fbpx
J.Wise - okładka wywiadu. Zdjecie autorstwa Dawida Grzelaka
Moja płyta to pamiętnik. Zapis emocji – Wywiad z J.Wise
13 lutego, 2021
Katarzyna Miller na fioletowym tle
Ta płyta to cała ja! – Wywiad z Katarzyną Miller
24 lutego, 2021

Iskra i kamień – Paweł Hohmann [RECENZJA]

Iskra i kamień - Paweł Hohmann (okładka książki)

Bardzo sobie cenię książki, które już w założeniu powstają po coś. Czytając “Iskrę i kamień” wiele razy zastanawiałem się, czy wiem, po co Paweł Hohmann ją napisał.

Rzecz jest o tyle skomplikowana, że jest to książka, która łatwo będzie się wymykała wszelkim próbom zaklasyfikowania. To niby biografia fikcyjnego artysty, złożona z wypowiedzi jego znajomych, bazująca na polifoniczności relacji, różniących się stopniem szczegółowości i zaangażowania opowiadających. Zebrane w całość mają dać nam obraz Piotra Kłosowskiego, prawdopodobnie najbardziej intrygującego artysty, który nigdy nie istniał.

Przyznać muszę, że mam z tym konceptem co najmniej kilka problemów. Zasadniczy polega na tym, że zazwyczaj czytam biografie osób, o których już coś słyszałem. Mniej czy więcej, ale zdążyły mnie czymś ująć, zaciekawić, czasem wkurzyć. Wtedy chcę wiedzieć więcej i chętnie sięgam po nowe źródła. Nawet jeśli nie mam do czynienia z bardzo rozpoznawalną postacią, to musi pojawić się ten element zaciekawienia. Bohater książki Hohmanna po pierwsze nie miał takiej okazji, bo nie istnieje. Z przebiegu książki też nie wydaje się postacią na tyle interesującą, żeby to zaciekawienie w końcu wzbudzić.  A z przykładu chociażby ostatniej książki Wita Szostaka – “Cudzych słów”, wiem, że jest to możliwe. Choć tam nie mieliśmy do czynienia z typową opowieścią biograficzną, to da się znaleźć punkty wspólne. Chociażby polifoniczny obraz bohatera, poskładany z wielu wypowiedzi, z wielu perspektyw. Szostakowy Benedykt szybko stał się postacią z krwi i kości, a hohmannowy Piotr do samego końca jawił mi się jako postać papierowa, w którą trudno mi było uwierzyć. Do ostatniej strony zastanawiałem się, co ci wszyscy ludzie w nim widzą, czemu został bohaterem tej książki.

Fragment okładki książki "Iskra i kamień"

„Iskra i kamień” – Paweł Hohmann

Hohmanna doceniam za ogrom pracy włożonej w stworzenie całego fikcyjnego uniwersum – to nie tylko wypowiedzi osób jakoś powiązanych z Kłosowskim, ale to też cała gama odniesień kulturalnych, fikcyjnych recenzji, kontekstów. I doskonale rozumiem cały zamysł towarzyszący powstawaniu książki. Postmodernistyczna, wielogłosowa opowieść, budująca wrażenie, że nie ma czegoś takiego jak obiektywna prawda, niezależne recenzje i homogeniczny świat, w którym są dzieła i twórcy, którzy mogliby się znaleźć na sztandarach każdego pokolenia. Myślę, że Hohmann chciał też pokazać, że każdy twórca jest w dużej mierze oceniany i identyfikowany przez pryzmat własnej twórczości, a nie tego, jakim faktycznie jest/był człowiekiem. I że warto czasem spróbować dokopać się głębiej, by lepiej go zrozumieć.

Tyle jednak z założeń, bo moje spotkanie z prozą Hohmanna obfitowało we frustracje i odkładanie tej książki na wieczne “później”. “Iskra i kamień” nie wznieciła we mnie czytelniczego ognia, nie spowodowała, że chciałem się dowiadywać o Kłosowskim więcej i więcej. Ba, wydaje mi się, że dużo ciekawsza okazała się finalnie postać narratora – twórcy biografii, który przywołuje kolejne wypowiedzi, nadaje im sens i rytm. Tylko wtedy chyba tym gorzej dla książki, w której show kradnie aktor drugoplanowy.

Jak na biografię, “Iskra i kamień” wydała mi się też bardzo gęsta. Za gęsta. Złożona z krótkich, konkretnych zdań, stosująca pewną skrótowość, co powodowało, że nagromadzenie informacji na stronę jest trudne do przetrawienia. Być może zawiódł tutaj mój warsztat kulturalny i braki w wiedzy – być może nie potrafiłem dostrzec popisów autora w nawiązywaniu do autentycznych klasyków i bawienie się konwencją. Być może. Ale jeśli moja intuicja jest słuszna, to “Iskra i kamień” może być lekturą atrakcyjną dla wąskiej grupy czytelników.

Pomyślałem też, że może to wcale nie jest książka o artyście i jego sztuce, ale o jego pasożytniczym otoczeniu i zadufanych w sobie krytykach, którzy chcieliby być najmądrzejsi, ale tak naprawdę niewiele z tej całej sztuki rozumieją. A może to książka też o mnie?

DO SŁUCHANIA:

Angelo Badalamenti – Twin Peaks Official Soundtrack

Pomyślałem, że po tak niekomfortowej dla mnie książce, sięgnę po muzykę, którą doskonale znam, rozumiem i uwielbiam, krótko mówiąc. A żeby było jakoś tematycznie, niech to będzie muzyka filmowa. I tak wróciłem myślami do Twin Peaks i absolutnie obezwładniającego soundtracku Angelo Badalamentiego. Jeśli znacie, posłuchajcie ze mną raz jeszcze – to się nie nudzi. A jeśli nie znacie, to szczerze Wam zazdroszczę i polecam czym prędzej nadrobić genialny serial Davida Lyncha!

P. Hohmann, Iskra i kamień, Instytut Literatury, Kraków 2020.

 

1 Komentarz

  1. Panie Pawle drogi, jak tak można zostawić tak ważne zdanie bez wyjaśnienia? Dlaczego lubisz „książki, które już w założeniu powstają po coś”?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *