fbpx
Natalia Świerczyńska
Pokręcona historia Natalii Świerczyńskiej [WYWIAD]
23 września, 2020
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 35 – Październik
30 września, 2020

Burzliwe czasy – Mario Vargas Llosa [RECENZJA]

"Burzliwe czasy" - Mario Vargas Llosa

Mario Vargas Llosa to trochę taki Paul McCartney literatury. Obaj są w podobnym wieku, obaj już nic nie muszą, mają status legendy, a mimo to wciąż tworzą. Ku uciesze fanów, jak i własnej. „Burzliwe czasy” są na to świetnym dowodem. 

W swojej najnowszej powieści noblista sięga po prawdziwe wydarzenia. Opowiada historię zamachu stanu w 1954 r, który pozbawił Jacoba Arbenza stanowiska prezydenta Gwatemali. Arbenz, wybrany w demokratycznych wyborach, starał się zmodernizować Gwatemalę w najgorętszym okresie Zimnej Wojny amerykańsko-radzieckiej. Jego reformy społeczne, rzekomo “komunistyczne”, były nie w smak USA, bo dodatkowo godziły też w interesy jednej z najpotężniejszych wówczas firm amerykańskich – American Fruit. Ta zaczęła naciskać, by z Gwatemalą “zrobić porządek”. Sama zresztą też dołożyła trochę działań z dziedziny nowoczesnego wówczas marketingu.

Opisuję te wydarzenia bez wielkiego skrępowania, bez obawy o spoilowanie, bo też główna oś fabularna powieści Llosy nie będzie zaskoczeniem dla nikogo, kto zna trochę historię Ameryki Łacińskiej, albo przed lekturą książki zajrzy do Wikipedii. Fabuła nie jest więc zupełnie odkrywcza (choć Llosa ciekawie rozwija niektóre wątki), ale też zupełnie nie o to tu chodzi. To trochę podobnie jak w “Święcie kozła” połączenie historii i fikcji, które meandruje – nie zawsze płynąc chronologicznie, zahaczając o mielizny, ale ostatecznie docierając do końca. Choć chronologia jest nieco zaburzona, to jednak konstrukcji “Burzliwych czasów” daleko do chociażby złożoności “Rozmowy w katedrze”. Nie jest to powieść mocno dygresyjna, próżno w niej szukać fabularnych zagwozdek. Pojawia się więc pytanie – jeśli nie fabuła i typowa dla Llosy pokręcona konstrukcja powieści, to co? Odpowiedź jest prosta – spostrzeżenia Llosy. 

Mario Vargas Llosa - Burzliwe czasy

Mario Vargas Llosa – Burzliwe czasy

“Burzliwe czasy” to kolejna już z książek Noblisty, w której autor przedstawia czytelnikom zacofane, przestarzałe oblicze Ameryki Łacińskiej – gdzie dyktatury zaczynają słabnąć albo zanikać, ale to wcale nie oznacza, że nadchodzą lepsze czasy. Llosa zna temat jak mało który pisarz, bo przecież sam też uczestniczył w życiu politycznym Peru (w 1990 startował w wyborach prezydenckich przeciwko Alberto Fujimoriemu i trochę z tych doświadczeń opisał w „Dzielnicy występku”). Dzięki temu ma nie tylko ciekawe poglądy na sprawę, ale i sporo przemyśleń dotyczących funkcjonowania polityki w tym regionie. Llosa od dawna twierdzi np., że obalenie Arbenza, któremu poświęca “Burzliwe czasy”, rezonowało potem na całą Amerykę Łacińską i przyczyniło się chociażby do rewolucji komunistycznej na Kubie. Ale nie tylko. Llosa przypomina niejednokrotnie, że ekspansywne i często bezsensownie antykomunistyczne działania USA zraziły do nich wielu młodych ludzi, którzy na poważnie właśnie wtedy zainteresowali się socjalizmem, jakby na przekór wielkiemu imperium. Llosa był też jednym z nich, więc doskonale wie, o czym mówi. Inną kwestią jest to, czy USA w jakiejkolwiek alternatywnej wersji historii mogłyby się zachować inaczej. Wydaje się bowiem, że zachowali się tak, niekoniecznie dlatego, że ktoś w Gwatemali mógł mieć skłonności socjalistyczne, ale po prostu dlatego, że ktoś na ich “podwórku” śmiał kwestionować narzucony przez nich porządek. To kwestia wielowiekowych wzorców relacji pomiędzy krajami amerykańskimi, a nie jednostkowy przypadek.

Wróćmy jednak do “Burzliwych czasów”, bo to nie koniec ciekawych wątków zaproponowanych przez Llosę. Uważny czytelnik, zwłaszcza mający świeżo w pamięci ruch #MeToo, zauważy, że Llosa odważnie podejmuje kwestię relacji damsko-męskich opartych na przemocy, również tej ekonomicznej czy symbolicznej. Llosa potępia w “Burzliwych czasach” sposób, w jaki mężczyźni wykorzystują swoją władzę do osiągania korzyści seksualnych, często znęcając się po prostu nad kobietami. Mężczyźni, niezależnie od wieku i pozycji na drabince kariery, stosują bardzo podobne metody, wykorzystując faktyczne, albo wmówione im, słabości kobiet.

Odczytując powieść Llosy na innym poziomie, zauważymy też, że poświęca dużo miejsca nie tylko przemocy wobec kobiet, ale i tym samcom alfa, którzy się jej dopuszczają. Llosa wydaje się być jeśli nie zafascynowany, to na pewno żywo zainteresowany psychologią władzy i osobowością dyktatora. Bacznie przygląda się też podziwowi, jakie te postaci budzą, jak oddani są ludzie dla nich pracujący. Ciekawe też, że Llosa jednym z tych czarnych charakterów uczynił Rafaela Leonidasa Trujillo, którego przecież mistrzowsko sportretował już w “Święcie kozła”.

To wszystko składa się na powieść fascynującą, wielowątkową, ale też niewolną od niedociągnięć. Choć sam Llosa zaznacza, że “Burzliwe czasy” to powieść, a nie książka historyczna, to jednak są historycy, którzy zarzucają mu nieco niespójności i przekłamań, zwłaszcza w mniej istotnych wątkach. Co na szczęście jakoś nie razi, nawet jeśli ma się tego świadomość. Dużo bardziej zdziwił mnie ostatni fragment książki, gdzie do wykreowanego przez siebie świata wchodzi sam Llosa i relacjonuje swoją rozmowę z jedną z bohaterek. Nie jestem przekonany, czy było to potrzebne – może warto było to jakoś mocniej oddzielić. Ale być może to też tylko moje czepialstwo.

Bo noblista noblistą, ale czasem trzeba trochę poszukać trochę dziury w całym. Zwłaszcza jeśli zarówno historia, jak i sposób jej opowiadania sprawiają, że “Burzliwe czasy” bawią, uczą i nawet przez chwilę nie nudzą. Llosa wciąż w wysokiej formie.

DO SŁUCHANIA:

Paul McCartney – Egipt Station

Mając na uwadze początek tekstu, nie mogłem w tym miejscu przywołać nikogo poza Paulem McCartneyem. Sir Paul podobnie jak Llosa jest wciąż szalenie twórczy i aktywny, czego dowodem jego wydana dwa lata temu jego siedemnasta solowa płyta “Egipt Station”. Przyznaję, nie jest to mój ulubiony album McCartneya. Z jednej strony bardzo doceniam, że mając prawie 80 lat ma ochotę na eksperymenty i próbowanie pracy z młodymi producentami. Z drugiej jednak mam wrażenie, że takie brzmienie nie pasuje mu do końca.

Moje wątpliwości nie zmieniają natomiast faktu, że płyta została świetnie przyjęta zarówno w Polsce, jak i na świecie. “Egipt Station” zadebiutowała na pierwszym miejscu listy Billboardu, co nie udało się McCartneyowi od 1982 i albumu “Thug of War”. Dlatego chyba najlepiej będzie, jeśli sprawdzicie sami, nie zważając na moje kwękania.

M. V. Llosa, Burzliwe czasy, tłum. Marzena Chrobak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

1 Komentarz

  1. W dobrej formie? Dobrze wiedzieć. W czasach minionych Llosy nieco czytałem, ale z jakiegoś powodu nie wróciłem do jego prozy. Co jest o tyle dziwne, że ani razu mnie nie rozczarował.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *