fbpx
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Odcinek 38 – Luty 2021
31 stycznia, 2021
Iskra i kamień - Paweł Hohmann (okładka książki)
Iskra i kamień – Paweł Hohmann [RECENZJA]
21 lutego, 2021

Moja płyta to pamiętnik. Zapis emocji – Wywiad z J.Wise

J.Wise - okładka wywiadu. Zdjecie autorstwa Dawida Grzelaka

Gdy rok temu wypuszczał pierwsze single, byłem przekonany, że to jakiś zdolny artysta zza granicy. Nietuzinkowo brzmiący, ciekawy. Dziś wiem już, że ów zdolniacha to po prostu Jędrzej. Jędrzej, czyli J.Wise. Udało mi się namówić go na trochę zwierzeń.

Pamiętam, że to był Twój pierwszy singiel i nie pokazywałeś jeszcze wtedy twarzy. Posłuchałem i pomyślałem wtedy, że FONOBO Label zgarnęła jakiegoś super zdolnego artystę z zagranicy. Jak Ty się uchowałeś, że do tej pory nie było o Tobie głośno?

J.Wise: Prawdę mówiąc nie wiem (śmiech). Powiem tak – 90% osób, która ma styczność z tą muzyką, ma pozytywne odczucia. Problemem jest to, że bardzo mało osób wie w ogóle o tej muzyce i o mnie. Ta muzyka jest na poziomie, myślę, że nawet momentami na zachodnim poziomie. Czyli jestem, a mnie nie ma.

I jak się okazuje wcale nie jesteś takim debiutantem, za jakiego Cię uważałem.

Tak, wcześniej robiłem muzykę z zespołem The Suns, a jeszcze wcześniej miałem zespół Dry Forest. No i muszę przyznać, że zwłaszcza z Dry Forest zjeździliśmy różne festiwale. Graliśmy nawet w Jarocinie i na Spring Breaku. W Warszawie mieliśmy kilka razy pełną salę na koncertach. I pamiętam, że każdy, kto miał z tym styczność, był mile zaskoczony. Dużo ludzi trafiało na te koncerty przez przypadek, ale zawsze wychodzili super zadowoleni. To były mocno rockowe brzmienia, odpływaliśmy w pewnym momencie w bardzo ciemne klimaty.

Po jakimś czasie postanowiliśmy zrestartować ten projekt. Wraz z Antonim Taczanowskim i Maciejem Kazimierukiem, czyli w tercecie założycielskim Dry Forest, zrobiliśmy nowy odłam tego zespołu i założyliśmy The Suns. Zaczęliśmy grać bardziej rockowo-klasycznie, momentami nawet bluesowo. Ja w tym czasie cały czas nagrywałem też swój projekt. I w końcu też udało się go wydać.

A czy The Suns i Dry Forest jeszcze działają?

Dry Forest nie, to się już wypaliło. Tamten skład się w pewnym momencie bardzo rozrósł, ostatnie koncerty więc nas trochę wymęczyły. Jeśli nie jesteś topowym graczem, to ludzie odpowiedzialni za nagłośnienie i przygotowanie sceny nie zwracają za bardzo uwagi na twoje prośby. I jak mieliśmy czterech gitarzystów oraz bębniarza, który uderza w gary z niesamowitą mocą, to na tych ostatnich koncertach bardzo mało się słyszeliśmy. Każdy chciał słyszeć siebie, trochę się pogubiliśmy.

A do The Suns doszedł jakiś czas temu Jarosław Wajner, którego możesz kojarzyć m.in. z Audiofeels. Przed pandemią mieliśmy dużo fajnych propozycji koncertowych, m.in. uczestnictwo w Wodecki Twist. Przygotowywaliśmy się też do występów jako J.Wise & The Suns, czyli mieliśmy grać kilka moich numerów, a zamknąć set numerami The Suns, żeby zakończyć to rock’n’rollem. Byliśmy przygotowani na granie i wtedy wydarzyła się pandemia, która to wszystko ucięła.

Jadę właśnie do Jarka, żeby nagrywać demo moich nowych utworów, ale też jestem w stałym kontakcie z chłopakami co do naszej przyszłości jako The Suns. Napisałem teraz polski numer na składankę, która najprawdopodobniej ukaże się za kilka miesięcy, a na której wystąpimy jako The Suns. Temat The Suns na pewno będzie istniał koncertowo, jeśli tylko będzie taka możliwość. Marzy mi się też wspólna płyta, ale o to może być trudniej. Komplikuje się nam logistyka, a chłopaki też nie są aż tak mocno nastawieni na muzykę jak ja. Mają swoje dobrze funkcjonujące biznesy, a ja jestem wciąż rozdarty między mniejszymi biznesami, a marzeniami o życiu z muzyki.

Widziałem też, że oprócz tego, że robisz muzykę, to śmiało sobie poczynasz w innych dziedzinach sztuki – między innymi rzeźbisz.

Taak, właśnie dlatego taki zakręcony jestem ostatnio. Bardzo ostro pracuję nad wystawą. Mój dom to aktualnie pole bitwy. Nie mam pracowni i wszystko robię w dużym pokoju, więc mój kompan życiowy, mój pies, nie ma ze mną łatwego życia. Już się zbliżam do końca i jestem też po wstępnych rozmowach z pewnym miejscem, żeby to wystawić w lutym. Tylko znowu – nie wiadomo czy to będzie klasyczna wystawa, czy ze względu na pandemiczne ograniczenia będzie to po prostu prezentacja dla wąskiego grona, które mam nadzieję, poda to w świat. Chcę to pchnąć też dalej – do Londynu. Jestem w kontakcie z galeriami, które czekają na nowe rzeczy ode mnie. Tak jak wspomniałeś, to są rzeźby, instalacje, coś co nawet nie wiem jak zaszufladkować. Na pewno dużo dziwnych rzeczy na tej wystawie się znajdzie (śmiech).

Jesteś prawdziwym tytanem pracy! Te projekty jakoś się wzajemnie napędzają?

Generalnie mam ten problem, że nie potrafię odpoczywać i się relaksować. Na przykład mam taki problem z książkami – zaczynam czytać i bardzo szybko się nudzę, ale nie dlatego, że mnie ta książka nie interesuje, tylko mam poczucie, że tracę czas, który mógłbym przeznaczyć na tworzenie. Lata temu miałem taki okres, że częściej wychodziłem ze znajomymi, ale w pewnym momencie uznałem, że to trochę strata czasu i poświęciłem się pracy. Przez dwa lata, codziennie, robiłem muzykę. Nie zmuszałem się do tego. Po prostu kocham tworzyć, na najróżniejszych płaszczyznach. Antek z The Suns, który mieszka naprzeciwko mnie, miał ostatnio taki pomysł, żeby sobie zrobić saunę. No to ja zaproponowałem, że mu tę saunę zbuduję. Wiele rzeczy potrafię zrobić sam i taka ciągła produkcja, proces twórczy, są mi potrzebne. Jak nie robię muzyki, to robię rzeźby. Nie ma dnia, żebym czegoś nie zrobił. Albo muzyka, albo rzeźba, albo malarstwo, albo jakaś animacja. No i nie zapominajmy też, że od poniedziałku do piątku chodzę do pracy, bo z muzyki nie mam żadnych dochodów.

J.Wise siedzący na krześle

J.Wise, fot. Dawid Grzelak

Teraz robię też książkę, która się nazywa „Instrukcja obsługi psa”. To bardzo krótki, skondensowany poradnik ze zdjęciami. Takie „know how” jak zrozumieć psa, jak się nim zajmować. Sam niecałe trzy lata temu adoptowałem psa i musiałem się samemu wszystkiego dowiadywać, nauczyć. Nie wiedziałem o różnych podstawach: co oznacza jak pies ma tak a nie inaczej ułożone uszy, jak przyciąć pazury, co zrobić kiedy ma problemy żołądkowe. Zebrałem więc te różne podstawy w jeden poradnik. I chciałbym rozesłać to po wszystkich weterynarzach i schroniskach, żeby ludzie mogli z tego korzystać za darmo. Trochę tej wiedzy już zgromadziłem, bo od kilku lat współpracuję z fundacją Pies na zakręcie, jestem domem tymczasowym, znajduję psiakom domy. Mocno się w to wkręciłem i chcę, żeby ta książka pomogła zwierzakom i ich nowym właścicielom.

Nie wiem czy te moje działania się nawzajem inspirują, ale na pewno napędzają się wzajemnie.

A czy „Stories” (tytuł płyty J.Wise’a) to są prawdziwe historie?

To są w całości prawdziwe historie, w dodatku wszystkie moje. Albo moje i mojej ówczesnej partnerki. I bardzo mnie to cieszy, bo dzięki temu są zapisane na zawsze. Myślę, że za kilka lat będę do tego wracał ze łzami w oczach. Każdy tekst, stojąca za nim historia, to wszystko dla mnie ogromne emocje. Słuchacz będzie to odbierał inaczej, ale dla mnie to pamiętnik.  Wszystko co robię, robię przede wszystkim dla siebie. Czy to muzyka, rzeźby czy inne rzeczy.

Uprzedziłeś trochę moje kolejne pytanie. Zazwyczaj, gdy patrzy się na muzykę i wykonawców, najczęściej zwraca się uwagę na teksty i muzykę. A u Ciebie od razu na pierwszy plan wybijają się emocje.

Uważam, że coś, co mi najlepiej wychodzi w tym przekazie muzycznym to nie jest śpiewanie czy barwa, to są właśnie emocje. Bazuję na autentyczności, na prawdziwych odczuciach. To nie jest tak, że ktoś mi napisał tekst, a ja wchodzę do studia i to wykonuję. To wszystko jest moje.

Gdy wspominałeś o The Suns i mówiłeś, że tam jest takie bluesujące brzmienie, to pomyślałem, że być może spoiwem Twojej twórczości jest ta legendarna „blue note”…

Na pewno moje serce jest mocno bluesowe!

Chociaż z drugiej strony, jak słuchałem tej płyty, to miałem wrażenie, że pieczołowita, wymuskana produkcja, trochę ten motyw „blue” przykrywa.

Generalnie myślę, że bluesmanem trzeba się urodzić. Dużo słucham bluesa. Mój ulubiony zespół to The Animals, czyli british-blues. I dlatego sądzę, że ciężko, również produkcyjnie, to ugryźć. Być może, gdybym miał do czynienia z muzykami, którzy są bluesmanami, to inaczej by to wyglądało. Ale taką dobrą, prawdziwą bluesową muzykę, chociaż ona najczęściej jest bardzo prosta, zrobić jest bardzo ciężko.

Wielu znajomych, jak posłuchało pierwszych przymiarek na moją płytę, to miało mi za złe, że idziemy w mocniejsze produkowanie tego materiału. Uważali, że ta muzyka przestaje być moja, że więcej mnie było w tym surowym brzmieniu, zarejestrowanym gdzieś tam po kątach. Mam tego świadomość, ale wiem, że gdybym wypuścił materiał bardzo surowy, to żadne radio nie chciałoby mnie zagrać. Jestem zadowolony z końcowego efektu.

Absolutnie się z tym zgadzam. Ale biorąc na przykład utwór „The Girl The Dog and Me” można zauważyć, że ma on takie brzmienie lekko archaiczne, właśnie trochę animalsowo-beatlesowskie.

Ja w ogóle słucham przede wszystkim tego typu muzyki. Beatlesi, Bob Dylan, Neil Young, Elvis, Janis Joplin. Z nowszych rzeczy na pewno Leon Bridges, Michael Kiwanuka, Gary Clark Jr czy Jack White. To są moje klimaty. A nad tym wszystkim Sixto Rodriguez. Pod względem brzmieniowym to na pewno moja największa inspiracja. Tekstowo inspiruję się też wspaniałym Bilem Whitersem.

Mam wrażenie, że cały Twój projekt jest bardzo dobrze wymyślony i przygotowany, bardzo spójny. Teledyski bardzo dobrze współgrają z całą resztą.

Spójność tego projektu to dla mnie absolutna podstawa. U mnie nie mogło być inaczej. Obrazek zawsze musi być dobry, odpowiedni i pasujący. Nie pozwoliłbym na nic innego. Osobiście koordynowałem wszystkie te elementy. Jedyna osoba, której oddałem coś do zrobienia to Dawid Grzelak, który zaprojektował dla mnie okładkę. Artysta, któremu mogłem w pełni zaufać, bo uważam, że robi świetne rzeczy.

Do realizacji klipów wybierałem osoby z mojego otoczenia, rzucałem koncept i działaliśmy. Miałem zarysowany plan i oddawałem to w ręce reżysera i reszty ekipy. Dawałem im się wykazać bo wiem, że jak ktoś ma pomysł, to zależy mu na jego realizacji. A gdybym cały czas wchodził im w paradę to nic by z tego nie wyszło.

A na przykład ostatni klip, do „Płonie nasz dom” zrobiłem sam. Zbudowałem u mnie w pokoju pomieszczenie, wyrzeźbiłem głowę Elvisa, kupiłem za grosze używane ciuchy, które potem przemalowywałem. Sam wyreżyserowałem cały klip i mam do niego chyba największy sentyment. Fajnie, że można takie rzeczy zrobić małym kosztem w domu. Zresztą, jak ktoś ma pomysł i potrafi, to może całą płytę nagrać na Iphonie.

A skąd wziął się pomysł, żeby do wersji cyfrowej albumu dołożyć dwa utwory po polsku?

To są typowe bonus tracki, nagrane później niż cała płyta. „Płonie nasz dom” został nagrany dosłownie trzy tygodnie przed powstaniem klipu, a „Idealny” bodajże niecałe dwa tygodnie przed swoją premierą. Zrobiłem te utwory po polsku bardziej jako challenge dla siebie, bo wcześniej po polsku nigdy nie nagrywałem. Chciałem zobaczyć, jak to jest, bo mam ten problem, że nie do końca podoba mi się język polski w wykonaniu muzycznym, ale coraz bardziej się też do niego przekonuję.

Przygotowuję się właśnie do rejestracji wersji demo nowych utworów i tam trzy z pięciu kawałków są w języku polskim, więc trochę się przełamałem. To dla mnie coś zupełnie nowego. Zauważam, że po polsku i po angielsku zupełnie inaczej przekazuje się pewne emocje. Dlatego myślę o rozdzieleniu tych kierunków i wypuszczeniu EP-ki po polsku, a kolejnego longplaya w całości po angielsku.

Na koniec pytanie o plany na 2021. Zdaję sobie sprawę, że pandemia wiele rzeczy wywróciła do góry nogami, ale może masz jakieś założenia?

Chciałbym nowe rzeczy wypuszczać w świat jak najszybciej, ale nie wszystko ode mnie zależy. Zobaczymy.

J.Wise, Stories, FONOBO Label, Warszawa 2020.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *