fbpx
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 37 – Styczeń 2021
3 stycznia, 2021
Andrij Bondar - Cerebro, okładka książki
Cerebro – Andrij Bondar [RECENZJA]
24 stycznia, 2021

Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia – Janusz Jabłoński, Tomasz Gregorczyk [RECENZJA]

Okładka książki "Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia"

Każdy, kto czytał Harry’ego Pottera zapewne pamięta, jak Harry przed pierwszym rokiem nauki w Hogwarcie kupował dla siebie różdżkę. Czy też raczej, jak różdżka wybierała jego. Ale czy podejrzewaliście, że takie sceny są możliwe nie tylko na ulicy Pokątnej?

Dzięki autobiograficznemu wywiadowi-rzece Mikołaja Trzaski dowiemy się, że zupełnie podobne sceny miały miejsce w Danii. W pewnym sklepie muzycznym. Trzaska wybrał się do niego, by kupić dla siebie klarnet, a sprzedawca przynosił mu do wypróbowania co raz to nowe instrumenty. Po testach bodaj kilkunastu sprzedawca stwierdził “przykro mi, ale wygląda na to, że nie mam instrumentu dla ciebie”. Takich scen, choć magicznych z zupełnie różnych powodów, „Wrzeszcz!” zawiera zdecydowanie więcej.

Bo też i Trzaska to postać wyjątkowa. Jeden ze współtwórców polskiego yassu, człowiek-orkiestra, który ma na koncie dziesiątki albumów – jako lider, członek zespołu czy gość. Jako saksofonista i klarnecista. Człowiek, którego relacja z Tymonem Tymańskim owocowała nie tylko muzyką zespołu Miłość, ale i mnóstwem plotek. W Polsce początku lat 90. byli kolorowymi, wolnymi ptakami, którzy swoją muzyką i postawą tworzyli coś zupełnie nowego, w oderwaniu od skostniałego (ich zdaniem) polskiego środowiska jazzowego. Ale przecież Trzaska to nie tylko Miłość i Tymański. Również wiele późniejszych, świetnych projektów, eksplorujących co raz to nowe kierunki muzyczne, odsłaniających przed słuchaczami kolejne oblicza Trzaski. To wreszcie wspaniała, charakterystyczna muzyka do filmów Wojciecha Smarzowskiego.

Fragment okładki książki "Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia" Dlatego zupełnie nie zdziwiła mnie objętość tego autobiograficznego wywiadu-rzeki. Jest co czytać, ale to nie jest czcze gadanie, tylko wspaniała opowieść wypełniona po brzegi muzycznymi znakomitościami. Trzaska ma o czym i o kim opowiadać i w pełni z tego prawa korzysta. A rozmawiający z nim Janusz Jabłoński i Tomasz Gregorczyk bardzo umiejętnie i z odpowiednim wyczuciem kolejne wątki mu podrzucają. Co nie znaczy, że emocji też tu nie ma. Oczywiście, że są. Nie zawsze jest łatwo i przyjemnie. Niektóre tematy wciąż bolą. Trzaska niejednokrotnie denerwuje się też na swoich rozmówców, ale w dużej mierze jest to też przekomarzanie się znajomych, dobrze wpasowane w format książki. Choć przekomarzanie wynikające z autentycznych emocji Trzaski.

Tematem wiodącym i na dobrą sprawę przewijającym się przez całą opowieść, jest rzecz jasna Miłość. I nic w tym dziwnego, bo grupa składająca się z Trzaski, Tymańskiego, Jacka Oltera, Leszka Możdżera i Macieja Sikały, odcisnęła duże piętno na każdym z jej członków. Wydaje się jednak, że Trzaska ma do niej stosunek szczególny, bo najbardziej złożony. Zawsze, od początku miał poczucie nieprzystawalności, niedostatku umiejętności i coraz większego zagubienia w coraz bardziej złożonych kompozycjach grupy. Stopniowo coraz bardziej rozjeżdżał się też z Miłością stylistycznie – grupa powoli ciążyła w kierunku bardziej konwencjonalnego jazzu, a Trzaskę ciągnęło do grania free, dużo bardziej nieokiełznanego. I te wspomnienia, porównania, ciągną się za Trzaską do dziś. Można odnieść wrażenie, że Miłość wciąż odgrywa w jego życiu ważną rolę, choć zespół nie istnieje już od prawie 20 lat.

Ale rzecz jasna Jabłoński i Gregorczyk nie rozmawiają z Trzaską tylko o muzyce. Wydaje się, że z nieudawaną przyjemnością Trzaska wspomina wiele zabawnych momentów ze swojej kariery – szalone imprezy, obfitujące w co najmniej dziwne sytuacje wspólne mieszkanie z Tymańskim, wyprawy z Andrzejem Stasiukiem i serdeczne przytyki wobec pisarza. Wspomina też, jak Leszek Możdżer, już wtedy bardzo obiecujący pianista, charakterystycznie śmiał się z kompozycji Tymańskiego. Opowiada to tak plastycznie, że moja wyobraźnia od razu dobudowała do tego obrazki, a w głowie słyszałem ten charakterystyczny “kozi” śmiech Możdżera. Dużo miejsca rozmówcy poświęcają też odkrywaniu przez Mikołaja swojego żydowskiego rodowodu i stopniowego zagłębiania się przez niego w tę kulturę. Co zresztą zaowocowało wspaniałą muzyką – grupą Shofar, powołaną wraz z Raphaelem Rogińskim i Maciem Morettim oraz kwartetem klarnetowym Ircha. Bo jakoś już tak to się Trzasce składa, że muzyka co i rusz przenika się z życiem.

A to też miał przez wiele lat niełatwe, bo długo mierzył się z niezdiagnozowaną chorobą afektywną dwubiegunową. Wspominając po latach różne sytuacje ze swojego życia, Trzaska wielokrotnie zauważa, jak duży wpływ miała na nie choroba, choć zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Od kilku lat na dobrą sprawę uczy się żyć od nowa.

Dziś Mikołaj Trzaska jest całkowicie świadomym siebie i swoich możliwości artystą, który wciąż się rozwija. I nigdy nie wiemy, jakim projektem, ani jaką muzyką zaskoczy nas już za chwilę. Choć wielu może się wydać, że “Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia” to typowy wywiad-rzeka z ciekawą osobistością, to twierdzę, że to zdecydowanie coś więcej. Rodzaj spowiedzi, próba pogodzenia się z wydarzeniami z przeszłości, uporządkowania ich i zamknięcia wielu rozdziałów. A że Trzaska jest jak wino, wierzę, że drugi tom jego wspomnień będzie jeszcze ciekawszy od tego, który właśnie trzymam w rękach. Co do tego, że się ukaże i materiału do omówienia będzie co najmniej tyle samo, nie mam żadnych wątpliwości.

DO SŁUCHANIA:

Ircha – Mikołaj Trzaska Clarinet Quartet – Watching Edvard

Zaledwie kilka miesięcy temu prezentowałem Wam na tych łamach płytę “Ha-huncvot” grupy Shofar, więc tym razem postanowiłem sięgnąć po inny, nie mniej intrygujący projekt Mikołaja Trzaski. Choć podstawowym instrumentem Trzaski jest saksofon, to ostatnio coraz śmielej i coraz częściej sięga on po klarnet. Czego następstwem było powołanie do życia kwartetu Ircha, w skład którego oprócz Trzaski wchodzą też Wacław Zimpel, Paweł Szamburski i Michał Górczyński.

“Watching Edvard” to płyta, która fanom mainstreamowego grania, ba, nawet mainstreamowego jazzu może wydać się bardzo trudna. Panowie się nie oszczędzają i proponują muzykę faktycznie wymagającą, ale moim zdaniem ocierającą się o wybitność. To podobnie jak Shofar nawiązywanie do muzyki żydowskiej. Posłuchajcie, nawet jeśli do tej pory nie mieliście za dużo do czynienia z takim graniem. To nie tylko znakomita muzyka, ale też spora dawka emocji, które się z niej uwolnią, jeśli tylko dacie się porwać dźwiękom klarnetów.

M. Trzaska, J. Jabłoński, T. Gregorczyk, Wrzeszcz! Mikołaj Trzaska. Autobiografia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *