fbpx
studio radiowe - Trójka
Trójka – Historia osobista
17 maja, 2020
czeski raj - jaroslav rudis, okładka książki
Czeski raj – Jaroslav Rudiš [RECENZJA]
30 maja, 2020

Polska przydrożna – Piotr Marecki [RECENZJA]

polska przydrożna - piotr marecki - okładka

“Polska przydrożna” Piotra Mareckiego to książka, którą bez problemu można przeczytać w jeden wieczór. Jednak myśli się o niej potem dużo dłużej, zastanawiając się, z czym mamy tak naprawdę do czynienia: z żartem, dziwnym eksperymentem czy książką po prostu słabą?

Przyznaję, zanim siadłem do lektury, wiedziałem już, że “Polska przydrożna” budzi kontrowersje. Choć do ocen na lubimyczytac.pl podchodzę zawsze z dużym dystansem, to tu opinie były, mówiąc delikatnie mało przychylne. Podobnie zresztą jak na Goodreads. Ki czort, pomyślałem. Marecki wypuścił jakiegoś gniota? Coś tu się nie klei.

Przypis dla mniej zorientowanych – Piotr Marecki to dr hab., profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kulturoznawca, autor co najmniej kilku dobrych książek, wreszcie szef lubianego przeze mnie wydawnictwa Korporacja Ha!art, w którym wypuszcza na świat książki, których często nie idzie nazwać inaczej niż eksperymentalnymi. Zawsze trzymały jednak poziom, nawet jeśli czasem konfundowały.

I mamy teraz “Polskę przydrożną”. Książkę, która zrodziła się z “przedłużonego wieczoru kawalerskiego” Mareckiego. W jego ramach autor objechał Polskę dookoła, omijając skrupulatnie duże i średnie miasta, zahaczając jedynie o miasteczka i wsie. Spał, gdzie mógł, bywało, że w samochodzie. Jadł, gdzie się dało, nie stronił od piwa, dokumentował wszystko na Instagramie i notował. Notował cały przebieg wyprawy. Notatki zaś, jak nietrudno się domyślić, posłużyły mu za podstawę do książki.

Już od pierwszych stron jestem przekonany, że będzie to książka piekielnie trudna do zrecenzowania. Wydaje się bardzo słaba, ale tym samym budzi zdziwienie – dlaczego takie wydawnictwo jak Czarne wydało taką książkę mądrego człowieka? To niewiele więcej ponad zapis niezbyt ekscytującej podróży. 

Na przodzie stada idzie jedna [krowa], za nią około czterdziestu. Wjeżdżam między nie. Ustępują miejsca, biją ogonami w samochód. Kilka sra obok auta, ciągle idąc

Napisany zresztą w mało porywający sposób – autor z lubością wylicza miejscowości, przez które przejeżdża, wynotowuje skrupulatnie każdą kawę zamówioną na wynos do termosu i każdą herbatę, którą wieczorem stawia sobie przy łóżku, żeby mieć czym ugasić w nocy pragnienie. Nie stroni też od przywoływania piosenek, które wpadły mu do głowy. Nie chcąc wierzyć, że to już, że tyle Marecki ma nam do zaoferowania, zacząłem się zastanawiać, czy czegoś nie przeoczyłem. Założyłem, że tak. Że musi być do tej książki jakiś klucz.

"Polska Przydrożna" - Piotr Marecki

„Polska Przydrożna” – Piotr Marecki

Pomyślałem, że być może zabieramy się za nią jak za kolejny reportaż z drogi, oczekując bóg wie czego. Odniosłem wrażenie, że jeśli odrzuci się wielkie oczekiwania i wdrukowane schematy z drogowych reportaży, książka odsłoni swoje drugie dno. Tak jak niedbała się wydaje, taka rzeczywiście jest, ale zaczyna kiełkować pytanie, czy też nie taka miała być w założeniach? O ile jakiekolwiek założenia były czynione, bo można przypuszczać, że najpierw przyszedł pomysł na wyprawę, potem było kompulsywne relacjonowanie jej na instagramie (pełne duchologicznych wstawek), a dopiero potem książka. 

Marecki celowo jeździ tam, gdzie nic nie ma. Unika miejsc turystycznych i turystów jako takich. Nie wybrał się w podróż, żeby poznać jakieś objawione prawdy, odnaleźć siebie na polskich bezdrożach. Zamiast tego udało mu się sportretować to, czego chcą uniknąć wszyscy reporterzy wybierający się na tego typu wyprawy – że Polska prowincja wszędzie jest tak samo biedna, zacofana i bezperspektywiczna, choć w jakiś sposób dumna. I gdy już wydawało mi się, że mam go, że zrozumiałem na czym cały myk polega, znowu zostałem wywiedziony w pole.

Zaledwie parę minut po tym, jak wynotowałem powyższą uwagę, w książce jednak zaczęły się pojawiać jakieś prawdy i głębsze myśli spotkanych po drodze ludzi. Wciąż nie są to wyżyny reportażu, ale moja teoria upadła. 

Wymyśliłem więc kolejną. Założyłem, że “Polska przydrożna” może być czytana jako satyra na pewną grupę społeczną – wielkomiejską, lewicową, szczycącą się proekologicznymi postawami, a jednocześnie w swojej lewicowości pogardzającą tymi, o których troską się chlubi. Objazd po kraju, oglądanie ludzi ze wsi i małych miasteczek jak zwierząt w ZOO i wrzucanie dziesiątków instastorek – tak też wygląda życie wielu z nas. Choć czasem wstyd się do tego przyznać, gdy wyjeżdżamy z Krakowa, Warszawy, Wrocławia czy innego dużego miasta “w Polskę”, to traktujemy peryferia jak coś do oglądania, a nie rozumienia. Oglądamy te miejsca i tych ludzi przez szybę samochodu, czasem porozmawiamy z kimś z nudów przy barze, by potem pośmiać się trochę z jego poglądów i widzenia świata. I choć nie znam Mareckiego osobiście i nie wiem nawet, czy ma faktycznie takie poglądy, pod jakimi podpisuje się w książce, jestem w stanie uwierzyć, że postanowił przy tej okazji zagrać na nosie lewicowej bańce oraz wszystkim tym, którzy lubią się chwalić, że im wyszło, a komuś nie (wiem, to paradoks dużej części polskiej lewicy).

I w takiej konwencji, trochę reportażu, trochę satyry, trochę pastiszu Szczerka i Stasiuka, “Polska przydrożna” może się obronić. Nie wiem jednak, czy w swoich interpretacjach i próbach wytłumaczenia Mareckiego, nie posunąłem się za daleko. Bo może ta książka, mając wyprawę za pretekst, jest po prostu jednym wielkim żartem, a Marecki siedzi teraz i ze wszystkich tych lżących recenzji się śmieje? Ostatnia strona i podsumowanie jego narzeczonej zasiały we mnie takie ziarno niepewności.

Wiem, że nic nie wiem. Czuję, że z każdą próbą interpretacji “Polski przydrożnej” wjeżdżam, podobnie zresztą jak wielokrotnie w swojej opowieści Marecki, w ślepą uliczkę. A być może ślepa uliczka to kolejny trop interpretacyjny, który należałoby podjąć? Nie wiem. Podobnie jak nie jestem w stanie Wam powiedzieć, czy to jest dobra książka, ani nawet czy wiem, po co powstała. To jej słabość, ale jednocześnie i zwycięstwo Mareckiego. O niewielu tytułach mówi się tyle i to w tak skrajny sposób. 

DO SŁUCHANIA

Willie Nelson – On The Road Again

Wyjątkowo polecam Wam dziś nie całą płytę, ale jeden utwór. Bo jeśli Marecki mógł do upadłego słuchać jakiegoś kawałka w radiu, to czemu my nie możemy? Zwłaszcza, że przypomniałem sobie o bardzo adekwatnej do sytuacji piosence. Gdy Willie Nelson śpiewa:

On the road again

Goin’ places that I’ve never been

Seein’ things that I may never see again

to wiem, że Marecki też pewnie chętnie by to w aucie zaśpiewał.

P. Marecki, Polska Przydrożna, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

2 Komentarze

  1. Hmmm… Jeśli potrzeba aż takiej woltyżerki, żeby mogła się zacząć bronić, to za dobrze nie jest 😉 To podobnie jak z grami, w które trzeba zagrać 100 godzin, żeby dopiero naprawdę docenić 😉

    • Paweł Cybulski pisze:

      Sęk w tym, że ja jej bronię, bo nie wiem czy jest słaba, a znając Mareckiego i Czarne – ciężko mi w to uwierzyć. I coraz bardziej jestem pewien, że to jednak wielka prowokacja artystyczna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.