fbpx
Walentynowicz. Anna szuka raju - okładka książki
Walentynowicz. Anna szuka raju – Dorota Karaś, Marek Sterlingow [RECENZJA]
4 kwietnia, 2020
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 30 – Maj
4 maja, 2020

Ja – Elton John (Autobiografia) [RECENZJA]

Książka Elton John - Ja - autobiografia

Film “Rocketman” uznaję za jeden z najlepszych biograficznych filmów muzycznych, jakie znam. Dowcipny, szczery, świetnie zagrany i prawdziwy (oczywiście ze świadomością, że to prawda nieco reglamentowana). Elton John został w nim sportretowany jako nie tylko wielki gwiazdor, ale i człowiek pełen wad. Wydana właśnie autobiografia artysty również podąża tym tropem.

Przy czym termin “autobiografia” należy wziąć tutaj w duży nawias. Podobnie jak przy wielu innych tego rodzaju projektach, przedrostek “auto-” to bardziej chwyt reklamowy niż rzeczywistość. Elton John przy pisaniu skorzystał z pomocy ghostwritera, ale, co nie zdarza się często, pozwolił mu wyjść z cienia. Oficjalne podziękowania dla Alexisa Petridisa, brytyjskiego dziennikarza i krytyka muzycznego rozwiewają wątpliwości, kto nadał książce ostateczny kształt. Nie byłoby go jednak bez barwnej zawartości.

Elton John - Ja -autobiografia

Elton John – Ja

A tej nazbierało się przez całe życie Eltona Johna, oj nazbierało. Każdy, kto wie cokolwiek o popkulturze i współczesnej muzyce, wie też, że Elton John do świętoszków i ludzi nieskomplikowanych nigdy nie należał. Nie mając łatwego startu w dorosłość, szybko dał się porwać sławie i towarzyszącym jej demonom. Stał się nie tylko jednym z najciekawszych artystów swojego pokolenia, ale też szalonym potworem, siejącym spustoszenie po kilku drinkach i kreskach kokainy. Po terapii, która pozwoliła mu wyjść na prostą, stał się natomiast eleganckim, ustatkowanym starszym panem, będącym żywym przykładem na to, że rodziny LGBT to nie są mrzonki lewicowych radykałów.

Każda z tych twarzy Eltona jest zupełnie inna, ale razem składają się na bardzo prawdziwy i szczery obraz gwiazdora. Każdy z tych okresów obfitował też w niezwykle ciekawe wydarzenia, będące źródłem licznych anegdot, których w autobiografii nie brakuje. Kogo tu nie ma! Naćpany John Lennon chowa się przed Andym Warholem, brytyjska “Królowa Matka” wpada na lunch, Yoko Ono opowiada o sprzedaży stada bydła, przy różnych okazjach przewijają się też Ringo Starr, Bob Dylan, David Bowie czy Freddy Mercury.  Choć tych “gościnnych występów” jest pełno w każdym rozdziale, to i tak na każdym kroku dziękowałem autorowi (autorom), że nazwał książkę po prostu “Ja”. To kwintesencja tego, co można by nazwać autobiografią, zazwyczaj nie do powtórzenia w biografii pozbawionej wkładu autorskiego. Zwłaszcza, że życie Eltona Johna jest cudownie, tabloidowo przesadzone. Elton nie ma oporów przed plotkowaniem o każdym i w każdych okolicznościach i wydaje się, że przy zbieraniu tych wspomnień bawił się nie gorzej od swoich czytelników.

To relacje są solą tej książki. Elton miał, i wciąż ma, niezwykle barwnych znajomych, o których potrafi świetnie opowiadać. Zdecydowanie woli skupiać się na nich i okolicznościach towarzyszącym spotkaniom niż na przykład na własnej twórczości. Potrafi dużo opowiedzieć o swojej przyjaźni z Berniem Taupinem, wieloletnim współpracownikiem i autorem wielu tekstów, ale próżno szukać tu informacji o ich pracy twórczej. Elton nie bawi się w wyjaśnienia, nie chce rozwodzić się nad procesem twórczym, kwestie muzyczne pozostawia na drugim planie. “Ja” jest opowieścią przede wszystkim o ludziach. Nie znaczy to na szczęście, że muzyki nie ma w ogóle. Jest i to często mniej oczywista, niż można by oczekiwać. Elton, jak większość gwiazd jego pokroju, wielkie przeboje woli zostawiać samym sobie. Chętniej mówi o utworach i płytach nieco mniej popularnych, ale nie mniej ważnych. Nie jestem wybitnym znawcą jego muzyki, więc dużym i przyjemnym zaskoczeniem była dla mnie informacja na przykład o utworze “Empty Garden” zadedykowanym pamięci Johna Lennona.

Elton John - Ja - ksiażkaElton John nie próbuje też ukrywać, że przez wiele lat był prawdziwym koszmarem – wrakiem człowieka, który wszystkim daje się w kość. Stało się to swego rodzaju znakiem rozpoznawczym artysty, z  którego ten też doskonale zdaje sobie sprawę. Umie jednak te niezaprzeczalne wady przekuć w zalety – opowiadając o nich. Przebijająca się z kart książki szczera skrucha połączona z wybitnym poczuciem humoru sprawia, że Eltonowi jesteśmy w stanie wiele wybaczyć. Zwłaszcza dziś, gdy z kontrowersyjnego gwiazdora przerodził się w domatora, szczęśliwego męża i ojca dwójki dzieci, zasłużonego w walce z HIV i AIDS, zmagającego się w ostatnich latach z nowotworem.

“Ja” to przede wszystkim szczerość i prawdziwe życie. Dobrze uzupełnia film “Rocketman” i uświadamia, że Elton naprawdę szykuje się do przejścia na emeryturę. Robi to jednak w świetnym stylu – spróbujcie nie zaśmiać się podczas czytania tej książki. Gwarantuję, że się nie uda. A i niejedno wzruszenie też macie jak w banku.

DO SŁUCHANIA:

Elton John – Jump Up

Tym razem zaskoczenie nie ma. Ponieważ w trakcie lektury sam odkrywałem mniej znaną twórczość Eltona Johna, postanowiłem podzielić się nią również z Wami. Dlatego sięgnąłem po album “Jump Up” z 1982. Nagrywany w trudnych dla Eltona czasach – szczytowego uzależnienia od narkotyków, alkoholu i jedzenia, w dodatku niedługo po śmierci Johna Lennona, z którym łączyła go przyjaźń.

To właśnie z tej płyty pochodzi utwór “Empty Garden” zadedykowany Johnowi Lennonowi, który jest nie mniej przejmujący niż “Candle In The Wind” rozpopularyzowane po śmierci Księżnej Diany. “Empty Garden” to dowód wielkiej przyjaźni i wrażliwości Eltona Johna. Utwór tak wzruszający, że Elton prawie nigdy nie wykonywał go publicznie. 

E. John, Ja,  tłum. Piotr Grzegorzewski, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2020.

1 Komentarz

  1. Appian pisze:

    Ja ja czytam z zapartym tchem,oczywiscie orginal takze przeczytany.
    Wydaje mi sie , ze niestety do destrukcjindoprowadzil go pan Reed , ktory okazal sie wielkim nieporozumieniem, po drugie jego wybuchowosc jest zwuazana z genami rodzinne.
    Wiemy, ze latwego dziecinstwa nie mial, wiec mozemy go oceniac iz byl zawsze zlym czlowiekiem okrutnym itd.
    Uwazam, ze jest wrazliwym, fajnym gosciem, ktory w pewnym okresie sie zagubil.
    Jak wspomina nigdy nie byl przemocowy , czego o Johnie Reedzie nie mozna powiedziec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *