fbpx
Cudze Słowa - Wit Szostak - okładka książki
Cudze słowa – Wit Szostak [RECENZJA]
8 listopada, 2020
Talita - Paweł Huelle
Talita – Paweł Huelle [RECENZJA]
6 grudnia, 2020

Mona – Bianca Bellova [RECENZJA]

"Mona" Bianki Bellovej - okładka książki

“Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia” – to cytat doskonale znany wszystkim fanom Fallouta, legendarnej już postapokaliptycznej gry RPG. Cytat świetnie oddający istotę wszelkiego konfliktu. Bo niezależnie od okoliczności i niezależnie od czasów wojną cały czas rządzą podobne prawidła. 

Najwyraźniej tego konceptu uchwyciła się też Bianca Bellova, bo w wydanej właśnie w Polsce “Monie” opisuje czas wojny, ale nie wiadomo jakiej, kiedy i gdzie. Jej świat jest pogrążony w chaosie wywołanym niedawnym przewrotem religijnym, który to przewrót poskutkował potężnym konfliktem militarnym. Mimo wielu lat trwania wojny nic nie wskazuje na to, żeby miała się ona prędko zakończyć. Na froncie wciąż giną ludzie, mnóstwo rannych trafia codziennie do szpitali.

W jednym z nich jako pielęgniarka pracuje tytułowa Mona. Toczący się konflikt ma dla niej znaczenie wielowymiarowe. W momencie przewrotu aresztowani (i najprawdopodobniej straceni) zostali jej rodzice, a ona żyje w niesatysfakcjonującym związku zżeranym przez rutynę, trzymanym w kupie siłą rozpędu i niesprzyjających okoliczności. Jej życiu towarzyszy permanentny brak, ukryty pod płaszczykiem stłumionych podstawowych potrzeb. I wtedy właśnie w jej życiu pojawia się Adam. Chłopak, który zmienił wszystko.

Mona - okładka książki

Bianca Bellova – Mona. Fot. Paweł Cybulski

Adam jest jednym z tych, którzy po odniesieniu ran wojennych mają małe szanse na przeżycie. Mona jednak konsekwentnie i z troską się nim opiekuje, poświęcając mu więcej czasu niż jakiemukolwiek innemu pacjentowi. Bellova prostym zabiegiem pokazuje, że nawet w obliczu wojny miłość zawsze wygra. Nawet jeśli jest to tylko miłość platoniczna, nigdy do końca niespełniona. Ten tajemniczy podopieczny obudził w Monie uczucia, których już dawno nie miała i siły, o które już same siebie nie podejrzewała.

I choć oczywiście można “Monę” czytać jako opowieść o miłości w czasie wojny, to Bellova oferuje zbyt wiele wątków i spostrzeżeń, by tylko na miłości poprzestać. Samo to, skąd wzięła się sytuacja życiowa Mony. Strata rodziców i życie w niespełnionym związku to pochodna tego, jak w tej nowej wojennej rzeczywistości traktowane są kobiety. Choć nie wiemy do końca, gdzie może się toczyć akcja powieści, to stosunek do kobiet i ich rola w społeczeństwie przywodzi na myśl Bliski Wschód. Kobieta nie jest podmiotem, nie jest samodzielna, a po ulicach musi się poruszać w ściśle określonym nakryciu głowy. Ośmielenie Mony i zakwestionowanie tego porządku budzi nie tylko zdumienie, ale i agresję.

Mona jednak okazuje się być silniejsza, jest ponad to, bo w jeszcze nie do końca uświadomiony sposób odkrywa, że jej powołaniem wcale nie jest służenie mężczyznom, ale coś znacznie bardziej odpowiedzialnego i jednocześnie nieuchwytnego. Zamienia się w przewodniczkę dusz, pośrednika pomiędzy tym, co właśnie uchodzi, a tą tajemnicą, która kryje się za barierą cielesną. Zwróćcie uwagę na sceny otwierające i zamykające powieść – tworzą doskonałą klamrę opowiadającą o odchodzeniu i jego sensie. A przy okazji o miłości w cieniu śmierci. Jakoś trudno Bellovej te dwa tematy rozdzielić.

I bardzo dobrze, bo jednak z której strony by na tę powieść nie patrzeć, “Mona” to opowieść o miłości. Ale nie ckliwy romans w stylu “Angielskiego pacjenta”, tylko uniwersalna opowieść, pokazująca, że miłość wciąż może znaczyć coś więcej. Zwłaszcza w trudnych czasach, gdzie pojęcia tracą swoje znaczenie. Miłość wciąż może być miłością – nawet jeśli nie do końca wybrzmiałą. 

Bo niech się pali, niech się wali, niech zjada nas wojna, ale dla miłości zawsze się musi w życiu znaleźć miejsce. Nawet jeśli kiełkuje ona w szpitalu pożeranym przez panoszącą się coraz mocniej dżunglę (sic!). W ogóle jaki to wspaniale szalony koncept – dzika natura, która upomina się o swoją przestrzeń, nie patrząc na ludzkie wojny. Dżungla zjadająca szpital, to jakieś odwrócenie cywilizacyjnego porządku, gdy ludzie karczowali lasy w imię dostępu do surowców i urolniania kolejnych przestrzeni. Być może to też jakiś sygnał dla nas – natura w końcu upomni się o swoje, nie oglądając się na problemy trapiące ludzkość. A my w starciu z nią nigdy nie będziemy mieli szans.

I taka to jest właśnie powieść – niby prosta, ale przesycona metaforami i głębszymi rozważaniami, odsłaniająca stopniowo swoje kolejne warstwy. “Mona” jest też wspaniale napisana – bardzo prosto i oszczędnie, ale jednocześnie obrazowo. W polskim przekładzie widać znakomitą robotę Anny Radwan-Żbikowskiej.

DO SŁUCHANIA:

Wojciech Waglewski – Waglewski Gra-Żonie

Przy tym tekście wachlarz możliwości doboru muzyki był bardzo szeroko – przecież nie bez powodu mówi się, że każda muzyka jest o miłości. Ale żeby nie było za łatwo, postanowiłem poszukać głębiej i odwrócić trochę sytuację z książki Bellovej. W “Monie” kobiety mają służyć mężczyznom, podporządkować się im i wyzbyć podmiotowości. Dlatego sięgnąłem po album, który jest nie tylko świadectwem miłości mężczyzny do kobiety, ale symbolicznym zaproszeniem jej do niby męskiego świata – świata rock’n’rolla.

Tak się szczęśliwie złożyło, że o tym albumie przypomniał niedawno jego autor, czyli Wojciech Waglewski. Oryginalne nagrania pochodzą sprzed niemal 30 lat i wielu zdążyło już u nich zapomnieć. Waglewski nagrał więc materiał raz jeszcze, tym razem podczas koncertu i opublikował go razem ze zremasterowaną płytą z 1991 roku. Warto znać obie wersje, bo utwory dość znacznie ewoluowały przez ten czas. Nie zmienił się za to szacunek, jakim Wagiel darzy swoją żonę.

B. Bellova, Mona, tłum. Anna Radwan-Żbikowska, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2020.

 

1 Komentarz

  1. Hmmm… Czyli tak w rozrachunku ogólnym brzmi na stylem i jakością podobną do „Jeziora”. Na pewno zapoluję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.