fbpx
"Mona" Bianki Bellovej - okładka książki
Mona – Bianca Bellova [RECENZJA]
15 listopada, 2020
Projekt - Anna Sudoł, okładka ksiażki
Projekt – Anna Sudoł [RECENZJA]
13 grudnia, 2020

Talita – Paweł Huelle [RECENZJA]

Talita - Paweł Huelle

Paweł Huelle to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich pisarzy. Od ponad 30 lat wytrwale pielęgnuje swój “ogródek” i doskonali i tak już praktycznie nienaganny warsztat. I wciąż jest w stanie wydawać książki równie ważne, co na początku swojej przygody z literaturą. Nie będzie miał co do tego wątpliwości nikt, kto sięgnie po zbiór opowiadań “Talita”.

Huelle, jak to on, od pierwszych stron czaruje stylem i poruszanymi tematami. Jest staroświecki, ale w sposób zupełnie niebudzący złych skojarzeń. Konsekwentnie podąża wydeptanymi już przez siebie ścieżkami, ale cały czas potrafi z nich zboczyć, nawet na chwilę, by zwrócić uwagę czytelników na jakiś mniejszy element jego kosmosu. Ma też niewątpliwy talent do przystępnego opisywania zjawisk i kultur kojarzonych już głównie z relacji historycznych. To trochę takie socjologiczno-etnograficzne zacięcie, jak u Izraela Joszui Singera, z tą różnicą, że Singer opisywał to, co sam widział. Huelle nie zawsze miał taki przywilej, ale zdaje się, że zupełnie mu to nie przeszkadza. Obserwując przywoływane przez niego obrzędy czy zwyczaje ma się wrażenie uczestnictwa, a w najgorszym razie podglądania przez dziurkę od klucza innej, utraconej już rzeczywistości.

okładka książki "Talita" Pawła HuelleMotyw starych obrzędów przewija się w kilku opowiadaniach składających się na “Talitę”, ale to rzecz jasna nie wszystko, co Huelle ma w zanadrzu. “Talita” jako zbiór opowiadań jest skonstruowana w bardzo przemyślany, skrupulatny sposób. Każde uderza jeśli nie historią, to przynajmniej sposobem jej opowiedzenia, zwróceniem uwagi na rzeczy mniej oczywiste. Jednym z ulubionych tematów Huellego, świetnie korespondującym z ogólnym wydźwiękiem tego zbioru, jest motyw powstawania, powrotu do świata. Najwięcej go w opowiadaniu tytułowym, ale Huelle powraca do niego jeszcze kilkukrotnie – np. gdy opowiada o dziewczynie ocalałej z Zagłady. Te motywy, obrzędy i kulturowe podglądactwo nadają “Talicie” wymiar zbioru bardzo spójnego, choć poszczególne teksty nie są ze sobą bezpośrednio powiązane. Żeby nie było jednak tak kolorowo, trzeba przyznać, że nawet i Huellemu zdarzają się momenty słabsze, czy nieco rozczarowujące. Zaliczam do nich opowiadanie o pewnej Cygance i zafascynowanym nią polskim chłopcu, które nie tylko nie wyróżnia się warstwą fabularną, ale razi też dość stereotypowym podejściem do tematu.

Pojedyncze słabsze momenty nie zmieniają jednak mojego ogólnego bardzo dobrego wrażenia. Nie jestem co prawda wielkim smakoszem zbiorów opowiadań – zbyt często mam wrażenie, że mam do czynienia jedynie ze szkicami, nierozwiniętymi pomysłami, które szybko wyleciały z głowy autora, a jeszcze szybciej umykają z głowy czytelnika. U Huellego jednak nie mam takich wątpliwości. Bo “Talita” ma to, co cechuje wiele dobrych powieści – dopóki się jej nie skończy, nie chce się jej odłożyć, a kolejne opowiadania układają się w jedną całość, zupełnie jak rozdziały jakiejś większej opowieści.

Dlatego, choć “Talita” kusi, by przeczytać ją na raz i jak najszybciej poznać wszystkie historie, to zdecydowanie nie warto się spieszyć. Bo to taka książka, którą trzeba smakować i na spokojnie zastanowić się nad treścią. Choć występuje syndrom “jeszcze jednego opowiadania”, to w pewnym momencie, zwłaszcza gdy sen zaczyna chwytać, odpowiedzialnie odkłada się ją na następny dzień. Żeby w rozkojarzeniu nie uciekło żadne ważne zdanie, żadna historia i piękna fraza. To książka, którą czyta się jak podręcznik życia – chce się dowiedzieć wszystkiego już, ale wie się też, że rozłożona na raty da z siebie jeszcze więcej.

I tego wam właśnie życzę – byście czytając, z przyjemnością czerpali z mądrości Huellego jak najwięcej dla siebie. A tych, którzy już z niejednego czytelniczego pieca chleb jedli, Huelle na dokładkę serwuje zabawę w tropienie różnych nawiązań, również do kolegów po piórze. Może odnajdywanie ich to dobry pretekst do sięgnięcia po “Talitę” raz jeszcze?

DO SŁUCHANIA

Blind Lemon Pledge – Goin’ Home

Uznałem, że Huelle z niemal etnograficznym zacięciem przywołuje dawno utracone światy i ich rytuały, podobnym tropem podążam więc na poletku muzycznym. Dlatego sięgnąłem po twórczość Blind Lemon Pledge’a, który z dużym oddaniem prezentuje współczesnym słuchaczom zupełnie niewspółczesne bluesy.

Płyta “Goin’ Home” jest kontynuacją projektu przedstawiającego twórczość bluesowych gigantów – Pledge prezentuje na albumie interpretacje klasyków bluesa z różnych pokoleń, mających wpływ na jego twórczość. Nie brakuje oczywiście legendarnego Roberta Johnsona, ale jest też wiele mniej oczywistych inspiracji.

To bluesy, które mogą poczuć nie tylko fani tego gatunku. Koniecznie sprawdźcie czy i do waszych serc znalazł drogę Blind Lemon Pledge.

P. Huelle, Talita, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

2 Komentarze

  1. Czyli lepiej zaczynać od powieści?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *