fbpx
"Dodatkowa Dusza" Wioletty Grzegorzewskiej
Dodatkowa dusza – Wioletta Grzegorzewska [RECENZJA]
5 listopada, 2020
"Mona" Bianki Bellovej - okładka książki
Mona – Bianca Bellova [RECENZJA]
15 listopada, 2020

Cudze słowa – Wit Szostak [RECENZJA]

Cudze Słowa - Wit Szostak - okładka książki

Są książki, po których przeczytaniu trzeba złapać trochę oddechu, ułożyć sobie wszystko w głowie. Są też takie, w których w pewnym momencie wszystko magicznie wskakuje na swoje miejsce, które każą o sobie opowiadać i których nie daje się zapomnieć. Skończyłem w nocy “Cudze słowa” Wita Szostaka i muszę Wam o nich opowiedzieć jak najszybciej. Teraz.

“Był bogiem” mówi o Benedykcie na pierwszej stronie powieści Weronika. “Geniusz, który odrzucił akademię” dodaje Jan. Te i pięć innych głosów tworzą szostakową historię Benedykta Rysia – wybitnego filozofa, który postanowił porzucić działalność akademicką i żyć inaczej, na własnych zasadach. Chociaż czy rzeczywiście? Kim był naprawdę Benedykt? Im bliżej zakończenia “Cudzych słów”, tym więcej pytań stawia sobie czytelnik. A Szostak najwyraźniej doskonale się bawi.

Bo bez dwóch zdań jest to powieść, której odbiór bardzo zależy od osobistych doświadczeń i kodów kulturowych używanych przez czytelników. Najbardziej chyba oczywisty i rzucający się w oczy (choć z pełną siłą objawiający się mniej więcej w połowie książki) jest motyw biblijny. Oto okazuje się, że historię Benedykta, widzianą z perspektywy siedmiu bliskich mu osób, można czytać jako historię współczesnego Jezusa. Geniusza, charyzmatycznej postaci, która ma w sobie magnetyzm zdolny przyciągać innych. Znaczące są już nawet same imiona użyte przez Szostaka. Ojciec Benedykta to Józef, jego ukochana to Magdalena, bliski przyjaciel i współpracownik to Szymon, a zafascynowany nim uczeń to Jan. Każde z nich opowiada swoją historię, pisząc swoją ewangelię. One różnią się w szczegółach, ale wszystkie składają się na obraz Benedykta. Czy któraś z nich może być historią alternatywną, niepotwierdzonym, niezweryfikowanym apokryfem? Jeśli iść tropem imion, to chyba najbliżej może być tu Jakub, w katolicyzmie znany jako autor apokryficznej protoewangelii opowiadającej o początkach świętej rodziny. U Szostaka opowieść Jakuba ma podobny ton.

Wit Szostak "Cudze Słowa"Ten metapoziom powieści Szostaka jest fascynujący i prawdopodobnie gdyby wczytać się w każdy z rozdziałów raz jeszcze, znalazłoby się tam dużo więcej aluzji do historii Jezusa i jego bliskich. Mnie jednak, być może z racji zawodowych zainteresowań, w “Cudzych słowach” uderzyło coś innego. Szostakowi udało się nazwać i uchwycić bodaj jedną z największych bolączek ludzi komunikujących się za pośrednictwem słowa i pisma – wiarygodność tych przekazów. Doskonale znany i oczywisty jest motyw, gdy historia opowiadana wiele razy, przez różnych ludzi, stopniowo ewoluuje, zmienia szczegóły, dodaje nowe. Tak najpewniej było również z Biblią, pisaną lata po śmierci Jezusa, na podstawie wspomnień i legend. Jednak dziś, gdy niemal wszystko, co dzieje się publicznie, jest również w jakiś sposób zapisywane, weryfikacja faktów jest dużo łatwiejsza. A przynajmniej tak może się to wydawać.

Tymczasem Szostak pokazuje nam, angażując do tego cały swój literacki kunszt, jak łatwo jest wciąż manipulować słowem. Jak łatwo jest pokazać coś w zupełnie inny sposób, niż to miało miejsce rzeczywiście. W “Cudzych słowach” odkrywałem to stopniowo, a wspaniałą kulminacją i potwierdzeniem moich przypuszczeń był ostatni rozdział – swego rodzaju dekonstruktor mitu. Na kilku stronach, przy pomocy bardzo prostego zabiegu, Szostak wywraca do góry nogami wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy i zmienia diametralnie odbiór samej powieści. Tymi kilkoma stronami udowadnia nam, że nawet w świecie pełnym informacji wciąż tak naprawdę nie wiemy nic, bo wystarczy drobna zabawa słowem, drobna manipulacja czy dodanie jakiegoś zdania, żeby zupełnie zmienić sens całej wypowiedzi. A w konfrontacji ze wspomnianą na początku interpretacją biblijną tej książki, skłania też do zastanowienia się, na ile to, co znamy z historii, wyglądało tak rzeczywiście. 

Pomijając kwestie interpretacyjne i fabularne, nie sposób nie zachwycić się też tym, jak powieść Szostaka jest skonstruowana, w jaki sposób do nas przemawia. Być może pamiętacie, jak przy okazji tekstu o “Dodatkowej duszy” Wioletty Grzegorzewskiej zżymałem się nieco na wpadki w stylizacjach językowych. U Szostaka wszystko jest na swoim miejscu. Każdy z opowiadaczy ma swój szybko rozpoznawalny styl. Używa konsekwentnie określonego słownictwa i wynikających z niego metafor i skojarzeń. Zupełnie inaczej o Benedykcie opowiada młoda Weronika, a inaczej będący w podobnym wieku co on Szymon i Jakub. Tu się wszystko zgadza i już po kilkudziesięciu stronach doskonale orientujemy się kto do nas mówi, nawet bez zerkania na początek rozdziałów.

Doskonała jest też w wykonaniu Szostaka ironia wymieszana hojnie z pastiszem. Co jeszcze ważniejsze, podawana jest dość nienachalnie, bez wrażenia, że ktoś tu próbuje być na siłę dowcipny. Szostak, jakby na przekór zaleceniom ministra Czarnka (choć oczywiście książka powstała wcześniej) dekonstruuje mity “filozofii” Jana Pawła II, która nie wytrzymuje najprostszej konfrontacji z życiem. Zwłaszcza z życiem ludzi wybitnie myślących, którzy próbowali wcielać ideały tej myśli w życie. Zabawnie jest też, gdy ci niedoszli adepci myśli JPII rzucają się ze skrajności w skrajność, przechodząc od kultu czystości do miłosnego trójkąta, który swoją drogą jest też jedną z ważniejszych ram konstrukcyjnych tej powieści.

Nie wiem czy po tym wszystkim, co napisałem, potrzebne jest jeszcze jakiekolwiek podsumowanie. Nie sądzę. Napiszę więc krótko: Panie Wicie, jest Pan wielki!

DO SŁUCHANIA:

Al Di Meola – Across The Universe

Tym razem płyta związana z książką tylko symbolicznie, ale uznałem, że dla książki, która jest sama w sobie tak symboliczna będzie to godne towarzystwo. Al Di Meola w marcu tego roku wydał płytę poświęconą twórczości Beatlesów, reinterpretując na niej czternaście mniej i bardziej znanych beatlesowskich utworów. To też trochę takie opowiadanie czyjejś twórczości “cudzymi słowami”. A że w dodatku i Beatlesów i Ala darzę wielkim uznaniem, to proszę posłuchajcie. I zastanówcie się, jak sposób opowiadanie Di Meoli może zmienić postrzeganie muzyki Beatlesów. Może okaże się, że zmienicie o niej zdanie? Odkryjecie nowe znaczenia?

W. Szostak, Cudze słowa, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2020.

3 Komentarze

  1. Marcin pisze:

    Świetne podsumowanie, zwłaszcza zwrócenie uwagi na wątek biblijny, który u mnie przeszedł bez echa. No może ta niepokalana Magdalena gdzieś lekko zadzwoniła, ale nie zwróciłem uwagi, skupiając się na prozie przyczynowo skutkowej wychowania, nawyków wynoszonych z domu i podświadomego powtarzania schematów, od których próbujemy uciekać.

    Cieszę się, że do Wita sięgnąłem bez czytania jakiejkolwiek recenzji, bo zaskoczyły mnie wszystkie zabiegi i niuanse, szczególnie zakończenie, które dobitnie pokazało, jak predefinicja i oczekiwania zmieniają nasz odbiór.

  2. Ja jeszcze nie napisałem swojej recenzji, więc póki co w tę się nie wczytuję, ale zadam pytanie wstępne: a czytałeś „Poniewczasie”?

    • Paweł Cybulski pisze:

      Jeszcze nie czytałem – nie wyrobiłem się z nią jak była nowością i teraz dumnie patrzy na mnie z „góry wstydu” 🙂 Mam nadzieję, że nadrobię niedługo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *