fbpx
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 30 – Maj
4 maja, 2020
Okładka książki Ewa Schilling - Nadfiolet
Nadfiolet – Ewa Schilling [RECENZJA]
11 maja, 2020

Drobiazg. Miłość w czasach genetyki – Markéta Baňková [RECENZJA]

Drobiazg. Miłość w czasach genetyki - zdjęcie książki, której autorką jest Markéta Baňková

Wydaje się, że miłość w kulturze była już przerobiona na wszystkie sposoby i odmieniona przez wszystkie przypadki. Wydaje się, bo jak pokazuje Markéta Baňkowá i jej “Drobiazg. Miłość w czasach genetyki”, zawsze można znaleźć nowy punkt wyjścia. Opowiedzieć historię miłosną na nowo.

Czytelnicy mojego bloga doskonale wiedzą, że bardzo sobie cenię wydawnictwo Dowody na Istnienie i ich serię Stehlik, będącą wyborem ulubionych czeskich książek Mariusza Szczygła. Szczygieł sięga albo po klasykę, która od dawna nie była w Polsce wydawana, albo proponuje polskim czytelnikom podróż w nieznane. W twórczość młodych, często dość awangardowych autorów. To właśnie dzięki takiej prozie i książce “Jestem egzaltowaną lentilką” Petra Měrki? polubiłem tę serię. Jej najnowsza odsłona, choć nie jest tak radykalna, to może zostawić czytelnika z nie mniejszym poczuciem konfuzji niż proza Měrki. Przyczyny tego stanu rzeczy będą jednak zgoła inne.

“Drobiazg. Miłość w czasach genetyki” Markéty Baňkovej nie jest książką obrazoburczą. Jej siła tkwi w czymś zupełnie innym – na niebanalnym ujęciu tematu i konsekwentnej odwadze w doprowadzeniu sprawy do końca. Główny bohater powieści Baňkovej, Tomas, jest młodym naukowcem, studentem zafascynowanym genetyką, DNA i wszystkim, co wiąże się z procesami dziedziczenia. To sprawia, że trudno mu o holistyczne spojrzenie na świat. Skupia się na jego fragmentach, zwłaszcza tych związanych jakoś z jego ukochaną genetyką. DNA staje się dla niego wszystkim – nie tylko nośnikiem informacji genetycznej i głównym aktorem procesu dziedziczenia genów, ale również rodzajem przewodnika po rodzinie, społeczeństwie i obowiązujących w nich relacjach.

Drobiazg. Miłość w czasach genetyki - Marketa Bankova

Marketa Bankova – Drobiazg. Miłość w czasach genetyki

Choć autorka nadając powieści taki, a nie inny tytuł, zdaje się sugerować, że będziemy czytali głównie o miłości, to w gruncie rzeczy jest to dość sprytny chwyt. Niepozbawiony podstaw, ale mogący odrobinę zdziwić co bardziej literalnie odbierających rzeczywistość czytelników. Miłość jest tu bowiem rozumiana bardzo szeroko – od tradycyjnie pojmowanej miłości międzyludzkiej, po dość kontrowersyjną miłość międzygatunkową. Wobec skomplikowanych losów Tomasa nie brakuje też rozważań, czym jest rodzina i pokrewieństwo i czy powinniśmy myśleć o nich szerzej niż tylko w granicach genetycznych powiązań. Obsesja Tomasa na punkcie genetyki zdaje się przybierać na sile z każdą kolejną stroną książki. Wraz z poszukiwaniami swoich krewnych Tomas popada w coraz większą paranoję, która znajdzie ujście w jego nietypowych eksperymentach. Zakładając, że ludzkie ciało jest niczym więcej niż tylko kłębowiskiem genów i informacji przez nie przekazywanych, pozwala sobie na coraz więcej, doprowadzając do realizacji niebezpiecznego, choć z punktu widzenia czytelnika również absurdalnie śmiesznego eksperymentu.

Skłonność Czechów do absurdu i czarnego humoru była już omawiana dziesiątki razy w najróżniejszych publikacjach. Staram się więc nie poruszać tego wątku, jeśli naprawdę nie muszę, bo gdy sam widzę w tekstach określenia “czeski humor” od jakiegoś czasu reaguję na nie alergicznie. Trudno jednak pominąć ten aspekt literatury Markéty Baňkovej. Udała się jej bowiem rzecz, która dla wielu autorów byłaby zapewne misją samobójczą. Nie tylko napisała książkę na poły naukową, ale okrasiła ją też solidną dawką dowcipu, który w odpowiednich momentach umiejętnie rozładowywał zbyt duże natężenie poważnych myśli. To chyba największa siła tej książki. Autorce udało się bowiem połączenie ognia i wody – naukowy w swym wydźwięku wywód został skonfrontowany z zabawną historią i przekazany czytelnikom w sposób więcej niż przystępny. Jeśli ktoś cierpiał w szkole na lekcjach biologii, to teraz ma idealną okazję do nadrobienia zaległości.

Świat wykreowany przez Baňkową nie tylko na to pozwala – on wręcz zachęca, żeby sprawdzić opisywane teorie na własnej skórze. Kto mi nie wierzy niech przekona się sam – mimo całej mojej sympatii do Tomasa i reszty bohaterów, w gruncie rzeczy to nie oni są tu najważniejsi. W pewnym momencie nie zwracamy uwagi na ich losy, bardziej przejmując się kondycją ludzkości. Wiem, zabrzmiało górnolotnie. Ale to naprawdę ma sens.

DO SŁUCHANIA:

Budka Suflera – Cień wielkiej góry – live Przystanek Woodstock 2014

Niedawna śmierć Romualda Lipki sprowokowała mnie do odkurzenia płyt Budki Suflera. Wielu, zwłaszcza młodszym słuchaczom zespół ten może kojarzyć się z mało wyszukanymi, acz przebojowymi “Takim tangiem” czy “Balem wszystkich świętych”. Coraz mniej osób pamięta natomiast, że u swych początków był to jeden z najciekawszych polskich zespołów grających rocka progresywnego.

Panowie z Budki Suflera postanowili przypomnieć o tym sobie i słuchaczom w 2014 roku, podczas oficjalnych obchodów 40-lecia grupy. Na Przystanku Woodstock zagrali wtedy w całości swój debiutancki album “Cień wielkiej góry”. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Zbigniewa Wodeckiego i Off Festivalu, wielu uważało, że Budka i Przystanek Woodstock to połączenie, które nie może się udać. Cóż, udało się znakomicie, a Budka potwierdziła wtedy, że wciąż jest (była) jednym z najlepszych składów rockowych w Polsce.

M. Baňková, Drobiazg. Miłość w czasach genetyki, tłum. Dorota Dobrew, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.

 

2 Komentarze

  1. Alergicznie na czarny humor? Ale jak to tak! Ja o nim cały rozdział pracy magisterskiej pisałem, a tu takie negatywne reakcje. A tak serio… Ja jeszcze się nie nabawiłem alergii i nadal to dla mnie magnes. Choć, oczywiście, musi to być dobrze przeprowadzony humor czarny.

    A tak na marginesie… W tych czasach jaki inny może być humor?

    • Paweł Cybulski pisze:

      Ajajaj, wygląda na to, że się nieprecyzyjnie wyraziłem 🙂 Nie na czarny humor reaguję alergicznie. Uwielbiam czarny humor! Alergicznie reaguję tylko na wszechobecne zbitki „czeska książka, absurd, czarny humor”. No bo ile można 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *