?

Można tak gdybać i zastanawiać się, pretekstów Żulczyk daje nam wiele. Niektórzy recenzenci sugerują co prawda, że “Czarne Słońce” to powieść, która zachwyci tylko gimbazę, ale zapytam przewrotnie: “I co z tego?”. Bardzo dobrze, że ta książka ma szansę trafić do młodego pokolenia, bo to ono ma coraz większy wpływ na to, co dzieje się w tym kraju. A książka Żulczyka to w gruncie rzeczy brutalny traktat pacyfistyczny i okrutna przestroga. Zło można łatwo obudzić, za łatwo.

Wcale się nie dziwię, że “Czarne Słońce” to twardy orzech do zgryzienia dla recenzentów, bo to powieść szalenie nierówna. Brawurowe pomysły mieszają się tu z fabularnymi kapiszonami, a uwaga czytelnika zbyt łatwo grzęźnie na mieliznach lektury. Z drugiej strony mamy do czynienia z powieścią, w której ekskluzywność formy ciekawie koresponduje z uniwersalnym przesłaniem. Gdyby tylko pozbyć się jeszcze karygodnych błędów edytorskich i redakcyjnych…

DO SŁUCHANIA:

Noże – Gniew

O zespole Noże informowałem Was całkiem niedawno, przy okazji wywiadu, jaki przeprowadziłem z Karolem Kruczkiem. Uznałem jednak, że trudno będzie znaleźć inną muzykę, która tak dobrze wchodziłaby w dialog z powieścią Żulczyka.

Noże to krzyk, rozpacz i gniew. Wołanie o pomoc zmęczonych młodych ludzi, którzy próbują się poskładać do kupy. To punk i nie punk, muzyka, która brzmi jak rock, chociaż nie posiada rockowej struktury. Noże to jednak przede wszystkim emocje, których nie brakuje też u Żulczyka. To może być połączenie wybuchowe, dawka bardzo mocno stężonej energii. Myślę jednak, że będziecie umieli zrobić z tego użytek.

J. Żulczyk, Czarne Słońce, Świat Książki, Warszawa 2019.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.