fbpx
premiery miesiąca 2020
Premiery miesiąca. Kwiecień 2021
5 kwietnia, 2021
Rysiek Riedel we wspomnieniach - okładka książki
Rysiek Riedel we wspomnieniach. Tom II – Marcin Sitko [RECENZJA]
9 października, 2021

Cukry – Dorota Kotas [RECENZJA]

Dorota Kotas - Cukry - okładka książki

Garwolin lubi się chwalić, że bywał tam Miron Białoszewski. Na cześć wielkiego pisarza postawiono nawet mini pomniczek z postaciami kaczek. Garwolin lubi się też chwalić, że bodaj jedną noc spędził w nim Józef Piłsudski. Gdyby Garwolin miał trochę dystansu do siebie, chwaliłby się, że stamtąd pochodzi Dorota Kotas.

Ta sama Dorota Kotas, która w zeszłym roku swoimi debiutanckimi “Pustostanami” zawojowała literacki światek. Teraz przyszedł czas na “Cukry” – kolejną powieść Kotas, którą z powodzeniem można nazwać autobiograficzną, będącą jednocześnie ciągiem dalszym “Pustostanów”, ich prologiem i zupełnie nową historią.

Pisanie autobiograficzne ma to do siebie, że czytelnicy nigdy do końca nie wiedzą, ile z tego, co jest napisane wydarzyło się naprawdę. Zawsze jest to rodzaj gry na linii autorka-czytelnik, ale tylko osoba pisząca książkę zna do końca jej reguły. Często okazuje się, że powieść pisana jako autobiograficzna, biograficzny ma jedynie szkielet, a gros treści jest po prostu zmyślonych, albo solidnie pokolorowanych. Takie rzeczy zresztą najczęściej wychodzą na jaw dopiero po latach, gdy swój punkt widzenia zaczną przedstawiać bohaterowie. Tak jak coraz więcej wątpliwości jest wokół cyklu “Moja walka” Karla Ove Knausgarda, który z półki “brutalnie szczere” stopniowo przesuwa się w kierunku “świadomej autokreacji”.

Nie przywołuję Knausgarda bez powodu, bowiem nawiązuje też do niego w pewnym momencie Dorota Kotas, pisząc, że książki autobiograficzne pisane przez mężczyzn są traktowane jako coś naturalnego, odważnego i najpewniej szczerego, natomiast panuje dość powszechne przekonanie, że w takich sytuacjach kobiety nie mają zbyt wiele do powiedzenia. A już na pewno niewiele, w co można uwierzyć i czego nie powinno się szufladkować jako szeroko rozumiana “literatura kobieca”.

"Cukry", Dorota Kotas - fragment okładki książki

Dorota Kotas – „Cukry”

Tymczasem, pomijając rozważania na temat zawartości prawdy w kreacji, z książki Kotas bije coś, co rzadko spotykam w polskiej prozie – brak lukrowania, wielka samoświadomość i wrażliwość na problemy, które zbyt często postrzegamy jako marginalne. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Dorota Kotas jest osobą LGBT w spektrum autyzmu, wychowującą się w dość konserwatywnej rodzinie w jeszcze bardziej konserwatywnym mieście. I tylko ona wie, jak wiele kosztowało ją wyrwanie się z takiego zaklętego kręgu, postawienie na siebie, zawalczenie o własne “ja” i wydeptanie sobie całkowicie własnej drogi, własnego stylu życia. O tym wszystkim jest ta książka, ale nie tylko.

“Cukry” to głównie opowieść autobiograficzna, ale w tym wszystkim poświęcająca dużo uwagi i miejsca innym. Przy okazji opowieści o sobie, narratorka pokazuje też skomplikowaną sieć powiązań rodzinnych i społecznych, daje głos ukochanym przez siebie zwierzętom, ba, przywołuje nawet pojawiające się w jej życiu duchy. Widać to zwłaszcza w tekstach, które stanowią łącznik z jej poprzednią powieścią, czyli “Pustostanami”. One duchami stały, ale w “Cukrach” też się pojawiają i swoją rolę odgrywają. W ogóle ma się wrażenie (oczywiście jeśli to wszystko prawda!), że Kotas ma talent do przyciągania rzeczy i zjawisk nadnaturalnych. I na tym wszystkim też buduje wyjątkowość swojej prozy – bardzo swojskiej, mówiącej do czytelnika jego problemami i jego językiem, a jednocześnie wznoszącej tę zwykłość w jakiś metafizyczny wymiar.

Nie bez kozery zacząłem też ten tekst od Garwolina. Choć Kotas, a co za tym idzie, również narratorka powieści, szczerze tego miasta nie znosi, to odcisnęło na niej tak duże piętno, że  w wielu rozdziałach pełno jest do niego nawiązań. Ba, można się pokusić o stwierdzenie, że Garwolin jest cichym bohaterem tej książki. Jednak wszystkich rozpędzających się już, że może oto mamy do czynienia z garwolińskim Twin Peaks muszę rozczarować – zupełnie nie tędy droga.

Przywołując tu i ówdzie Garwolin, Kotas zwraca uwagę na problemy, które trawią polską prowincję, choć ona najczęściej zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Na przykład, że wśród osób mieszkających w małych miastach są też osoby LGBT, z zaburzeniami, z autyzmem, depresją. I że często nie są odpowiednio diagnozowane, ich problemy są lekceważone, bo to jakieś “nowoczesne wymysły, kiedyś nikt o tym nie słyszał i ludzie żyli”. Nie brakuje też małomiasteczkowego folkloru, a prym wiedzie tu z całą pewnością przezabawna opowieść o garwolińskim PKS i jego kierowcach, dumnie noszących wąs na Piłsudskiego i wiecznie niemających drobnych, żeby wydać resztę za bilet.

Nie mam pojęcia, czy taki był zamysł autorki, czy wyszło to trochę przy okazji, ale nie znam nikogo innego, kto tak trafnie opisywałby to miasteczko, jego mieszkańców i wszystko co wiąże się z szeroko rozumianą małomiasteczkowością. Choć nie wynika to z sympatii, a wręcz przeciwnie, Dorota Kotas zapewnia Garwolinowi nowe miejsce w literackiej historii Polski, skutecznie przeciwważąc przesłodzone historyjki Białoszewskiego. I chyba jednocześnie żegna się z tym miastem, przynajmniej w wymiarze literackim. Kilka razy przemknęła mi przez głowę myśl, że “Cukry” to zamknięcie pewnego etapu, swojego rodzaju rozliczenie, które równie dobrze można by zatytułować “Pożegnanie z Garwolinem”.

To wszystko sprawia, że “Cukry” to powieść głębsza i po prostu dużo lepsza od nagradzanych przecież debiutanckich “Pustostanów”. Jest świetnie skomponowana i wyważona – chwyta za serce tam, gdzie trzeba i równie celnie doprowadza do płaczu ze śmiechu. Garwolinie, doceń Dorotę Kotas! O docenienie ze strony czytelników jestem zupełnie spokojny.

DO SŁUCHANIA:

Happysad – Made in China

Nie jestem jakimś wielkim fanem grupy Happysad, ale też nieczęsto się zdarza, żeby rozpoznawalny zespół postanowił nakręcić teledysk do jednego ze swoich hitów właśnie w Garwolinie. A tak jest z utworem “Made in China”. 

W teledysku można zobaczyć fragment Garwolina zwany “Zieleniakiem”, a zza ogrodzenia przebija się momentami dworzec PKS. Myślę, że nie mniej słynny od wąsatych kierowców. I jeśli nie wierzycie Dorocie Kotas piszącej o Garwolinie, to patrząc na ten klip z 2010 roku pomyślcie, że tak naprawdę w Garwolinie zmieniło się niewiele. Poza tym, że widoczne budowy zostały dokończone.

D. Kotas, Cukry, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021.

1 Komentarz

  1. Mam wrażenie, że w obecnych czasach sukces u lokalnych władz to niekoniecznie coś o co warto zabiegać 😉 No i ulotna to rzecz. Ale same do samych opowiadań mnie zachęciłeś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *