fbpx
Dorota Kotas - Cukry - okładka książki
Cukry – Dorota Kotas [RECENZJA]
15 maja, 2021

Rysiek Riedel we wspomnieniach. Tom II – Marcin Sitko [RECENZJA]

Rysiek Riedel we wspomnieniach - okładka książki

Pierwszy tom zebranych przez Marcina Sitkę wspomnień o Ryśku Riedlu był książką zupełnie inną od tych poświęcanych Riedlowi wcześniej. Stawiał na opowiedzenie o Riedlu od strony rodzinnej i koleżeńskiej, nie zadowalając się tylko opowieściami ze sceny czy o kulisach nałogu wokalisty.

Gdy Marcin Sitko zapowiedział drugi tom wspomnień, zastanawiałem się – co jeszcze można tam dodać? Czy to nie będzie książka wtórna w stosunku do protoplasty? I wreszcie, czy autorowi nie zabraknie ciekawych rozmówców? Jak to w życiu bywa, część moich obaw się potwierdziła, a część została rozwiana, ale nie ulega wątpliwości jedno – ta książka była bardzo potrzebna. Chociażby po to, żeby niektórym niedowiarkom dowieść, że pierwsza nie była wyciśnięciem wszystkiego, co o Riedlu dało się powiedzieć.

Do Riedla i Dżemu mam stosunek mocno osobisty – kilkanaście lat temu to od nich zacząłem eksplorować świat bluesa i okolic. Choć, jak się przekonałem potem, wchodząc w temat coraz głębiej, ich muzyka tylko czasami miała z bluesem coś wspólnego. Ale Riedel był bluesmanem, i to z krwi i kości. Piekielnie mocny i charakterystyczny głos, którym wyśpiewywał swoją historię, cały czas robi wrażenie. Podobnie jak tragiczny los, o którym nie bał się opowiadać w tekstach. A te, choć czasem naprawdę banalne, były bardzo szczere i prawdziwe. Po prostu życiowe. A czy to nie jest właśnie kwintesencja bluesa?

“Ktoś, kto umarł, wciąż ma siłę, by poruszać. Ci, którzy go prawdziwie znali, wciąż mogą czuć te wibracje”

To słowa Piotra Boronia, przyjaciela Riedla z czasów młodości, z którym odbył niejedną wspólną wędrówkę. Dodałbym, że można je rozumieć pewnie dużo szerzej niż się samemu autorowi zdaje. Bo oczywiście, Riedel żyje we wspomnieniach wielu znajomych, którzy przywołują spotkania, rozmowy, wspólne chwile. Ale Riedel żyje też we wspomnieniach wielu, wielu słuchaczy, którzy identyfikują się z jego tekstami, z jego przekazem i stylem życia. Dlatego to wciąż tak istotna postać, punkt odniesienia dla wielu młodych wokalistów i po prostu przewodnik dla fanów. Ktoś, z kogo doświadczeń można czerpać i wyciągać wciąż coś nowego dla siebie. Ja też jestem tego przykładem.

Okładka książki Rysiek Riedel we wspomnieniach Tom 2

Rysiek Riedel we wspomnieniach, tom II – Marcin Sitko

Dokładnie ten sam trend widać też u rozmówców Sitki. Wiele wspomnień wciąż brzmi bardzo świeżo, jakby na nowo je rozgrzebywali. Doskonale widać, że rzadko dla kogo temat “Riedel” to temat zamknięty. Jedne opowieści odkrywają drugie, wracają obrazy z przeszłości. Nie liczyłem tego dokładnie, ale wydaje się, że w stosunku do pierwszego tomu nieco więcej jest tu wspomnień ludzi nie kojarzonych bezpośrednio z muzyką, co sprawia wrażenie, że autor wraz z gośćmi budują jeszcze bardziej ludzki obraz głównego bohatera. I chyba też dzięki temu częściej pojawia się temat nałogu, walki z nim, żywych wspomnień (jak to ze szpitala na Sobieskiego w Warszawie).

Ma to też jednak ten minus, że dużo wspomnień znajomych z młodości trochę się nakłada, zlewa w jedną bardzo podobną historię, a po kilku wypowiedziach już nie ma efektu zaskoczenia, można się często domyślić, jakie wątki zostaną poruszone. Rozumiem, że nie wypadało nikogo z zaproszonych wyrzucić, ale trochę za dużo tu wspomnień podobnych, niewnoszących już wiele do portretu Riedla. Choć jedna ich wspólna cecha wydaje się cenna – niechęć do filmu “Skazany na Bluesa” Jana Kidawy-Błońskiego, który według rozmówców Sitki jest bardzo jednowymiarowy i niesprawiedliwy. To o tyle ciekawe, że przecież Kidawa jest kuzynem Riedla i jak sam twierdzi, też dobrze zna jego historię. 

W pewnym momencie można wręcz uznać, że to książka o przyjaciołach Riedla, który jest głównym bohaterem i jednocześnie zapalnikiem ich własnych historii. Bo opowiadając o Riedlu mówią też gęsto o sobie i o swoim życiu. Relacjonując przyjaźń z Ryśkiem, odnoszą ją do całokształtu swojego życia. Można to odebrać jako wadę albo jako duża zaletę, bo prowokuje też do snucia własnych wspomnień. Nawet tak platonicznych jak moje. Co też tylko potwierdza wyjątkowość postaci Ryśka i jego wkład w polską popkulturę.

Podobnie jak w tomie pierwszym, wiele wspomnień jest bardzo wzruszających, wciąż czuć w nich ból po stracie przyjaciela, artysty, idola. Chyba najmocniej poczułem to przy Józefie Skrzeku – dał do książki stosunkowo krótką wypowiedź, ale bardzo piękną, szczerą i emocjonalną. Duże wrażenie zrobił na mnie też tekst Jerzego Styczyńskiego. Otwarcie pokazujący, że mimo upływu tylu lat wciąż czuje ból po stracie przyjaciela, ale i targające nim sprzeczne emocje wywoływane przez wspomnienia. 

I choć książkę przeczytałem z niegasnącą przyjemnością, bo to skarbnica wiedzy i kolejny ważny punkt na mapie prowadzącej do odczarowania wizerunku Riedla-narkomana, to trochę wątpliwości też mam. Na przykład, czy potrzebnych było aż tyle podobnych do siebie wspomnień, czy nie lepiej byłoby to trochę mocniej zredagować. Ale rozumiem też autora, który nie chciał odbierać głosu nikomu, kto zdecydował się na rozmowę. Tak czy inaczej – dla fanów rzecz obowiązkowa, a dla ludzi po prostu zainteresowanych muzyką też bardzo wartościowy wkład w “wiedzę ogólną”.

DO SŁUCHANIA:

Nocna zmiana bluesa – Chory na bluesa

Tym razem nie Dżem do słuchania, a Nocna Zmiana Bluesa. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że związki NZB z Dżemem i Riedlem nie były zbyt mocne (choć trzeba też pamiętać, że Sławek Wierzcholski w 1993 wystąpił jako frontman na płycie Dżemu “Ciśnienie”), ale zdarzały się czasem takie kolaboracje jak ta. Podczas nagrywania albumu “Chory na Bluesa” Wierzcholski zaprosił Riedla na sesję nagraniową i razem z Ryśkiem zespół zarejestrował “Hotelowy Blues”. Jedno z niewielu oficjalnych nagrań Riedla poza Dżemem (bo bootlegów jest sporo).

M. Sitko, Rysiek Riedel we wspomnieniach. Tom II, Riedel ART, Tychy 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *