fbpx
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 33 – Sierpień
2 sierpnia, 2020
Jakub Kornhauser - Premie górskie najwyższej kategorii
Premie górskie najwyższej kategorii – Jakub Kornhauser [RECENZJA]
12 sierpnia, 2020

Każdy – Salvatore Scibona [RECENZJA]

Salvatore Scibona - Każdy

Motyw relacji ojca i syna w literaturze, to jeden z najpopularniejszych i najszerzej opisanych motywów literackich. Brzmi jak początek średnio ciekawej rozprawki szkolnej? Myślicie, że próbuję was uśpić? A guzik. Salvatore Scibona i jego “Każdy” mi na to nie pozwolą.

No to jeszcze raz – zakładam, że każdy z czytających ten tekst, po zaledwie chwili zastanowienia wskaże co najmniej kilka tekstów kultury opartych o ten motyw. Mitologia? Chociażby Dedal i Ikar, literatura polska? Może “Przedwiośnie” Żeromskiego albo “Pan Tadeusz”? Do wyboru do koloru. A proza amerykańska? Tu mamy chociażby uwielbianą przeze mnie “Drogę” Cormaca McCarthy’ego, w której ojciec z synem wędrują przez zniszczoną, będącą u kresu swych dni planetę. Ich relacja jest nie tylko bardzo przejmująca, ale przepełniona też mądrością. I jeśli miałbym wskazać, z czym na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się powieść Scibony, to z “Drogą” McCarty’ego właśnie. Tudzież z jej przeciwieństwem.

Salvatore Scibona - Każdy - okładka książkiNa niemieckim lotnisku błąka się mały, kilkuletni chłopiec, który nie mówi ani słowa po niemiecku. Posługuje się za to dziwnym językiem, prawdopodobnie z jednego z krajów nadbałtyckich. Nikt nic o nim nie wie, on sam też nie jest zainteresowany współpracą. Czeka na ojca, który kazał mu na siebie czekać, po czym ulotnił się bez słowa wyjaśnienia. I gdy wydaje się, że to wokół tych wydarzeń będzie się rozgrywała akcja książki, czytelnika czeka zdziwienie. Nie ostatnie zresztą.

Salvatore Scibona, pisarz amerykański, ale włosko-polskiego pochodzenia, finalista National Book Award, używa tej historii, by w nieoczywisty sposób zacząć historię zupełnie inną. Choć z losami tajemniczego chłopca ściśle związaną. “Każdy”, jego druga powieść, obejmuje swoją akcją okres blisko stu lat – od połowy XX wieku do połowy XXI wieku i ponad cztery pokolenia współtworzące opisywane wydarzenia. I wydaje się, że nieprzypadkowo Scibona zdecydował się na historię tak zagmatwaną i wielowątkową.

Najwyraźniej lubuje się w szczegółowym objaśnianiu świata. Bezwzględnie odda zarówno emocje towarzyszące opuszczonemu dziecku, błąkającemu się po obcym miejscu, jak i te związane z nocną akcją żołnierzy podczas konfliktu w Wietnamie. Miłośnicy Nowego Jorku też poczują się tutaj jak w domu. Scibona operuje na bardzo szerokim spektrum wydarzeń i emocji, płynnie przerzuca czytelnika między miłością i pogardą, tak jak płynnie rzuca go co i rusz po kilku kontynentach, na których znajdują się jego bohaterowie.

“Każdy” to książka, którą trudno zaklasyfikować, ale chyba nie skłamię, jeśli napiszę, że to rodzinna epopeja, opisująca losy ludzi, którzy nieustannie znajdują się na krawędzi ucieczki od życia. W każdym pokoleniu ktoś jest tym “niechcianym”, ktoś zmaga się z własnym dziedzictwem i zastanawia się, jak losy przodków wpływają na jego “ja”. Każdy dźwiga jakiś ciężar z przeszłości rodziny, chociaż najchętniej pozbyłby się go tu i teraz, wymazał z pamięci niczym bohater jednej z powieści Thomasa Bernharda. Bohaterowie Scibony w jakiś niezrozumiały sposób dążą do autodestrukcji – jeśli nie fizycznej, to chociaż symbolicznej, zajmując się przez dużą część swojego życia wymazywaniem jakichś jego części, próbą stworzenia siebie od nowa. Scibona zdaje się sugerować, że to element dziedziczonej traumy wojennej, syndrom stresu pourazowego w warunkach rodzinnych przenoszony na kolejne pokolenia. Jeden z bohaterów doświadczył nawet symbolicznie swojej śmierci, obserwując jak rodzice palą jego ubrania, by zapobiec rozsprzestrzenianiu się zapalenia opon mózgowych.

I choć wydaje się, że główne role grają i rozdają tu mężczyźni – jako ci naturalni potomkowie rodu, zdolni przedłużać jego trwanie (ale też pewien bardzo wpływowy ksiądz) to w pamięci czytelnika zostaje kto inny. Louisa – członkini głównowątkowej rodziny i spiritus movens wielu związanych z nią wydarzeń. Jest krucha i niezdecydowana, przepełniona hipisowskimi ideałami, ale jednocześnie jak nikt inny w tej opowieści wyznacza trendy i granice, jest pionierką. Jednak i ona dźwiga swoje ciężary z przeszłości – opiekuje się dzieckiem z hipisowskiej komuny, które porzuciła reszta jej towarzyszy. Podobnie zresztą, jak ktoś inny porzucił na lotnisku inne dziecko. Brzmi to pokrętnie, ale w pewnym momencie wszystkie elementy układanki trafiają na swoje miejsce, a szkatułkowa budowa powieści zazębia się. Jeśli zaufacie Scibonie i jego sposobowi narracji, nie zawiedziecie się. 

Twierdzenie, że pewne grzechy są dziedziczne, jest równie odkrywcze jak przywoływany na początku motyw relacji ojca i syna. Gdyby mi ktoś powiedział, że na tych dwóch elementach Scibona chce oprzeć całą konstrukcję powieści i jeszcze mnie zachwyci, uznałbym, że ma nie po kolei w głowie. I musiałbym się z tego tłumaczyć, bo Scibona nie tylko sprawia, że to co wyświechtane, na kartach jego książki nabiera nowych barw. U niego te elementy stają się wręcz mityczne i magiczne, dzięki nadanym przez autora znaczeniom, które daleko wykraczają poza to, czego spodziewa się czytelnik.

I tylko jedna rzecz mnie zastanawia – w oryginale książka nosi tytuł The Volunteer, czyli “Ochotnik”, co ma swoje uzasadnienie fabularne. Tłumacz Jerzy Kozłowski i Wydawnictwo Znak zdecydowali się na tytuł kreatywny. Dlaczego? Nie wiem. Mam swoje przypuszczenia, co do jego genezy, ale zostawię je dla siebie. Niech “każdy” spróbuje to rozgryźć po swojemu.

PS. Wielki plus dla Wydawnictwa Znak, że na tylnej okładce obok biogramu autora znalazł się też biogram tłumacza. Tak trzymać! 🙂

DO SŁUCHANIA:

Robert Schumann – Kinderszenen

Na muzyce klasycznej się nie znam, więc żeby nie drażnić jej znawców i fanów, sięgam po nią bardzo rzadko. I tak się złożyło, że książka Scibony dała mi do tego doskonały pretekst. Jeden z jej bohaterów gra na pianinie, najczęściej sięgając po utwory Roberta Schumanna – m.in. właśnie “Kinderszenen” czyli zbiór 13 miniatur – scen z dzieciństwa. W powieści jest to utwór ważny z kilku powodów, więc tym bardziej chętnie się nim dzielę. Tutaj w interpretacji Vladimira Horowitza.

S. Scibona, Każdy, tłum. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

1 Komentarz

  1. Łączę się w uwielbieniu dla „Drogi” i wyrażam zaciekawienie poprzez przeciwieństwo 😉 A kwestia tytułu ciekawa, choć ciekaw jestem, czy w wydawnictwach w kwestii tytułu więcej do powiedzenia nie ma dział marketingu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.